Oko kameleona
opowiadania >



Mówił pan coś o trzech tysiącach watów.
Głos mu się podwyższał. Tracił pewność siebie. Miał wrażenie, że za chwilę buldog rzuci się na niego.
- Chuja sobie mogę zmierzyć. To był prąd na starcie – odszczekało psisko, śliniąc się obficie.
Przegrywał, malał. Ktoś, posługując się fortelem, wszedł do zamku i zrobił miazgę z jego lokatora.
- Bydlak! – krzyknął z całej siły.
Liczył, że ten gwałtowny gest może przechylić szalę zwycięstwa.
Pies zbliżył się. Żyły na jego pysku pulsowały wyraźnie, a uśmiech służył głównie prezentacji uzębienia. Splunął na podłogę i odszedł, nie zamykając za sobą drzwi.
- Zrozumieć, okiełznać, zracjonalizować, zrozumieć, zracjonalizować – powtarzał w kółko.
Wtarł w kark kilka kropel wody toaletowej.
- A może zapomnieć? Może nic się nie stało?
Wsłuchiwał się w odgłosy ulicy, przeczuwając, że za chwilę dobiegnie stamtąd ujadanie sfory psów. Analizował zaistniałą sytuację. W przeszłości wielokrotnie podchodził do tematu planktonu, jednak nie zdołał wypracować schematu postępowania z jego przedstawicielami. „Charaktery” musiały pozostać dziełem niekompletnym. A odizolowanie się od planktonu było zadaniem równie trudnym do zrealizowania.
Telefon wirował i podskakiwał w rytm melodii dzwonka. Kobieta; miała ciepły, wesoły głos. Utrzymywała, że znają się i wielokrotnie rozmawiali ze sobą w internetowym serwisie randkowym.
- Sądzę, że to pomyłka.
- Ależ proszę cię, nie rób mi przykrości – wyraźnie posmutniała.
Chciał być miły, nie wiedział jak zakończyć rozmowę. Nic nie powiedział.
- Pandora. Sam wymyśliłeś mi ten pseudonim – przerwała milczenie.
Omal nie upuścił aparatu. Wyjrzał odruchowo przez okno, jakby spodziewał się zastać ją na rogu ulicy. Był zły, że tak niezdarnie rozpoczął rozmowę. Zależało mu na Pandorze. Z kilku wirtualnych spotkań wynikało, że jest inteligentna, bezpruderyjna i trochę tajemnicza - nie chciała ujawnić swojego wizerunku.
- Lepiej?
- Tak, lepiej. Doskonale. To znaczy pytasz, czy już wiem z kim rozmawiam?
Słuchawka zarechotała.
- Kiedy piszesz do mnie, jesteś taki konkretny, poukładany, a tu proszę.
- Tak. No tak. Wybacz, nie znam twojego głosu. Oczywiście pamiętam, że obiecałaś zadzwonić, jak tylko pojawisz się w mieście.
Kursował wahadłowo między oknem a przeciwległą ścianą. Potykał się czasem o jedną z porzuconych na podłodze książek.
- Ilu dziewczynom dałeś ostatnio swój numer, hm?
- Ależ to nie tak, pisuję tylko z tobą Jestem dzisiaj trochę rozkojarzony. Miałem nalot. Co ja mówię. Miałem mały pożar. Nic poważnego, brak ofiar.
- Czy to oznacza, że nie masz dzisiaj czasu? Chciałam spotkać się z tobą
Przysiadł na krawędzi sofy.
- O niczym innym nie marzę .
Podszedł do biurka. Zanotował na blacie godzinę i miejsce spotkania. Był podekscytowany, nie ufał swojej pamięci ani przygodnym karteluszkom.
Czasu zostało niewiele. Dwoił się i troił. Przez jego dłonie przelał się potok ściereczek, wacików, gąbek i flakonów. Zrobił szybki remanent w garderobie. Prasował i polerował, skrapiał, przycinał i piłował. Na koniec spojrzał lustro wiszące w przedpokoju. Sportowa marynarka doskonale pasowała do czarnego golfu. Otworzył szufladę komody. Sprawdził, czy wyjęty z niej egzemplarz twarzy nie posiada jakichś skaz czy przetarć. Naciągnął maskę jednym sprawnym ruchem. Uczesał włosy, układając je w ten sposób, by zakrywały zatrzaski.

Podjechał pod hotel. Czekała w hallu. Ucieszył się, że ich stroje jako tako konweniują ze sobą. Pocałował ją w rękę, wręczył kwiaty, zaprosił do samochodu. Poruszał się zwinnie i zgrabnie, zachowując przy tym wszelkie zasady bon-tonu. Zdołał zaplanować zawczasu niemal każdy gest. Teraz grał swoją rolę znakomicie. Przeczuwał, że robi na niej bardzo dobre wrażenie. W końcu miał jakie takie pojęcie o kobietach.
Wpłynęli na parkiet. Tango gorszące, nieprzyzwoite, przypominające kłótnię kochanków. Byli blisko siebie. Chciał, by poczuła wyraźnie jego ciało, jego zapach. Długie godziny spędzone na kursach tańca procentowały. Był pewien, że uwodzi ją wzorowo.
Siedzieli przy barze. Raczył ją opowieściami, takimi niezawodnymi, twardzielskimi historiami, w których on, rzecz jasna, grał główną rolę. Kobieta słuchała, popijała alkohol, czasem dyskretnie zerkała na zegarek.
- Słuchaj, czy ty masz jakieś wady? Słabości? – przerwała mu monolog.
- Ależ mam ich całą masę. Bodaj największą z nich jest mój pracoholizm. Potrafię spędzić weekend w biurze.
- Fatalnie! Pewnie nie masz czasu na prywatne życie. Wiesz, od razu powiem ci o tym, co jest moją główną wadą. Niewykluczone, że uznasz ją za zaletę.
Polizała kilkakrotnie łapę i potarła nią ucho.
- Tak? Proszę, powiedz – wycedził łamiącym się głosem.
Czuł, że zimny pot zalewa mu kark.
- Otóż jestem szczera. Do bólu szczera.
Gładził się po szyi w poszukiwaniu zatrzasków maski. Tam, gdzie powinny się znajdować, skóra była wyjątkowo gładka.
- Przeszłam przez wiele związków. Teraz potrafię błyskawicznie klasyfikować mężczyzn - ciągnęła swój wywód, od czasu do czasu muskając łapą wibrysy.
Naciągał skórę na twarzy, jednak maska nie chciała ustąpić.
- Przypuszczam, że będziesz chciał się ze mną umówić na kolejne spotkanie, prawda?
- No naturalnie – rzekł z nadzieją.
Była piękna, rasowa. Miała coś niezwykle pociągającego w oczach. Czuł, że serce wali mu jak młot.
- Jestem pewna, że zanudziłbyś się słuchając tego, o czym chciałabym opowiadać. Żyję z dala od zgiełku wielkiego miasta i jego pogoni za pieniędzmi, splendorem. Unikam wszystkiego tego, co ciebie tak bardzo nakręca. I pragnę poznać kogoś, kto nie jest pustym dupkiem. Intuicja mi podpowiada, że masz ochotę przespać się ze mną i na tym zakończyć znajomość.
Chciał powiedzieć coś, co zabrzmi wiarygodnie. Nie wiedział jak zacząć. Kotka wstała, poklepała go po ramieniu i odeszła.
Wymacał w kieszeni kawałek papieru. Chciał wytrzeć spocony kark. Zorientował się, że trzyma w dłoni wyrwaną z notesu kartkę. Była prawie pusta, widniał na niej jedynie tytuł: „Oko kameleona”.


- [1] [2] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
JuliaH Linia koment
Dodany:2011-02-01 20:31:24, Ocena: 6.0
Podoba mi się, ponieważ niemal każde zdanie niesie jakiś przekaz, posiada swoj wlasny sens. nie ma pustosłowia, ani "zapychaczy". to sztuka pisac w taki sposób, mimo że chwilami brutalna prawda Autora zwyczajnie mnie odpycha. Tak czy inaczej daję "6" i oby tak dalej!

Ocenił/a na: 6
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów