Ponowny wybór
opowiadania >



już aż tak dotkliwy jak poprzednio. Za to teraz burczało nam w brzuchach, obojgu. Byliśmy głodni po drzemce. Na szczęście zapobiegawczo zrobiłam kilka kanapek i niosłam je w torebce. Przed kąpielą torebkę zostawiłam na brzegu. Teraz suchy prowiant idealnie się nada. Wyciągnęłam początkowo dwie, jedną z nich podałam bratu. Zniknęła szybciej niżeli mogłabym się spodziewać! Gest, jaki wykonał w moją stronę mówił mi wyraźnie: jeszcze. A mianowicie, z tym swoim rozbrajającym, słodkim uśmiechem wyciągnął dłoń w moją stronę. Podałam mu wiec bez słowa kolejną kanapkę. Ta także zniknęła szybciej, niżeli ja zjadłam swoją pierwszą.


- To co, idziemy dalej? - Zapytał z na wpół pełną jeszcze buzią. Zaraz potem przełknął ostatni kęs kanapki. Uśmiechnęłam się lekko. Zawsze był niecierpliwy i jak coś mu leżało na sercu, mówił o tym natychmiast.


- Spokojnie. Zjem i pójdziemy. - Odparłam między kęsami. Skinął mi głową dwa razy, jakby "wydał mi przyzwolenie".


W końcu jednak każdy posiłek dobiega końca. Ja także zjadłam swoją skromną kanapeczkę i wzięłam torebkę. Atreyu wstał ze śmiechem, jakby był gotów na kolejną przygodę.


- Tylko tym razem bez spadania, dobrze? - Zapytałam ze śmiechem. Po śnie naprawdę czułam się o niebo lepiej. Co prawda nadal odczuwałam skutki upadku, jednak nie były one już aż tak dotkliwe. Dało się wytrzymać.


Za to mojego brata wyraźnie rozpierała energia. Lubił poznawać całkiem nowe miejsca. To było kompletnie nowe: z dala od domu, do tego kilka metrów pod ziemią... W takiej sytuacji jeszcze nie był. W sumie, żadne z nas nie było. Jemu to się podobało, mnie z kolei przyprawiało o kolejny ból: brzucha. Raczej byłam zestresowana, aniżeli szczęśliwa z zaistniałej sytuacji.


- Oj, Vic, daj spokój! - Krzyknął mój brat w którymś momencie. Mnie z kolei przeszły kolejne dreszcze. On się do mnie odwrócił, poganiał ręką, jakby chciał biec dalej, ale nie beze mnie. W sumie, to mu się nie dziwiłam.


Nim się odwrócił znowu w kierunku biegu, zbladłam gwałtownie jak ściana. Widziałam, jak za moim bratem pojawił się jakiś cień..


- Uważaj! Za tobą! - Wrzasnęłam, patrząc, jak mój brat gwałtownie wyciąga scyzoryk. Zawsze był w gorącej wodzie kąpany, ale tym razem dobrze się złożyło. Widziałam błysk stali u obcego... Jednak zanim się obejrzał, już miał wbity scyzoryk Atreyu prosto między żebrami. Mój brat zadziałał instynktownie.


Wyglądało na to, że tamten chciał się do nas zakraść. Albo raczej do mojego brata. Po całym wydarzeniu podbiegłam do niego. W tym czasie ten człowiek osunął się na kolana i upadł...


Atreyu wydawał się całkiem zszokowany. Wcale mu się nie dziwiłam. Właśnie zabił człowieka... Nie krzyczał jednak. Po prostu stał z rozszerzonymi oczyma. Wpadłam niemalże na niego i przytuliłam mocno.


- Już dobrze... On chciał cię zabić... - Szeptałam raz za razem bratu do ucha. Byłam chyba bardziej przerażona, niż on. Płakałam. A Atreyu tylko stał bezwiednie ze scyzorykiem w dłoni.


- On ma rogi... - Wychrypiał wreszcie.


Dopiero wtedy spojrzałam na to, co zabił Atreyu, bo z pewnością nie był to człowiek. Może i miał podobną do ludzkiej postać, jednak... Miał rogi, faktycznie. Ogromne rogi.


- Juz dobrze... - Wyszeptałam tylko. - Raczej go zabiłeś.


Dopiero wtedy chyba do niego dotarło, co się stało, bo wypuścił z ręki scyzoryk i wtulił się we mnie z płaczem. Głaskałam go po głowie, pozwalając ulżyć zagmatwanym uczuciom, dać im ujście. Płakał bardzo cicho. Ja starałam się go jakoś pocieszyć, choć nie brzmiało to zbyt przekonująco, do tego odnosiłam wrażenie, że usiłuję też pocieszyć samą siebie... To nie ja zabiłam to... To coś, a mimo to czułam się niezmiernie winna śmierci tego... Tworu. Tego czegoś. Czymkolwiek to było.


Nie zwracałam nawet uwagi na resztę szczegółów. Jedyne, co mi wpadło w pamięć, to fakt, że miał ciemne ubrania i rogi... Nic więcej.


- Pochowamy go? - Zapytał wreszcie mój brat. - Choćby w wodzie... - Jego głos przechodził powoli do panicznego pisku. Przytuliłam go jeszcze mocniej i skinęłam tylko głową.


W tym momencie totalnie się chyba oboje wyłączyliśmy. Nagle jak za dotknięciem jakiejś czarodziejskiej różdżki odsunęliśmy się od siebie, wzięliśmy ciało i ułożyliśmy w rzece. Wiedziałam, ze popłynie z prądem, ale przynajmniej tyle mogliśmy zrobić. Zbieranie kamieni w jaskini byłoby uciążliwe, tym bardziej, że ściany zdawały się być z litej skały, a kamieni jak na lekarstwo. Żadnych łupków... O kopaniu tym bardziej nie było mowy. Poza tym, nie mieliśmy łopaty.


Nie rozumiałam, dlaczego, ale po "pochowaniu" tej istoty, poczułam ulgę. Mojego brata jednak zżerały nerwy, zdawał się, jakby powoli popadał w szaleństwo.


- Wyjdźmy stąd. - Powiedziałam, dostrzegając, w jakim się stanie znajduje. Skinął mi tylko głową, całkowicie przerażony. Złapałam go za rękę, by dodać mu choć odrobinę otuchy. Przyjął to z wdzięcznością. Czułam, jak bardzo ręka mu drży. Zacisnęłam dłoń na jego ręce.


Im dalej uszliśmy, tym bardziej się uspakajał. To napawało mnie ogromną ulgą. Naprawdę cieszyłam się, że to znosi.


- Pomyśl o tym jak o zabiciu węża. - Powiedziałam cicho w którymś momencie. - Gdybyś nie zabił tej istoty, ona zabiłaby ciebie. - Dodałam jeszcze ciszej. - A tego bym nie zniosła...


- Ale jestem tutaj. - Odparł całkiem przytomny. Teraz to on zacisnął dłoń na mojej ręce. Przyjęłam to z wdzięcznością.


Powoli dochodziliśmy do wyjścia. Wiatr wiał wyraźnie coraz silniej. Jego bryzę przyjmowałam z ogromną ulgą, jednak nie dawałam tego po sobie poznać. Nie chciałam, by brat zauważył, że byłam zestresowana. Mimo wszystko, teraz powinnam być dla niego ostoją.


- Światło! - Krzyknął nagle Atreyu i puścił moją rękę. Wysforował się do przodu. Dosłownie kilkanaście kroków od wyjścia wyrósł przed nim jakiś cień...


Serce zabiło mi jak oszalałe. Zaczęłam biec szybciej niż kiedykolwiek. Instynktownie wyczułam zagrożenie...


- Osądzony jako winny. Już za późno na wybaczenie. - Odparł ten "cień", niezmiernie podobny do zabitego. Miał takie same rogi, oczy, ubiór... Mimo iż nie zwracałam na to wcześniej zbyt wielkiej uwagi, widziałam, że to musiał być ktoś bliski tamtego stworzenia.


- Nie! - Krzyknęłam, wyciągając rękę w jego stronę. Stanęłam obok brata. On zdawał się całkowicie przerażony. Nie chciał się ruszyć, jakby cień zdążył mu już zagrozić.


- Już zbyt późno panienko. Zabił. - Odparł cień, zwracając się w moją stronę. - Śmierć za śmierć.


Widziałam paniczny strach w oczach mojego brata na dźwięk tych słów. Nie zdążył jednak wydać z siebie najmniejszego dźwięku, gdy ogromne,

- [1] [2] [3] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
Maryjusz70 Linia koment
Dodany:2016-04-26 13:18:17, Ocena: 6.0
Bardzo ciekawe opowiadanie. Liczba czytań mówi sama za siebie. Czekam na dalsze części.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów