Zarys opowiadania "JA I MÓJ RAK"
opowiadania >



Jadę w autobusie i myślę sobie w jak cholernie dużej puszce myśli aktualnie stoję.
Na moje nieszczęście stoję bo nie ma miejsca aby usiąść. Wokół mnie dużo młodych ludzi z słuchawkami w uszach. W jednej słuchawce ostry dubstep , linia melodyczna oplata bębenek . W drugiej dobra klubowa nuta, wyczekując na weekendową imprezę. W trzeciej natomiast coś lirycznego, wchodzi do zaszklonych oczu, tak jak aktualnie u mnie. Nagle stop. Mijające w drzwiach myśli. Mężczyzna czyta książkę co jakiś czas spoglądając w jakim położeniu się znajduje. A tu u mnie niesforny kosmyk włosów, ciągle spada mi na czoło, którego co chwilę nerwowo odgarniam. Szum. Stojące obok małżeństwo walczy na ostre języki, a przystanków coraz mniej. Przedzieram się wzrokiem pośród męskich zwierzęcych instynktów, które czekają tylko aby spojrzeć w dekolt pewnej atrakcyjnej kobiety. Omijam kulę starszej pani i lizaka o smaku truskawkowym w dłoni małego chłopca. Stop. Tym razem to nie przystanek. Ktoś przeszywa mnie wzrokiem, ciemnobrązowe duże oczy. I jakby starał się wejść do mojej głowy i chciałby dowiedzieć się co jest powodem moich wilgotnych oczu. Nieważne, oderwałam wzrok. Mimo tego czułam na sobie jego spojrzenie. I może zakłopotanie, a może wstyd szepnął mi do ucha, że muszę teraz wysiąść. Starałam dobić się do wyjścia. Nagle poczułam, że za mną stoi, przemieszczał się chyba z prędkością światła. Jakby chciał, żeby jego oddech znalazł się na mojej szyi. Ktoś mnie popycha, wypadam z drzwi. Krok w krok idzie za mną. Zaczyna mnie to bardzo denerwować. Lęk starannie owija moją duszę zahaczając delikatnie o wspomnienia. Nie bez powodu znalazłam się właśnie w tym autobusie. Pożegnanie… dokładnie w tej samej linii , o tej samej godzinie, w ten sam dzień. Nie mogę sobie tego wybaczyć. Co miesiąc ten sam rytuał, aby napiętnować się od nowa. Dla każdego jedna i ta sama codzienność, rutyna wkrada się na zmęczone twarze. A ja w tym momencie każe się za to, że pozwoliłam odejść osobie, którą kochałam ponad wszystko. Syzyfowa praca by nigdy o tobie nie zapomnieć, by nie zapomnieć o mojej winie. Metr osiemdziesiąt cztery mojego bezpieczeństwa. Próbowałam ukrywać ból za kotarami dymu, topiąc łzy w kieliszkach wódki , tłumaczyłam sobie, że to nie moja wina. Prawda jest niestety inna.


Dość głośne myśli przerywa odgłos kroków. Właściciel brązowych oczu cały czas za mną idzie. Nie wytrzymałam odwróciłam się na pięcie.


–Dlaczego za mną idziesz? Robisz kolejny pieprzony metr bez jakiegokolwiek uzasadnienia. Po co za mną idziesz pytam… Wybacz, ale to dziwne i niepokojące, PROSZĘ PANA?


- ponieważ jest Pani smutna.


- Co ty możesz wiedzieć o moim smutku.. Nie znam Cię, zaraz zadzwonię na policję jak się nie odwalisz..


- Proszę wybaczyć. Nie chciałem w żaden sposób pani urazić ani broń Boże wystraszyć. Przepraszam. Po prostu chciałem z Panią porozmawiać, Pani tego potrzebuje. Pani oczy mówią więcej!


Chciał słów. Potoku słów i mojego płaczu.
Uspokoiłam się. W tonie jego głosu było coś przyciągającego. Z miną skruszonego psiaka wybąkałam pod nosem:


- Mam na imię Aniela.


-Janek.


I mimo, że chciał słów poszliśmy przed siebie, pozbawieni jakiegokolwiek języka.


I tak sobie myślę co ja w ogóle robię, idę z obcym facetem do kawiarni w dodatku nie na randkę? Kobieto zwariowałaś! Szłaś się zapisać do lekarza na kontrolną wizytę, a teraz idziesz nie wiadomo z kim i nie wiadomo po co. Opanuj się. Z resztą… Co mi szkodzi, i tak przede mną coraz mniej przystanków.


To było coś nowego, od wielu tygodni coś cholernie nowego co oderwało mnie od ciężkiej lecz wygodnej rutyny. To był piękny wczesnojesienny dzień, ja w moim ulubionym modnym swetrze i ON. Taki obcy ktoś zainteresował się moim mętnym spojrzeniem, nie zapomniał o przenikającym ciało smutku. To nie tak, że nie cieszyłam się niczym. Zapach.. Zapach jesieni jest strasznie charakterystyczny, z resztą każda pora roku ma swój osobisty aromat. Gdy zbliża się jakakolwiek nowa pora najpierw poznaję ją właśnie po zapachu. Akurat moje serce skradła jesień. Szkoda, że człowiek w zaledwie kilka sekund przyzwyczaja się. Ta mała chwila daje mi radość.



Pokierowaliśmy się na ulicę wyszyńskiego do mojej ulubionej kawiarenki.


Nie protestował.


Minęliśmy kilka marketów, park w którym stał dość ubogi amfiteatr i szczęśliwe stare małżeństwo. Niedaleko fotografa znajdowała się moja mała dziupla.


W końcu weszliśmy do środka.


Na ścianach było pełno książek, miejsce to było dla mnie w pewien sposób magiczne. Dobra Earl Grey i historia zamknięta w okładce to połączenie niemal idealne. Spędzałam tam wiele czasu, tym razem przyprowadziłam gościa. Muszę przyznać byłam minimalnie podekscytowana.


Podeszłam do jednego z regałów.


Wyciągnęłam książkę, którą doskonale znałam i szybko poszłam do stolika. Zrobił to samo, ale nie spojrzał nawet na wybrany egzemplarz . Po chwili zawołał kelnera.


- Poproszę dobre wytrawne czerwone wino.


Uwielbiałam wytrawne wino. Mimo, że nie mogłam zbytnio pić alkoholu, pomyślałam, że bez niego nic nie powiem.


Przynieśli nam rozplątujący język trunek, napełniliśmy kieliszki.


-Aniela..


-tak?


- Stało się coś... Stało się prawda?



Co za typ! Co on w ogóle sobie wyobraża! Kim on jest by pytać mnie o takie rzeczy… przecież nie zna mnie wcale! Mój charakterek od razu by mu to wykrzyczał, jednak moja kultura osobista mi na to nie pozwoliła.


-Możemy przez chwilę pomilczeć? Proszę.


-oczyw…


Zamilkł.




Dotykałam jej. Piękna skórzana zielona okładka, dokładniej zielona jak stół bilardowy, piękny odcień. Przekartkowałam kilka stron, nagle trzynasta . Przysunęłam książkę do jego dłoni. Kazałam aby przeczytał jedno krótkie zdanie.


-„Jestem Chora”


wyszeptał nieśmiało. Jego piękne błyszczące brązowe oczy nagle przygasły. Obserwowałam dokładnie co robi. Zacisnął pięść, jakby obchodził go mój los. Wziął swoją książkę, z teczki wyjął ołówek. Mozolnie studiował każdą kartę. Zaczął coś podkreślać. Przysunął ją do mnie.


- „Carpe diem”. Na początku wydało mi się to trochę patetyczne. Kojarzyło mi się to raczej z tandetnymi tatuażami niedojrzałych dziewczynek w wieku gimnazjalnym. Jednak przypomniałam sobie o znaczeniu tych słów.


Miałam chwytać dzień. Chwytać gdy ono ukradkiem przedzierało mi się przez palce. On jeszcze nie wiedział. Wzięłam głęboki oddech i postanowiłam, że mu powiem. To zabawne, że rozmawiasz lub milczysz z kimś zaledwie pare chwil i nagle chcesz opowiedzieć

- [1] [2] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
walkiria13 Linia koment
Dodany:2015-01-06 22:41:16, Ocena: Brak oceny
Jestem osobą początkującą, bardzo proszę o opinię.
viktoria12 Linia koment
Dodany:2015-01-07 16:03:57, Ocena: Brak oceny
Witaj :) Przeczytałam Twoje opowiadanie kilkakrotnie,zadumałam się...Przypomniała mi się pewna pacjentka z Ośrodka Onkologicznego. Była niezwykle piękna. Bardzo dzielnie znosiła chorobę, negatywne skutki chemioterapii. Tak sobie myślę: ,, Czy przed przypadkowo poznanym facetem zdjęłaby perukę i pokazałaby swoją głowę, jak to czyni Aniela? Nie wiem. " Przepraszam, nie chcę Cię obrazić, po prostu uczciwie poprosiłaś o opinię, więc próbuję sklecić kilka zdań, bo wydaje mi się, że nie piszesz na podstawie autopsji. Może umieść bohaterów w szpitalu, wtedy wiele wątków masz ułatwionych. Spotkania z aniołami były myślą przewodnią wielu filmów, więc można pobujać w obłokach lub oprzeć się o konkret, a konkretem jest leczenie i skutki uboczne przyjmowania chemii ( omamy ) , wiara ( lekarze prowadzący często odwołują się do niej ) i sam fakt przeżywania bardzo ciężkiej choroby: pokonywania jej lub nie. ,, Capre diem" - podoba mi się odwołanie do tej frazy. Z kolei: jeżeli idzie o spacje, interpunkcję, dialogi, akapity... :)) Zbliżają się ferie zimowe, poloniści będą mieć wolne. Na pewno ktoś ,, od polskiego" ze szkoły , do której uczęszczałaś - ucieszy się, gdy poprosisz o korektę Twojego opowiadania. Ja, niestety - nie mogę Ci pomóc z uzasadnionych powodów, a zauważyłam w Twoim tekście jakieś niedociągnięcia. W każdym razie: pisz dużo, czytaj dużo, może odwiedź w charakterze wolontariuszki hospicjum. Wiele się tam nauczysz. Powodzenia :)
walkiria13 Linia koment
Dodany:2015-01-07 21:57:11, Ocena: Brak oceny
walkiria13 Linia koment
Dodany:2015-01-07 22:05:41, Ocena: Brak oceny
Bardzo Pani dziękuję za wartościowe przemyślenia na temat mojej wersji roboczej opowiadania! Za grzechy formy bardzo żałuję obiecuje poprawę! Tekst był wstawiany szybko z brudnopisa i wiem, że strasznie to wygląda! Jeszcze raz dzięki!
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów