Mój chłopak nie jest gejem
opowiadania >



class="Tekstpodstawowy1">– Co? Nie patrz tak na mnie. Wiem jak to musi żałośnie wyglądać.– Bryan znów z impetem ukrył twarz w jego karku.– Mam w pół nagiego, najprzystojniejszego faceta na świecie w łóżku i nawet siedzę mu na kolanach i co robię? Co robię?! Wycieram nos w jego koszulkę! Ale nie martw się. Ja dokładnie taki żałosny jestem!

– Bryan, przestań. Widzę, że filtr, mózg–usta padł ci całkowicie.– Kyle postanowił potraktować całą tą sytuacje z poczuciem humoru. Bo w przeciwnym wypadku musiał by się rozpłakać z szlochającym w jego ramionach młodym mężczyzną.


– Och, łatwo ci mówić. Po raz pierwszy nie mam zamiaru cenzurować, co myślę! Jaki to ma sens, skoro do tej pory nie przyniosło mi nic dobrego?


– Bryan wybacz, ale ja nic nie rozumiem. Pojęcia nie mam, o co ci chodzi.– Stwierdził z wahaniem Kyle. Starając się nie rozpraszać gorącem, które biło z przyprasowanego do niego ciała. Jemu również zaczęło robić się gorąco.


– Wiem, że nie wiesz, o co mi chodzi. W tym problem, że nikt nie wie. Nikt nie wie, nikt nie widzi. Nikt nie rozumie. I jak mam z tym żyć?


– Powiedz mi a ja cię zrozumiem, wysłucham, postaram się pomóc.– Kyle próbował z całych sił wymyślić powód tak silnego załamania Bryana. Ale prawdą było, że nie miał pojęcia. Faktycznie nie zwracał zbytniej uwagi do tej pory na brata swojego najlepszego przyjaciela. Zawsze był przy nich. Łaził za nimi od lat. Spędzał czas z nimi, ale nigdy nie przyciągał do siebie uwagi. Po tych wszystkich latach nie wiele na jego temat wiedział. I jakoś go to zawstydzało.


– Nie możesz mi pomóc. Nikt nie może i nie udawaj, że nagle zależy ci na poznaniu mnie, skoro wiem, że tak nie jest. Ale już jestem do tego przyzwyczajony. Ja już tak mam.– Kiedy tylko zdawało się, że Bryan zaczynał się uspokajać to coś prowokowało nowy atak.


– Przestań rozboli cię głowa.– Kyle delikatnie zaczął masować skalp jego głowy czubkami palcy.


– Masz na myśli bardziej niż do tej pory? – Bryan parsknął ironicznie.– Ból głowy to nic w porównaniu do bolesnego uścisku, który czuję w brzuchy. Do mdłości, które ściskają mój żołądek czy dławienia, które dusi mnie w gardle. Prawdziwym problemem jest to, jaki ból czuję tutaj.– Wskazał swoje serce – To jakby przepastna dziura, wyrwana i zostawiona abym się wolno wykrwawił. I nie, nie mrugaj z zaskoczenia tymi swoimi ślicznymi oczkami. Wiem, że to strasznie melodramatyczne. Wiem! Ale patrz, jeśli się tym przejmuję. Bo się nie przejmuję. Moje życie nie może być już bardziej do dupy.


– To już lekka przesada Młody. Masz świetne życie. Wspaniałą rodzinę.– Kyle miał ochotę nim potrząsnąć. Zdawał jednak sobie sprawę z tego, że to może nie być najlepszy pomysł. Bryan zaczął trzeć czołem o jego nagi tors.


– Wiedziałem, wiedziałem, że tego nie zrozumiesz. W głębi duszy wiedziałem, że nie, nawet, jeśli mimo wszystko łudziłem się, że tak.


– Bryan przestań, zdzierasz mi skórę tak mocno trzesz.– Kyle jęknął, kiedy Bryan ocierał się o niego coraz szybciej. Chwytając małą okrągła twarz Bryana w swoje wielkie dłonie unieruchomił go skutecznie. Wielkie szare oczy uniosły się na niego. Dolna warga zaczęła podejrzanie znowu drzeć. Och, nie, tylko nie to.– Nie trzyj tak mocno po prostu. Ale tak to w porządku.


Bryan spojrzał na jego cudowny, wielbienia godny tors. Absolutnie umięśniony, absurdalnie proporcjonalny, karmelowo smakowity. Poznaczony teraz czerwonymi śladami, które zostawiły jego pięści. Z wahaniem, wolniutko zaczął wodzić palcem po każdym zaczerwienieniu. Znów oczyma wypełnionymi łzami spojrzał na Kyla.


– Niechciałem zrobić ci krzywdy.– Zawahał się na sekundę – To znaczy chciałem. Chciałem rozedrzeć cię na strzępy, skrzywdzić i pobić. Obedrzeć ze skóry… tylko…tylko.– Zająknął się.


– Tylko nie chciałeś widzieć efektów swojej wendetty.– Kyle stwierdził z uśmiechem, nawet, kiedy na całym ciele wyszła mu gęsia skórka, a jego sutki zmieniły się w małe kamyczki.


– Cóż…– Bryan znów wcisnął twarz w jego pierś z jękiem rozpaczy. Wsunął dłonie pod ramiona Kyla i znów się przytulił całym ciałem.


– Cieszę się, że twoja krwawa masakra nie doszła do skutku.– Kyle czuł w kościach, że jakiś czas spędzą w tej dziwnej sytuacji czy raczej pozycji. Wnioskując po tym jak Bryan pocierał nosem każde zaczerwienie na jego torsie. Równie dobrze mógł się zrelaksować i spróbować nie zdenerwować czkającego mężczyzny na swoich kolanach.


– Bo ty nic nie rozumiesz.– Jęczał Bryan.


– To już ustaliliśmy.– Kyle bardzo chciał zrozumieć, bardzo. Nawet, jeśli się obawiał tego jak cholera.


– Nie ma sposobu na to żeby ci to wytłumaczyć. A przynajmniej nie taki, który potrafiłbyś pojąć.– Wymamrotał żałośnie Bryan, wskazał palcem na tył swojej głowy – Nie przestawaj robić tej rzeczy palcami w moich włosach, proszę.


– Wiesz, generalnie to muszę zaprotestować, wiesz. Nie pokładasz we mnie zbyt wiele wiary jak widzę.– Kyle starał się stwierdzić tak stanowczo jak tylko mógł w danej sytuacji.– Ale też muszę przyznać, że zaczynasz mnie na serio przerażać.


– Och i to pewnie też moja wina? – Bryan znów na niego naskoczył.– To moja wina, że nie możesz zrozumieć. Że masz fantastyczny dotyk i jeszcze pewnie to, że tak cudownie pachniesz to też moja wina!


Kyle nie czekał na kolejny wybuch złości lub alternatywnie płaczu, chwycił Bryana za kark i przytulił, wciskając jego twarz w swoją szyję. Najwyraźniej to nie był jeszcze odpowiedni moment na rozsądną rozmowę.


– Czy ty zdajesz sobie sprawę z tego, że to absolutne szaleństwo? – Bryan pytając, zaczął gładzić go po plecach …uspokajająco? – To znaczy nie jak szaleństwo–szaleństwo. Tylko porostu …


– Wariactwo? – Zasugerował delikatnie Kyle, jednocześnie starając się jakoś połapać w tym, co się na około niego aktualnie działo. Bryan szlochał znów cicho, ale dość intensywnie. Jego ramiona drżały, temperatura jego ciała znów zaczęła wzrastać. Na dodatek zaczął bujać się lekko w tył i w przód i jego pośladki zaczęły ocierać się o bardzo delikatną część ciała Kyla. Kyle aż obawiał się coś nadmienić na ten temat. Nie był mentalnie nastawiony na konsekwencje, a przynajmniej nie jeszcze w tym momencie. Ale był facetem, a tarcie to tarcie. Jego członek zdawał się nie

Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
AkFa Linia koment
Dodany:2011-08-06 00:13:00, Ocena: 6.0
Zapraszam do komentowania ;)
izza87 Linia koment
Dodany:2011-08-06 19:19:56, Ocena: 6.0
Super opowiadanie, polecam każdemu. Poczytaj i przekonaj się sam!

Ocenił/a na: 6
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów