PROLOG
opowiadania >




“Bóg dał człowiekowi wolną wolę aby mógł sam podejmować decyzje


i ponosić swoje konsekwencje.”


***



Znów otwieram oczy i przerywam noc
W uszach słyszę swój własny głos
To koszmar obudził mnie
W nim nadaremnie wzywałam Cię
Boję się oczy zamknąć
Obawiam się znowu zasnąć
Nie chcę znów oglądać tamtych scen
Nie chcę zapaść w niespokojny sen
To wspomnienia mnie bolą
Przeszłość napawa trwogą
Właśnie widziałam jak Cię tracę
A to o Tobie marzyłam zawsze
Pragnęłam abyś mnie chronił
Żebyś sobą mnie zasłonił
Wiedziałeś czego bałam się
Co w życiu zrobiłam źle
Teraz cisze nocy zagłusza mój płacz
Przed kolejną nocą ogarnia mnie strach
Wtedy znów na pościel spadną moje łzy
Bo ten koszmar od ośmiu lat mi się śni




Ta noc gdy strach
Ogarnia nas
Gdy serce na pół
Pęka Ci już
Uciekać chcesz
Lecz nie da się


Przeraźliwy krzyk przerwał rytm nocy rozdzierając ją na pół. Po chwili ustał, sprawiając wrażenie, jakoby zapadł fałszywy spokój. Krótka chwila ciszy, tonąca w okrutnych kłamstwach. Nie minęło wiele czasu, gdy w świetle Księżyca identyczny hałas spłoszył ptaki z dachów budynków. Gdzie był Stróż? Ten, który obiecał przed Bogiem i przed sobą chronić tego miasta aż po kres swoich dni? Ciemność rozdarł kolejny krzyk. Nikt nie zareagował. Anioł błagał dalej.



***



Było jeszcze wcześnie, miasto powoli budziło się do życia. Szum, gwar i zamieszanie, biorące się nie wiadomo skąd przepełniały każdy cichy zaułek. Jacyś ludzie kłębiący się przed wejściem do nowojorskiego szpitala przepychając się namiętnie podsycali ciekawość i wyobraźnię pierwszych przechodniów. Skąd wzięło się całe zamieszanie? Wszędzie błyszczały flesze dziennikarskich aparatów pragnących nowej sensacji. Ci zaś gorączkowo biegali pomiędzy wejściem do budynku a gapiami obserwującymi scenę. Każdy z nich zadawał roztargnione pytania, licząc na jak najlepszy materiał. Marzeniem wszystkich z nich był reportaż, który ukarze się na pierwszych stronach gazet, jakim będzie żyło całe miasto.


Było jeszcze tak wcześnie, Nowy Jork dopiero budził się do życia…


Wewnątrz szpitala pielęgniarki z malującym się na twarzach przerażeniem gorączkowo biegały po wszystkich salach. Z niepokojem patrzyły na drzwi szturmowane przez falę reporterów. Nic nie mogły zrobić, a cała sytuacja wydawała się beznadziejna. Pewna młoda położna dopiero zaczynająca pracę została wezwana do ordynatora. W duchu liczyła na to, że przełożony będzie osobą, która wyjaśni jej powód zamieszania na zewnątrz. Ledwo zdążyła do pracy, z trudem przedarła się przez tłum zgromadzony przed budynkiem. Doprawdy, wszystkim czego chciała, było zrozumienie istoty problemu, jaki przyciągnął tutaj tych wszystkich ludzi.
Wtedy minęło ją kilkoro innych lekarzy i pielęgniarek, krzyczących, aby za nimi poszła. Razem pobiegli do drzwi, które otworzyły się gwałtownie. Czterech sanitariuszy kogoś wwiozło a ona zmrużyła oczy, nadal nic nie rozumiejąc. Połowa personelu szpitala stłoczyła się wokół przywiezionej osoby. Lekarze szybko pchali łóżko z pacjentką, wprost na salę operacyjną. Wypadek? Kiedy ją mijali, położna stanęła na palcach by się lepiej przyjrzeć. Początkowo pomyślała, że to jakaś ważna szycha, ktoś istotny w tym mieście, jednakże się myliła. Zobaczyła bezwładnie leżące ciało młodej dziewczyny, okrutnie pobite i spuchnięte, całe we krwi. Burza czarnych włosów rozrzuconych wokół głowy przypominająca anielską aureolę delikatnie osłaniała jej twarz. Wydatne usta, na jakich nie gościł uśmiech były umazane krwią, a jej zastygłe stróżki w okrutny sposób „zdobiły” wargi dziewczyny. Duże oczy, które dawniej musiały być piękne, teraz, skrywane pod olbrzymią opuchlizną, pozostawały ledwo zauważalne. Jedno, podbite i nabiegłe krwią przyprawiało ją o mdłości. Blizna na lewym policzku była prawie niewidoczna wśród tych wszystkich rozcięć, zadrapań i innych obrażeń. Kobieta nieznacznie cofnęła się w tył. Widziała już wiele okropieństw, ale po raz pierwszy spotykała się z czymś takim. Coś ścisnęło jej serce i biegnąc za pochodem na którego czele jechało łóżko z pacjentką nawet nie spostrzegła otwierających się bocznych drzwi.
Tylko jednemu dziennikarzowi udało się przedostać do środka budynku. Wcisnął się do recepcji akurat wtedy, gdy przywieziono tą pół martwą dziewczynę. Spróbował zrobić jej zdjęcie, lecz nikt nawet nie zareagował na błysk lampy z aparatu. Uśmiechnął się do siebie triumfalnie. Teraz musiał dostać awans. Jeszcze dzisiaj wieczorem cały Nowy Jork będzie tym żył.
W tym czasie dziewczynę przewieziono na stół operacyjny. Położna już zrozumiała po co ją wezwano i z wrażenia odjęło jej mowę. Nic do niej nie dochodziło, stała oniemiała, z utkwionym w nią wzrokiem – dotąd nie wierzyła w taką okrutność. Czy to w ogóle możliwe? W jednej chwili pojęła, że dziewczyna nie była ofiarą zwyczajnego pobicia. Pielęgniarki szybko rozbierały bezwładne ciało pacjentki przygotowując ją do licznych operacji. Co chwilę oczom kobiety ukazywały się nowe rany. Nie sądziła, że człowieka można było doprowadzić do takiego stanu… Opuchlizna tak zniekształciła jej ciało, że z olbrzymią trudnością dało się dostrzec dawne kształty. Dziewczyna cała była “udekorowana“ sączącymi się ranami. Przecież była jeszcze taka młoda, miała niewiele ponad dwadzieścia lat. Położna nawet nie chciała zastanawiać się nad tym, kto mógł się tego dopuścić.
Wszyscy przyglądali się jej ze zdumieniem. Słabo unosząca się klatka piersiowa zdawała się być cudem, dokonującym się przed ich oczami. Pomimo wszystko jej serce biło dalej. To serce, które żyło na przekór wszystkiemu, co ją spotkało. Serce, które nie powinno bić, bo nie mogło mieć wystarczająco dużo sił... Ludzie, będąc w głębokim szoku, przyglądali się jej, a nikt z nich nigdy się nie spodziewał, że kiedykolwiek będą musieli zająć się takim przypadkiem. Dotąd przywożono do nich przeróżnych pacjentów, lecz ona wyróżniała się na tle ich wszystkich. Dziewczynie nie było wolno żyć, nie po tym co miała za sobą. Nie mogła, to wbrew wszystkim prawom. Czemu robiła innym na złość? Położna zbliżyła się do niej i delikatnie odgarnęła z jej czoła posklejane krwią włosy. Zastygła w bezruchu, z grymasem bólu i przerażeniem na twarzy, zdawała się być taka bezbronna. “Biedactwo, kto cię tak urządził?”, pomyślała. Sprawiała wrażenie, jakby każde uderzenie serca przychodziło jej z największym wysiłkiem, a wszystkie oddechy, pomimo założonej maski tlenowej, stanowiły niewyobrażalny problem. Zgromadzone pielęgniarki w pośpiechu wciąż podłączały ją do aparatury mającej ratować jej życie. W pewnej chwili jej ciśnienie

- [1] [2] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów