Mój chłopak nie jest gejem
opowiadania >



doceniłbym gdybyś dał mi tu trochę kredytu. Chyba nie zakładasz, że jestem kretynem? – Kyle zadawał się lekko zraniony. Bryan skrzywił się lekko.

– Nie, oczywiście, że nie. Jesteś utalentowanym baseballistą. Studiujesz architekturę i inżynierię. Kobiety padają do twych stóp. Na dodatek jesteś przystojny, miły, zawsze kulturalny. Przezabawny. Przez wszystkich lubiany.– Bryan wykonał nieskoordynowany ruch dłonią.– Chryste, nienawidzę cię.


Impet, z jakim rzucił się Kylowi w ramiona przeczył jednak jego słowom. Kyle musiał roześmiać się.


– To najzabawniejsze wyznanie miłosne, jakie w życiu słyszałem.


Cała krew odpłynęła Bryanowi z głowy, świat na moment pociemniał na krawędziach. O Mój Boże!!! Przerażony i zawstydzony po za wszelkie granice Bryan niemal zerwał się do ucieczki. Kyle jednak zbyt mocno trzymał go obejmując w pasie. Bryan nawet nie wiedział, w którym momencie znów zaczął płakać.


– Hej, hej, hej, spokojnie Bryan, żartowałem. Tylko żartowałem.– Kyle znów złapał jego twarz w dłonie i spojrzał mu oczy. Nie spodziewał się tego, co tam zobaczył.– …Ale ty nie żartowałeś…? Prawda?


Bryan zacisnął powieki tak mocno, że cętki zaczęły pływać mu przed oczyma. Koszmar całego dnia wrócił do niego i przygniótł jak tona cegieł. Nie mógł przechodzić tego na nowo!


– Bryan! Nie! Słyszysz, nie rób tego znowu. Uspokój się. Nie pozwolę abyś znów popadł w depresję. Już radziliśmy sobie świetnie. Nie zaczynaj od nowa.– Kyle zdecydowanie i stanowczo potrząsnął nim. Potem wtulił z powrotem w swoje ramiona.


– Nie chcę o tym gadać. Możemy wrócić do tego, co robiliśmy wcześniej? Pocałowałeś mnie i nie ześwirowałeś z tego powodu, …hmmm, …właściwie, dlaczego nie ześwirowałeś…? – Bryan wyjęczał cicho. To się nazywa naciągać swoje szczęście. Ale nie wydawało mu się, aby mogło być dużo gorzej w tym momencie.– Ja chciałby wrócić do tamtego punktu i udawać, że wcale nie przerwaliśmy. Co ty na to? No oczywiście zakładając, że nie myślisz sobie w tej chwili, że to nie jest dobry pomysł. Bo mogłoby mi dawać niewłaściwe wyobrażenie, że coś to znaczy. Bo nie znaczy i nie ma żadnego odnośnika do przyszłości. A ty przyjaźnisz się z moim bratem i nie chciałbyś być narażony na kontakty z jakimś napalonym, nieszczęśliwie zakochanym, zbyt potrzebującym, wiecznie pragnącym twojej uwagi szczeniakiem…


– Ty masz to wszystko skrupulatnie przemyślane, co nie? – Kyle zapytał z lekkim uśmiechem. Był pod wrażeniem. W tym szaleństwie Bryana była nawet metoda.– Musiałeś już od dawna ważyć wszystkie opcje, wszystkie za i przeciw. W końcu nawet wymyśliłeś wszystkie odpowiedzi na przypuszczalne pytania.


Twarz Bryana zalała się głębokim rumieńcem. Szybko jednak pozbierał się, gwałtownie zadzierając podbródek do góry.


– Nie trzeba być Einsteinem żeby wiedzieć rzeczy oczywiste.– Parsknął złośliwie, po chwili jednak dodał ciszej.– Miałem też duuużo czasu na myślenie o tym…o nas…czy raczej, dlaczego nie ma żadnej szansy na „nas”.


– Bryan…– Kyle spróbował mu przerwać. Nie mógł patrzeć jak jego przyjaciel znów odpływa, jak bez hamulców znów pozbywa się całej pewności siebie.


– Nie, wiem, że bredzę. Znów. Po prostu to jak z katastrofą kolejową. Z każdym słowem zbliżam się coraz bliżej do kraksy, a nadal nie mogę nic zrobić żeby przestać.


Kyle uśmiechnął się do niego i objął kładąc niemal na swojej piersi. To wszystko było taaaaaaaaaaakie zakręcone. Bryan wydawał się wykończony, blady i nadal jakoś roztrzęsiony wewnętrznie.


– Wiesz, wydaje mi się, że za dużo myślisz.– Stwierdził spokojnie kładąc rękę na karku Bryana unosząc jego twarz trochę do góry.


– Och, co ty nie powiesz.– Parsknął sarkastycznie Bryan znów się czerwieniąc. Kyle przytrzymał jego głowę, kiedy starał się odsunąć.


– I zdecydowanie za dużo gadasz.– Dodał całując Bryana po raz kolejny, ale delikatnie i stanowczo. Przeczekał początkowe zaskoczenia Bryana i przeczekał próbę pogłębienia pocałunku. Chciał, aby to było wyjątkowe i cudowne. Bardziej pocieszające i uspokajające niż erotyczne. Terapeutyczne, albo tak to sobie przynajmniej tłumaczył. Pieścił wypukłe, całuśne usta Bryana wolno i delikatnie. Muskając je i pieszcząc własnymi ustami. Liżąc kąciki jego ust i łaskocząc jego brodę własną. Bryan zdawał się wstrzymywać oddech z początku, wkrótce jednak przylgnął do Kyla i rozpłynął się w jego objęciach. Gdyby pozostało Kylowi, choć kilka działających komórek mózgowych, pewnie zastanawiałby się, dlaczego tak bardzo uwielbia jego smak, jego zapach? Jak to możliwe, że całowanie go wydaje się najnaturalniejszą rzeczą na świecie?


Jakim cudem nigdy żadna dziewczyna nie pasowała do jego objęć tak idealnie? I jak to się stało, że niczego bardziej nie pragnął na świecie niż złagodzić wszystkie smutki Bryana, wszystkie jego rany. Otoczyć go opieką i troską. Dobrze jednak, że cała spływająca na południe krew pozbawiła jego mózg możliwości martwienia się o tak nieistotne problemy. Całym sobą był skoncentrowany na gładkim, lekkim wsunięciu języka między perfekcyjne usta jego przyjaciela. Bryan odpowiedział natychmiast. Jego język wyszedł mu na spotkanie w powolnej pieszczocie. Nie można było zbadać cudzych ust bardziej szczegółowo, bardziej dogłębnie, z większą pasją. Kyle nie wiedział, co w niego wstąpiło, ale chciał poznać każdy niuans ciała Bryana. Zaczynając od jego ust. Bryan westchnął. I w tym westchnieniu zawarte było wszystko, radość, podniecenie i wyczerpanie. Kyle powoli zsunął się po ścianie na bok nadal go mocno obejmując. Po chwili i małej poprawce, leżeli twarzą w twarz, nadal całując się delikatnie. Kyle w końcu ułożył głowę Bryana w zagłębieniu swojego ramienia. Mężczyzna zaprotestował lekko.


– Musisz odpocząć.– Wyszeptał Kyle do Bryana. Pocałował go delikatnie w czoło, później w nos.– Będę tu, kiedy się obudzisz.


– Nie chce mi się spać.– Bryan nawet nie miał sił otworzyć oczu. Ale obawiał się, że Kyle zniknie jak, te tysiące razy wcześniej w jego snach. Zostawiając go pustego, osamotnionego, załamanego i bardziej niż kiedykolwiek nieszczęśliwego. Kyle musiał czuć, że znów się napina, bo pogłaskał go, delikatnie całując.


– Śpij, będę tutaj, obiecuję.– Znów zaczął go delikatnie całować. „OK” wymamrotał mu Bryan wprost do ust. Sto pocałunków później, westchnień i jęków obaj zasnęli. Ale to może dobrze, bo zwolniło to Kyla z myślenia, o rzeczach, które nie miały wyjaśnienia, ale nigdy nie były właściwsze w jego życiu.




Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
AkFa Linia koment
Dodany:2011-08-06 00:13:00, Ocena: 6.0
Zapraszam do komentowania ;)
izza87 Linia koment
Dodany:2011-08-06 19:19:56, Ocena: 6.0
Super opowiadanie, polecam każdemu. Poczytaj i przekonaj się sam!

Ocenił/a na: 6
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów