Zabójcza matka cz. 4 - koniec
opowiadania >



Święta nadeszły szybko, łagodząc nieprzyjemne, dla większości ludzi, sytuacje z wcześniejszych dni. Dla niej było to wszystko, czego potrzebowała. Radosna, ciepła atmosfera, wprowadzała ją w euforię i coraz bardziej przekonywała do nadchodzącego rozwiązania.


Kiedy w ten piękny wieczór cała jej najbliższa rodzina przyszła do jej domu, była już gotowa. Jedzenie, czysty obrus, świece i dekoracje. Wszystko czekało tylko na odwiedziny ojca, jej młodszego brata z żoną i dwoma synami. Kochanej siostrzyczki w tym roku nie zaprosiła.


Podawała wszystkie dania rozważnie, z uśmiechem, nie zdradzając, ani jedną miną, swoich zamiarów. Jadła, żartowała z rodziną, uśmiechała się do wszystkich i głaskała czasami po głowie swoją córkę, która, choć nadal chodziła ubrana na czarno, powoli przestawała tęsknic za swoim chłopakiem i przyzwyczajała się do myśli, że więcej go nie zobaczy.


- Córeczko, może ja Ci pomogę w kuchni? – ojciec, zacierając złuszczone starością dłonie, uśmiechał się do niej z drugiej strony stołu. Odmówiła grzecznie i idąc do kuchni, poprosiła córkę, żeby pobiegła do sąsiedniego domu, do swojej przyjaciółki, i przyniosła od niej cześć jedzenia, która nie mieściła się w ich własnej, malej lodóweczce.


Dziewczyna grzecznie ubrała się i wyszła z domu, obiecując, że szybko obróci z jedzeniem. Nie lubiła, kiedy cała rodzina była w komplecie. Wszyscy rozmawiali o polityce, przekrzykiwali się i wyzywali. Każdy miał do wszystkich pretensje i uważał, właśnie siebie, za najmądrzejszego i jedynego mającego rację. Dla tak młodej osoby, jak ona, której nikt nie chciał słuchać, ze względu na wiek, przez który zbyt mało jeszcze wie, takie spotkania, nie były świętami, lecz zwyczajną katorgą. Nic dziwnego, że była szczęśliwa, z tego przymusowego wyjścia z domu.


Kiedy wracała od przyjaciółki, niosąc ciężkie miski z surówkami i potykając się o własne nogi, na śliskim podłożu, zamarła przerażona, wpatrując się w swoje mieszkanie.


- Ogień… - jej usta poruszały się niemal bezgłośnie, kiedy miski z jedzeniem wypadły na ziemię, tłukąc się z cichym jękiem. - Ogień! Pomocy! Ogień!


Nie pamiętała nic więcej z tego Bożonarodzeniowego wieczoru. Zbita z tropu, oszołomiona, wiedziała tylko, że spała u przyjaciółki. Ocknęła się na dobre, dopiero kilka dni później, na zbiorowym pogrzebie całej rodziny. Kiedy stała tak, w kaplicy, oparta plecami o ścianę, żeby czasem nie upaść, do jej otępionego umysłu, powoli docierały szeptane, przez resztę żałobników, pogłoski, na temat pożaru.


Jedni twierdzili, że w krzykach i jękach, wszyscy zginęli, trawieni przez nieubłagany ogień i nikt nie miał najmniejszej szansy na ucieczkę. Była jednak spora opozycja, uważająca, że widziała na własne oczy, jak z mieszkania, uciekała podpalona, czarna postać, gasząc się po drodze w śniegu. Jakaś starsza pani, ośmieliła się nawet powiedzieć, że tuż przed wybuchem, ktoś wyszedł z domu, życząc reszcie udanej podróży.


Każda z tych wersji, choć były one zupełnie odmienne, miały w sobie przecież ziarno prawdy. Wszyscy widzieli ogień, i byli co do tego zgodni. Nikt nie miał wątpliwości, że właśnie on, był powodem śmierci ofiar. Mało kto domyślał się, czemu wybuchł pożar. Ale ona wiedziała. Tylko ona. Stojąc nad zbiorową trumną przesuwała w palcach płatek róży. Oprócz niej, nikt się nie dowie, co się stało, i czy ktokolwiek przeżył.


Położyła wiązankę na grobie, i odeszła od niego pierwsza, uśmiechając się do swoich myśli. Nadszedł czas, aby wziąć życie, we własne ręce.




********************


I tak nadszedł nieoczekiwany koniec. Dziękuję, tym wytrwałym, którzy przeczytali do końca i życze miłej interpretacji.


- [1] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
oleczka31 Linia koment
Dodany:2012-04-29 21:43:30, Ocena: 6.0
Rzeczywiście, interpretować można różnie. Dla mnie pożar wywołała matka, czy sama uciekła z pożaru, nie wiem... Córka żyje, domyśla się prawdy i cieszy się, że teraz nikt nie będzie kierował jej życiem. Popraw: "...nie zdradzająC". Pozdrawiam.

Ocenił/a na: 6
Pilar Linia koment
Dodany:2012-04-30 10:37:30, Ocena: 6.0
Przeczytałam już wczoraj. Podoba mi się klimat tego opowiadania. Od samego początku do końca zachowałaś swój styl, zaskakując przy tym każdą częścią. Może teraz dziewczyna zacznie żyć swoim życiem i odetchnie:)

Ocenił/a na: 6
Shatti Linia koment
Dodany:2012-05-22 14:43:16, Ocena: 6.0
Niezłe. xD Mogłabyś przepisać to, co miałaś w tym dużym zeszycie. *_*
Ella Linia koment
Dodany:2013-02-25 21:08:42, Ocena: 6.0
Przyjemnie się czyta. Tylko błąd: napisałaś, że miski stłukły się z cichym jękiem. Hm, chyba z brzękiem.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów