Niedostępna (9) I już

Autor: zielona
Czy podobał Ci się to opowiadanie? 0

Wyjechał. Odleciał – właściwie. Gdyby jeszcze odleciał parę tygodni temu, chyba poradziłaby sobie z tym łatwiej. Teraz było trudno. Znów to poczuła – zgrzyt i jęk duszy, poczucie odrzucenia i upokorzenia. Niby do końca wmawiała jemu i sobie, że nic dla niej nie znaczy. To była tylko niezobowiązująca znajomość dla zaspokojenia chwilowych potrzeb ciała i nic więcej, ale jednak … to nie było takie proste.

Sylwester to jeszcze było niewiele, tamten wieczór, kiedy przez uchylone drzwi zobaczyła ludzkie oblicze swojego szefa to też było niewiele. Następnego dnia, kiedy przyszła do redakcji już korytarze wypełniał gwar, śmiechy, plotki. Zaraz się dowiedziała. Karol spał w fotelu w swoim biurze, a obok pozostawiane były butelki po alkoholu – markowym, nie byle jakim. Każdy zastanawiał się co w takiej sytuacji robić. Poprzedni numer pisma był zamknięty, a co do kolejnego nie było jeszcze ustaleń, zarządzeń. Wszyscy spodziewali się zebrania i narady zaraz z rana. W sytuacji gdy szef spał pijany w swoim biurze to było raczej trudne do realizacji. Ada wzięła na siebie dobudzenie go i postawienie na nogi. Chyba nawet koledzy i koleżanki liczyli na nią. Plotki o nich już się rozeszły, a ona też czuła się w jakiś sposób odpowiedzialna za jego stan. Poszła do jego gabinetu. Zapach był raczej odpychający. Znała ten zapach z dzieciństwa. Nic nie budziło w niej takich odpychających  reakcji jak smród ciała po wczorajszej libacji alkoholowej. Otworzyła szeroko okna, żeby opanować odruch wymiotny, pozbierała i wyrzuciła do kosza butelki po spożytych napojach, a następnie w kubek nabrała zimnej wody, aby nią spryskać twarz szefa. Nawet się nie poruszył. Chlusnęła mu tą wodą w twarz i ocknął się, usiadł i na wpół przytomnym wzrokiem powiódł dookoła, otarł rękawem twarz.
 - Wath the  hell? – spytał po angielsku próbując się podnieść, a Ada pchnęła go z powrotem na fotel.
 - Może pan szanowny to wyjaśni?. Jest rano, cała redakcja czeka na dyspozycje, a pan śpi pijany w biurze. Co jest do diabła?
 - Zasnąłem? Wezwij mi taksówkę. Pojadę się ogarnąć.
 - Pojedzie się pan ogarnąć? Ludzie czekają na dyspozycje.
 - Szczerze powiedziawszy mam to w dupie. To pisemko jest tak niewiele warte, że cokolwiek zrobicie i tak jest bez różnicy. Róbcie co chcecie. – po tych słowach Ada zamknęła drzwi, żeby ludzie na zewnątrz nie słyszeli dalszych słów.
 - Opanuj się człowieku. – zwróciła się do niego - To pisemko to nasza praca i sposób na utrzymanie. Ludzie dzięki niemu mają możliwość utrzymać siebie i swoje rodziny.  Może dla ciebie to nic, ale dla wielu to jedyne źródło utrzymania. Po jaką cholerę tu w ogóle przyjeżdżałeś i brałeś tę pracę, skoro masz do tego takie podejście?
 - Brałem, bo musiałem. Myślisz, że z własnej woli zajmowałbym sobie czas takimi śmieciami? To nie jest dziennikarstwo. – rozpierając się ponownie w fotelu zaśmiał się ironicznie – Dziennikarstwo to pokazywanie prawdy o życiu, społeczeństwie, to wyciąganie na wierzch prawdy, którą wielu wolałoby ukryć pod dywan i udawać, że nie istnieje? Wiesz co my tu robimy? Gówno. Śmieci, które nic nie zmieniają i światu potrzebne są jak kolejne papierki po cukierkach.
 - Do cholery jasnej. Jesteś naczelnym i możesz zrobić to pismo tak jak chcesz. Decydujesz.
 - Tak? – tu ponownie zaśmiał się ironicznie, po czym objął głowę dłońmi. Chwilę milczał, a później spojrzał na nią spod brwi, smutno – To nie jest takie proste moja śliczna. Decyduje właściciel pisma. Jeśli umieszczę tu coś, co mu się nie spodoba i co nie zarobi dla niego odpowiednich pieniędzy wylecę i z tego pisemka.  Nic już nie opublikuję. Tym światem rządzą ci, którzy mają pieniądze i ci, którzy potrafią

Najpopularniejsze opowiadania
Inne opowiadania tego autora

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Forum - opowiadania
Reklamy
O autorze
zielona
Użytkownik - zielona

O sobie samym:
Ostatnio widziany: 2019-07-21 10:48:39