Restaurator 10
opowiadania >



10. Wiosna była i przyjdzie znów.



Metalowe drzwiczki starego, kuchennego pieca otworzyły się szeroko i oświetliły czerwoną gorącą poświatą, twarz starej, zmęczonej kobiety. Dorzuciła łopatkę węgla do ust żeliwnego potwora, w rozżarzonej przestrzeni zatrzeszczało i zaiskrzyło aż drzwiczki trzasnęły z zadowoleniem zamykając w środku drogocenną energię, tak bardzo pożądaną zimą, a niedocenina latem.
Z końcem czerwca, wieczorem trzeba było jednak zapalić, bo stare kości dźwigające ciało o sporej nadwadze dokuczały już w tym wieku. No i ciepłą kolację trzeba było zrobić bo lada momet mógł syn wrócić i może jakieś dobre wieści przyniesie. Dobrze by było gdyby pracę znalazł. Cudem gdyby ją utrzymał. Kobieta westchnęła na myśl o nieobecnym chłopaku. Za co ją Bóg ukarał takim brzemieniem? Co ona złego zrobiła? Wyszła za pierwszego lepszego i żyć z nim nie umiała. Bo jak ksiądz z ambony mówił tak zrobiła. Wiernym trzeba było być. To była. Tylko mąż chyba spał na kazaniu bo wierny to on był tylko butelce. Żyła jak kościół nakazał a samo cierpienie w zamian dostała. Męża pijaka i syna takiego jak ojciec. Gorzej nawet, bo syn roboty żadnej znaleźć nie umiał. Na szczęście syn w przeciwności do ojca, drogę powrotną do domu zawsze pamiętał. Właśnie usłyszała jago ciężki krok na schodach. Znów się potykał. Wchodził na górę tak długo jak ona ale jemu nie starość przeszkadzała tylko gorzała w głowie. Otworzył drzwi i uśmiechnął się szeroko.
- Dobry wieczór matka!
- Józek kaj żeś polozł. Jak żeś rano wyszedł tak wracosz jak już ćma na dworze. Godej mi ino, robota jakoś znalozł? Albo zaś żeś na darmo się szwnedał z tymi pieronami!
- Matka a po co mi robota, żeby mnie zaś wywalili? Ja się do niczego nie nadaję. Liczyć dobrze nie umiem, mam dwie lewe ręce do roboty. Tylko debil by mnie zatrudnił.
- Oj synek, synek. To jak ty se w życiu sam poradzisz jak mnie zabraknie? Bez pracy to ty se baby nie znajdziesz!
- Jo i dziołcha? Matka a po co mi to. Robić mi się nie chce to do dzieci tym bardziej mnie nie ciągnie. A czego ja bym takiego dzieciaka nauczył? Żonglować pustymi butelkami tylko umiem, to co ja mam cyrkowca wychować? Kto dziś do cyrku chodzi? Mało tego w telewizji?
- Głupiś synek! A kto ci będzie gotował jak mnie zabraknie. Musisz kogoś znaleźć bo samemu to źle i nie po bożemu. Dzieci mieć nie musisz ale na kimś wesprzeć się musisz. A jak ktoś cię przytuli to i świat lepszym się zdaje.
- Matka! Daj spokój! Ojciec mnie ani ciebie nie tulił a świat i tak jest całkiem dobry. Kolegów mam dobrych to i kasa do życia się znajdzie. Masz!
Na stole wylądowało pięć banknotów stu złotowych, chłopak dumny z siebie usiadł przy stole i rozstawił szeroko nogi a ręce włożył pod pachy jak pan i władca domu. Matka usiadła obok syna, spojrzała ze smutkiem na pieniądze i westchnęła.
- Oj synek. Skąd ty te pieniądze bierzesz? Robisz z tymi draniami jakieś szemrane interesy! Co? Godom ci! Ty się jeszcze w jakieś nieszczęście z nimi wpakujesz!
- Ej tam! Matka przesadza. Oni mi są jak bracia. Krzywdy nie dadzą mi zrobić i traktują jak swego. A pieniądze... to pieniądze. Czy to ważne skąd jej mam. Nie ukradłem i to jest najważniejsze. Będzie na czynsz i coś do jedzenia... Właśnie! Ładnie pachnie! Co tam matka przygotowała?
- A nic specjalnego. Kaszy gryczanej z boczkiem i cebulą. Zjesz?
- Pewnie, że zjem. To pychota. Nic mi nie smakuje tak jak jedzenie od mamusi.
- Niech ci Bóg da zdrowie. No i miej trochę drobnej przyjemności z życia, bo tak mało go dostajemy. - Obserwowała z zadowoleniem jaką matce daje radość kiedy jej dziecko jest szczęśliwe, nie ważne z jakiego powodu. Może to być zwykły posiłek przed snem, aby z przyjemnym uczuciem pójść do łóżka i zasnąć z nadzieją na dobry sen i dobre jutro. Bardzo naiwne ale przyjemne i tak bardzo potrzebne.
Z trudem dźwignęła się ze skrzypiącego krzesła i zabrała pieniądze aby schować je do puszki po kawie stojącej w kredensie między cukrem i mąką. Tutaj, żaden procent ich nie utuczy bo znikną jutro pochłonięte przez długi jakie zostały jeszcze po mężu. Wróciła do syna i pogłaskała go po ramieniu.
- Oj synek, synek co jo bych bez ciebie zrobiła.
Gruby Józio nie odpowiedział tylko uśmiechnął się, nie wypuściwszy z dłoni łyżki i nie przerywając żuć sypkiej kaszy, ścisnął delikatnie dłoń matki płacąc jej za wszystko co dla niego zrobiła bezsłownym ''dziękuję''.





***


- Ej ty! Co ty do jasnej cholery wyprawiasz! - Kieta nachylił się nad wystraszonym, chuderlawym chłopcem, leżącym na ławeczce i próbującym bezskutecznie podnieść ze stojaka sześćdziesięcio kilową sztangę.
- No... ćwiczę.
- Ćwiczysz? A ja widzę, że chcesz się nabawić mocnej kontuzji. Pojebało cię?
- No nie... Dlaczego?
- Rozgrzewkę zrobiłeś? - chłopak nie odpowiedział tylko usiadł i rozejrzał się nieśmiało po siłowni jakby szukał rozgrzewki w postaci dziewczyny, która przechodziła obok i pozostawiła po sobie szybko ulatniający się, słodki zapach.
- No właśnie! Rozumiesz w ogóle co do ciebie mówię? Wiesz jak zacząć trening? - chłopak tym razem nieśmiało spojrzał Kiecie prosto w oczy. Dał tym do zrozumienia, że nie wiedział nic.
- Kieta! Olej go - z drugiego końca salki doszedł go śmiech kolegów. - On i tak pewnie już nie przyjdzie. I dobrze nie będzie się jak pies plątał nam między nogami.
- Jak ty w ogóle wyglądasz? - siłacz zignorował komentarz kolegów - Oglądałeś się w lustrze? Ciuchy wiszą na tobie jak szmaty! Jak można w ten sposób wzbudzać szacunek wśród ziomków? Przecież wyglądasz jakbyś sam prosił się o wpierdol.
- Ale to nie moja wina, że tak wyglądam! Nie mam tyle kasy, żeby sobie kupić solidne firmowe gacie.
- Marna wymówka. Co to kogo obchodzi? Nie masz kasy to idź do pracy i se zarób. Myślisz, że w magazynie napojów do

Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
Pilar Linia koment
Dodany:2012-09-17 14:32:01, Ocena: 5.0
Dlaczego wstawiasz tak duże części? Przeczytałam wszystkie części od Twojej ostatniej publikacji, żeby wiedzieć o co chodzi. Dialogi mają błędy w zapisie. Kiedy kończy się dopowiedzenie, a zaczyna dalsza część rozmowy powinno owe dopowiedzenie mieć kropkę na końcu, a kiedy się zaczyna i jest ono związane z rozmową powinna zacząć się małą literą. Miejscami brakuje ogonków na przykład przy "że" oraz interpunkcja kuleje. Tyle jeśli chodzi o moje małe uwagi.

Ocenił/a na: 5
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów