Mój chłopak nie jest gejem
opowiadania >



jego ramionach.

– Myślisz, że nie wiem, że to nie ma sensu! – Bryan znów krzyknął. Jego ciało było teraz wstrząsane falami dreszczy. Był też coraz bardziej wyczerpany i tylko złość nadal dawała paliwo jego ciału. Mdłości skręcały jego wnętrzności. – Doskonale wiem, że to bez sensu. Kto jak nie ja wie, że to wszystko jest bez sensu? I o to może chodzi. Nie uważasz, że o to chodzi!? Moje życie to jeden wielki bezsensowny pomysł!


– Bryan. Przestań …przestań na chwilę. Pozwól mi… – Kyle spróbował chwycić Bryana tak, aby wreszcie spojrzeć mu w oczy. Unieruchomił jego głowę trzymając za kark. Mimo jego ogromnych dłoni, nie łatwo było skłonić Bryana, aby zrobił coś, na co niemiał najwyraźniej ochoty. Po krótkiej walce, Kyle patrzył w zapłakane oczy Bryana – Dobrze tak lepiej. Posłuchaj mnie. Nie, nie odwracaj wzroku. Posłuchaj mnie przez chwilę. Weź głęboki oddech i powiedz, co się do cholery stało?


– Nie powiem ci. Nie dość już mojego upokorzenia? Nie dość? Chcesz mieć jeszcze więcej możliwości, aby rzucać mi je w twarz ze śmiechem? – Bryan był przerażony. Wyładowanie złości na pierwszej osobie, która wpadła mu w ręce to jedno. Ale przyznanie się do jego upokorzenia i wstydu, to już było całkiem coś innego.


– Mam sobie iść do domu? Tego chcesz? Zdaje się jakby każde moje słowo tylko bardziej cię denerwowało.– Kyle wolno pogłaskał go po plecach i zaczął się odsuwać. Złość na twarzy Bryana w jednej sekundzie zmieniła się w śmiertelne przerażenie. Pomimo może 20 centymetrów różnicy w ich wzroście, jednym susem rzucił mu się na szyję. Niemal kleszczowo zaciskając na niej ramiona,


– Nie, nie, nie, nie, nie …nnie.– Rozpłakał się z głośnym szlochem – Nie odchodź, nie zostawiaj mnie. Proszę cię, błagam, nie zostawiaj mnie. Trzymaj mnie, przytul. Nie odchodź!


– Bryan… – Kyle był wytrącony z równowagi, ponowie. Nagłą zmianą w zachowaniu Bryana. Z furii przeszedł do histerii, coś jak w ułamku sekundy.– Chodź usiąść.


Bryan gwałtownie zaczął potrząsać głową, zaciskając uścisk aż do bólu. Nogami oplótł pas Kyla.


– Nie, nie puszczaj mnie. Bez ciebie nie mogę. Potrzebuję cię. Nie chce, ale potrzebuje. Czuję jakby ktoś rozrywał moje wnętrze na strzępy. Wiesz, co to za uczucie? Przeżyłeś je kiedyś?– Bryan zdawał się nie zdawać sprawy z tego, że paple bez sensu. Kyle z westchnieniem postanowił zanieść go do jego pokoju i położyć do łóżka. Bryan nadal jednak kontynuował swój monolog nie czekając tak naprawdę na odpowiedź Kyla. To i dobrze, bo niech go licho, jeśli wiedział, co powiedzieć swojemu małemu przyjacielowi.– Oczywiście, że nie przeżyłeś czegoś takiego. Ludzie jak ty nie są skazani na to, nie muszą sobie z tym radzić. Ale to w porządku, wiesz? To na serio ok. Ty nie powinieneś cierpieć, naprawdę nie. Nie chciałbym abyś cierpiał. Po co? Ja to, co innego.


– Bryan – Kyle znów spróbował przebić się do robiącej nadgodziny głowy Bryana.– Jesteśmy w twoim pokoju. Co chcesz zrobić? Położyć się? Iść do łazienki, usiąść?


– Po prostu usiądź.– wyszlochał Bryan. Kyle zdębiał. Miał trzymać go na kolanach czy jak?


– Bryan?


– Och, siadaj! Nie możesz tego po prostu dla mnie zrobić? Co w tym takiego skomplikowanego? Siadasz i siedzisz do cholery!


– Spoko, spoko! Tylko się nie denerwuj – Kyle usiadł na samej krawędzi łóżka Bryana, ale to nie była zbyt dobra pozycja. Wiercąc się i kręcąc udało mu się przesunąć do tyłu na tyle, aby oprzeć się plecami o ścianę. Bryan wtulił twarz w zagłębienie jego szyi. Kolanami objął biodra Kyla jak imadłem. Szlochając i łkając, gorącym oddechem niemal parząc jego szyję.


– Nie mów mi, że mam się nie denerwować! – Tym razem już nie było złości w głosie Bryana tylko raczej beznadzieja.– Mogę się denerwować, jeśli chce. Tobie by nikt nie powiedział, że masz się nie denerwować albo, że masz się uspokoić.


– Przepraszam.– Stwierdził spokojnie Kyle, konstatując, że najlepszym wyjściem będzie spacyfikowanie Bryana poprzez ułagodzenie go i zaczekanie, kiedy będzie gotów, aby powiedzieć mu, co się stało. Jego przyjaciel znów potrząsnął głową nadal chlipiąc. Przy okazji wycierając mokrą twarz w jego ulubioną podkoszulkę.


– Nie mów przepraszam. Wcale nie chcesz mnie przepraszać. Tylko mówisz tak, bo chcesz mnie uspokoić. W duchu myślisz sobie, że ześwirowałem i pomału zaczyna cię to przerażać.


– Cóż … może trochę. Ale przede wszystkim martwię się o ciebie. Pochorujesz się, jeśli będziesz tak płakał.– Kyle znów wolno pogładził go po plecach. Tak zawsze robił, kiedy jego młodsza siostra zrobiła sobie krzywdę. I najpierw obrzucała go wszystkimi winami świata, wrzeszczała a potem wpełzała na niego i pozwalała się pocieszać i przepraszać za wszystko. Zwłaszcza za to, czego nie zrobił. Problem polegał na tym, że ona miała sześć lat. I nie wodziła wilgotnymi, drżącymi i rozpalonymi ustami po jego szyi. Bryan chyba nie zdawał sobie z sprawy z tego, że to robi. Był tak do niego przytulony, że z trudem oddychał miedzy szlochnięciami.– Może podam ci jakieś chusteczki abyś mógł otrzeć twarz? Może miąłbyś ochotę na szklankę wody?


– Nie! Chcesz się wykręcić, aby mnie nie trzymać! Nic mi nie będzie.


– Bryan …nie, oczywiście, że nie. Po prostu moja koszulka jest cała mokra.– Kyle znów postarał się uspokoić nieustannie zalewającego się łzami przyjaciela. Bryan uniósł się lekko z dłońmi nadal zaplecionymi na jego szyi. Spojrzał zapłakanymi, czerwonymi oczyma na ewidentne dowody swojego załamania nerwowego. Pociągnął za brzeg koszulki, patrząc wyzywająco na Kyle.


– Pożyczę ci inną. Matta powinna pasować.– Bryan stwierdził z czknięciem i zaczął podciągach mu koszulkę do góry.– Mogę tą zatrzymać? – Zapytał, kiedy w końcu Kyle uległ i pozwolił ją sobie ściągnąć.


– Mmm, …jeśli nalegasz.– Odparł zaskoczony mężczyzna z wahaniem. Dziwnie zaczynał podejrzewać, że zamiast opanować sytuację, coraz bardziej wszystko wymykało mu się z rąk. Bryan ukrył twarz z jego koszulce i Kyle jakoś dziwnie podejrzewał, że wytarł w nią nos. O tak, zdecydowanie mógł ją zatrzymać. Bryan obejmując go jedną ręką za szyję, wychylił się w bok i schował zdobycz pod poduszkę. Kyle przyglądał mu się wcale nie lekko zaskoczony. Kolejne łzy popłynęły po twarzy Bryana jakby ktoś odkręcił hydrant.


Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
AkFa Linia koment
Dodany:2011-08-06 00:13:00, Ocena: 6.0
Zapraszam do komentowania ;)
izza87 Linia koment
Dodany:2011-08-06 19:19:56, Ocena: 6.0
Super opowiadanie, polecam każdemu. Poczytaj i przekonaj się sam!

Ocenił/a na: 6
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów