Mój chłopak nie jest gejem
opowiadania >



czubek między, gorące, drżące wargi Bryana. To nie mogło być tak różne od całowania dziewczyn. Choć żadna nigdy nie miała tak miękkich ust jak on. Słone usta i słodki język Bryana niemal zmiótł czubek jego głowy. Między oszołomieniem, niecierpliwością i obawą, podniecenie było jego największym zaskoczeniem. Te motyle muśnięcia nagle już były niewystarczające. Chciał więcej, potrzebował. Musiał. Bryan poddawał się jego eksplorującym ustom chętnie. Mruczał, wił się i lgnął do niego. Nakręcając spirale podniecenia jeszcze bardziej. Na każde liźniecie i każde muśniecie odpowiadał własnym. Nie było żadnego wahania w nim. Bryan całował go z pasją i namiętnością. Żaden z nich nawet nie wiedział jak się znaleźli w plątaninie własnych rąk. Z całych sił obejmując się. Bryan wodził dłońmi po jego plecach i karku. A Kyle, Kyle niemal zduszał jego małe ciało w swoich objęciach. Przyciskając go do piersi z całych sił. Coraz bardziej zagłębiając się w pocałunku.

To wszystko, o czym czyta się w książkach: dreszcze, iskry, drżenie. Ciało w płomieniach. Zapierający dech w piersi pocałunek. Spadło na Bryana tak gwałtownie, że w pierwszej chwili myślał, że po prostu odleci. Cały świat zredukował się do szerokich, ruchliwych, umiejętnych ust Kyla. Pozbawiony doświadczenia Bryan, pokierował się instynktem. Ssał, lizał i przygryzał jego usta. Bo nie mógł znaleźć się wystarczająco blisko, mieć wystarczająco dużo. Ani nie mógł się nasycić. Nie przeszkadzało mu nawet, że nie może wziąć głębszego oddechu, tak mocno Kyle go obejmował. Dech i tak tkwił mu w gardle wypełnionym językiem Kyla. W końcu jednak obawa zemdlenia stała się realną możliwością. Nie chętnie Bryan wycofał się pocałunku.


Wciąż oszołomieni i zamroczeni uczuciami, które się w nich kotłowały przez długi moment patrzyli sobie z Kylem w oczy. Nie bardzo wiedząc, co powiedzieć. Jak się zachować? Obawiając się zniszczyć tą wątłą nitkę porozumienia, która się między nimi utworzyła. Bryan nie wierzył aż do ostatniego momentu, że Kyle to zrobi. Teraz nawet, tylko opuchnięte seksowne usta Kyla upewniały go, że to nie jego wybujała wyobraźnia znów z nim wygrała. Kyle wyglądał sam jakby nie do końca był przekonany, że to była rzeczywistość. Żaden z nich nie wiedział, że to będzie tak intensywne przeżycie.


Kyle pewnie oczekiwał na jego reakcję. A Bryan obawiał się cokolwiek powiedzieć, aby nie zrujnować chwili. W końcu wybrał najmniejsze zło i znów rzucił się Kylowi na szyję. Młody mężczyzna westchnął cicho i przytulił go, chowając twarz w jego szyję.


– Czy czujesz się lepiej?– Zapytał z wahaniem Kyle. Bryan zesztywniał. Przynajmniej pasowało to do reszty jego niesfornego ciała. Teraz szczęśliwie wbijającego się w brzuch Kylowi. Dopóki żaden z nich nic nie nadmienił na ten temat, mogli obaj udawać, że podobny problem nie wbijał się w pośladek Bryana.


– Mmm… chyba jeszcze nie aż tak dobrze.– Odparł z ociąganiem Bryan. Tak szybko jak zamkną się za Kylem drzwi, prawdopodobnie nie będzie miał możliwości, zbliżyć się już nigdy więcej do niego na sto metrów.


– Ale…Bryan? Ty nie myślałeś chyba na poważnie…o tym umieraniu? – OK, wnioskując po minie Bryana to nie była najmądrzejsza rzecz, o jaką mógł zapytać, zwłaszcza po pocałunku, takim jak ten. Ale to było zaraz następną rzeczą, która martwiła go najbardziej, tuż „po pocałunku”. Z tym, że na ten temat nie był gotów rozmawiać. Czy myśleć, jeśli o to chodzi.


– Ok, chyba nie–poważnie. Na tamten moment nie czułem się jakbym miał ochotę żyć…dalej.– Bryan znów zaczął ocierać się o jego bark policzkiem.– Z tym, że to nie koniecznie znaczyło, że miałem ochotę umierać.– Dodał zdecydowanie. Nie chciał, aby Kyle mu tu zaczął bzikować.


– Och…och, rozumiem.– Odparł Kyle z ulgą.


– Nie rozumiesz, ale to ok.– Stwierdził smutno Bryan spoglądając na Kyla z głową wciąż wspartą na jego ramieniu. Kyle musiał pochylić głowę, aby móc spojrzeć mu w oczy. Ich twarze znów były cale od siebie. Obaj przełknęli ślinę głośno. Sytuacja, w której się znaleźli była tak oczywista. A mimo to obaj bali się cokolwiek zrobić. Cała masa myśli i wątpliwości odbijała się na jego twarzy. I Bryan absolutnie wiedział, że powinien go puścić i pozwolić mu odejść. Że to było jak kontynuowanie życia w LaLaLandzie. Ale przecież jeszcze chwila nie mogła zaszkodzić? Szkoda, że nie czuł się na tyle pewnie żeby po prostu pocałować Kyla znowu. Pod uważnym spojrzeniem niebieskich oczu Kyla, Bryan z trudem stłumił potrzebę wiercenia się na jego kolanach.


– Och, to takie bezsensu.– Wyjęczał w końcu.


– Co ty nie powiesz?– Kyla odparł trochę ironicznie.


– Nie chce o tym rozmawiać, choć wygląda na to, że powinniśmy. To… to…To jak pakowanie się w całkiem nowy zestaw problemów. Gorzej, to jak wciąganie ciebie w te właśnie problemy, choć w pierwszym miejscu, załamałem się starając się „nie” wciągać cię w nie.


– Ok, Ok. nie denerwuj się. Nie musimy o tym rozmawiać. Nie w tej chwili, jeśli nie chcesz. Ale nie nakręcaj się od nowa. Nie wiem czy mam więcej pomysłów na to jak cię pocieszać.– Kyle uspokajająco zaczął znów gładzić plecy Bryana.– Powiedz mi tylko jedną rzecz Bryan. Jak znalazłem się w tym wszystkim? Podejrzewam, że gdybym to mógł zrozumieć, cała reszta była by o wiele prostsza.


– Och Kyle! – Bryan usiadł prosto z przerażoną miną i przeczesał włosy nerwowo dłońmi.– To o to chodzi. Ty nie miałeś wiedzieć. Wszystko opierało się o to, że „nie” wiedziałeś.


– A teraz, dziś konkretnie, coś się zmieniło i okazało się, że mogę się dowiedzieć? – Kyle zapytał cicho. Bryan najpierw wzruszył ramionami a potem z wahaniem skinął głową. Kyle stłumił uśmiech. Wszystko zaczynało nabierać sensu powoli. Choć jeszcze nie wiedział jak sobie z tym wszystkim poradzi w ostatecznym rozrachunku. Przyjdzie pora, będzie rada. Bryan rzucił mu nieśmiałe spojrzenie z pod niesamowicie długich rzęs. Grube i gęste dużo ciemniejsze niż jego włosy, okalały jego oczy czyniąc je jeszcze większymi. Bryan znów wyglądał jakby zamierzał wykręcić się od odpowiedzi. Albo przynajmniej udzielić takiej, która nic mu nie powie.


– Bryan w końcu będziesz musiał mi powiedzieć, prawda?


– Nie! To znaczy nie wiem, może. Ale uwierz mi, nie chcesz o tym wiedzieć.


– Tego nie wiesz. Naprawdę

Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
AkFa Linia koment
Dodany:2011-08-06 00:13:00, Ocena: 6.0
Zapraszam do komentowania ;)
izza87 Linia koment
Dodany:2011-08-06 19:19:56, Ocena: 6.0
Super opowiadanie, polecam każdemu. Poczytaj i przekonaj się sam!

Ocenił/a na: 6
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów