Ponowny wybór
opowiadania >



- To dla ciebie...



Gdybym wiedziała, że na jednej z półek skalnych czeka mnie przeklęta wyrwa, w życiu nie zdecydowałabym się na wspinaczkę. Teraz mogłam tylko wyklinać na siebie, zdenerwowana, zirytowana, posiniaczona. Spojrzałam w górę. Wysoko nade mną widniało błękitne niebo.


Byłam w niezłym szoku, gdy zauważyłam, że nadal żyję po upadku z tak wysoka. Co prawda, słyszałam o wielu przypadkach, jak choćby "gumowe kości" i inne tego typu dziwne wypadki, gdzie ludzie pomimo wysokości nadal mieli się całkiem nieźle. Oczywiście nie wliczam w to upadków na miękkie rzeczy.


Spadłam prosto na skały... Pokryte mchem i dziwnymi, purpurowymi kwiatami, ale nadal była to skała. I strasznie duża odległość w górę.


Rozejrzałam się i wytrzepałam lekko czarne spodnie z pyłu. Chwilę później bardzo tego pożałowałam - ból dał o sobie znać aż nad wyraz mocno. Syknęłam z bólu, łapiąc się za miejsce nieco poniżej kolana. Przez chwilę miałam wrażenie, jakbym miała część ukruszoną, jednak w następnej chwili uświadomiłam sobie, że to niemożliwe. Nie mogłabym wstać, a mimo to jakoś mi się to udało.


Pomijając cud, że nadal żyłam po takim upadku, byłam caluteńka w kurzu i jakimś dziwnym, szarym pyle przypominającym nieco popioły. Próby otrzepania spodni i ciemno-niebieskiej koszulki kończyły się za każdym razem salwą bólu. A pył powodował dziwne kręcenie w nosie, dlatego chciałam się go pozbyć jak najszybciej.


Otrząsnęłam się dosyć szybko z szoku. Zaczęłam się rozglądać i z bólem uświadomiłam sobie, że mój towarzysz spadł razem ze mną. Uderzyłam się lekko w czoło, by po chwili odczuć kolejną salwę bólu, tym razem w dłoni. Stwierdziłam, że wykonywanie jakichkolwiek innych ruchów niż te najpotrzebniejsze jak chód, przysiad, skok czy tego typu inne, nie powinny mieć miejsca.


- Trzymasz się, Atreyu? - Zapytałam, podając dłoń młodszemu o kilka lat chłopakowi. Jego ciemne włosy przypominały teraz srebrny hełm przez ten kurz. Nie było go za to widać na jego jasnych, niemalże białych ubraniach o niebieskim zabarwieniu. Błękitne oczy patrzyły na mnie z rozbawieniem.


- Przypominasz rycerza z tym pyłem. Brak ci tylko miecza! - Zawołał i schwycił moją dłoń. Wykrzywiłam się w bólu, on także. Zaraz potem oboje buchnęliśmy śmiechem, by znowu skrzywić się w bólu. Oboje byliśmy tak samo obtłuczeni.


- To cud, że żyjemy. - Powiedziałam po chwili, gdy udało mi się już wstępnie pokonać ból spowodowany śmiechem. - Choć teraz mam wrażenie, że mam połamane wszystkie żebra...


- Taaa... - Zdołał tylko westchnąć. Po chwili chyba nastawił uszu, przynajmniej dziwnie się ożywił. Już chciałam się odezwać, gdy uniósł rękę do góry, by mi przerwać.


Przekrzywiłam lekko głowę, jednak czekałam cierpliwie. Coś wyraźnie słyszał, więc nie chciałam mu przeszkadzać. Także zaczęłam nasłuchiwać, może usłyszę to, co on...?


- Woda. - Wyszeptałam w końcu.


- A tam, gdzie woda, tam i wyjście. - Powiedział Atreyu z uśmiechem na twarzy. Skinęłam mu głową. Stwierdziliśmy, że gdy tylko dojdziemy do wody, powinniśmy nieco dać odpocząć obolałym ciałom. Może po kilku godzinach ból choć trochę ustąpi... Do tego zimna woda powinna go nieco złagodzić, a wątpię szczerze, by podziemny strumyk był gorący.


Małymi kroczkami, bardzo powoli, ruszyliśmy w stronę szumu. Po około dwóch godzinach mordęgi, stękania i uciążliwego bólu udało nam się dojść nad brzeg rzeki. Atreyu jak zwykle cieszył się jak dziecko. W sumie... To w pewnym sensie nadal nim był. Szesnaście lat to wcale nie dorosłość.


Uśmiechnęłam się pod nosem. Sama dzisiaj kończyłam dwadzieścia cztery lata... Ale w sumie co to ma do rzeczy?


Mój towarzysz natychmiastowo wskoczył do wody i zanurzył się po sam czubek głowy. Po chwili się wynurzył i spojrzał na mnie.


- Ale ulga... Na co czekasz? - Zapytał, przekrzywiając lekko głowę. To chyba było u nas rodzinne... Tak, Atreyu był moim kochanym braciszkiem.


- Na zaproszenie. - Odparłam nieco zaczepnie, po czym zaczęłam powoli wchodzić. - Ale lodowata....


- Ale przynajmniej znieczula. - Odpowiedział Atreyu, po czym dał kolejnego nura.


Szczerze zazdrościłam mu tej jego odporności na wszelkiego rodzaju zmiany temperatur. Ja nie byłam aż tak "zmiennocieplna", więc zanurzenie się zajęło mi nieco dłużej. Jednak gdy wreszcie udało się przezwyciężyć nieprzyjemne uczucia i dreszcze, faktycznie, woda pomogła uporać się z wszędobylskim bólem. Zanurzyłam się też, by zmyć ten piekielny pył. Wynurzyłam się w kilka sekund później, całkiem się już trzęsąc z zimna.


- Ale wieje... - Szepnęłam, teraz czując każdy najlżejszy podmuch jako ogromną wichurę. Byłam całkowicie zmarznięta, a zanurzenie się do końca chyba nie było najlepszym pomysłem. Atreyu jednak najwyraźniej bawił się w najlepsze, bo dał kolejnego nura. - Bo się przeziębisz! - Zakrzyknęłam za nim.


- Oj daj spokój. Wiesz, ze mam dobrą odporność. Za to ty daj sobie już spokój, jesteś cała sina. Sio z wody! - Krzyknął i dał następnego nura, by po chwili znowu się wynurzyć.


Miał rację, było mi potwornie zimno. Na brzegu jednak wcale nie było lepiej. Całkiem przemoknięte ubrania nie ogrzewały mnie wcale. Za to zdecydowanie skutecznie powstrzymywały nawroty bólu.


Po chwili usłyszałam, jak i mój brat wychodzi z wody. Usiadł koło mnie i objął lodowatym ramieniem. Mimo to nie protestowałam. Wiedziałam dobrze, że w ten sposób szybciej się o siebie ogrzejemy.


Oby tylko to nie spowodowało nawrotów bólu...


- Spróbujmy się zdrzemnąć. Wątpię, by był tutaj ktokolwiek poza nami. - Wyszeptałam, lekko drżąc. - A sen pomoże się nam zregenerować. - Dodałam, na co Atreyu tylko skinął głową.


- Do tego czuć tu wiatr... Wyjście musi być niedaleko. - Dodał, po czym zdjął już mokrą koszulkę i zwinął ją. Podłożył na podłożu i użył jak poduszki. Sama jednak zdecydowałam, że zdrzemnę się na własnych ramionach.


Atreyu uśmiechnął się do mnie pobłażliwie. Delikatnie klepnął swój brzuch, albo raczej bok.


- Jak chcesz, to się o mnie oprzyj. - Dodał przy tym, uśmiechając się lekko. Przysunęłam się i ułożyłam w poprzek, kładąc głowę na jego boku. Tworzyliśmy w ten sposób coś na kształt niezgrabnego T.


- Dzięki. - Wyszeptałam tylko cicho. Nie rozumiałam tego. Po mimo chłodu, niewygody i tępego odrętwienia zmieszanego z nikłym bólem naprawdę morzył mnie sen. To samo działo się chyba z Atreyu, bo nim się obejrzałam, usnął...


Sama też usnęłam kilka minut później...



Nie, nie wyziębiliśmy się. Pomimo wszystkich tych przygód nadal pozostawaliśmy przy życiu. Co więcej: po kąpieli i krótkiej drzemce czuliśmy się nawet lepiej. Ból choć trochę ustąpił i nie był

- [1] [2] [3] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
Maryjusz70 Linia koment
Dodany:2016-04-26 13:18:17, Ocena: 6.0
Bardzo ciekawe opowiadanie. Liczba czytań mówi sama za siebie. Czekam na dalsze części.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów