Rozdział II
opowiadania >



Jasne promienie słońca wpadły przez zasłony do pokoju Justyny oznajmiając nowy dzień. Chociaż może czasami zdarzały jej się chwile pełne melancholii, a nawet zwątpienia to tego dnia wstała w wyjątkowo dobrym humorze. Zeszła do kuchni, gdzie już krzątała się jej babcia.
-Zjadłabyś naleśników kochanie? Zawołaj Pawełka.
W tym momencie do kuchni wszedł „Pawełek”, chłopak o wzrośnie nieco ponad metr dziewięćdziesiąt.
-Cześć- powiedział zaspanym głosem, przeciągając się przy tym.
-Hej. Nie słyszałam jak wczoraj wróciłeś. Wiecznie na przypale, braciszku.
-Cii, był niezły balet u Damiana. Tylko teraz łeb mi pęka.
-Kac morderca nie ma serca, co?- Próbowała ukryć zakłopotanie, nawet nie wiedziała, że Damian robi imprezę.
-Proszę.-Babcia postawiła przed nimi talerz cudownie pachnących naleśników i wycofała się z kuchni.
-Jaki znowu kac. A tak w ogóle widziałaś w te wakacje Wojtka?
-Nie, jakoś tak się nie złożyło. W sumie to z Damianem albo nad stawem siedziałam albo gdzieś szliśmy.
-Mówię ci, wrak człowieka. On się już stacza, skóra i kości. W sumie nie wiem co on ćpa, ale to go już wykańcza.
Zapatrzyła się tępo w szklankę z sokiem. Wiedziała, że Wojtek eksperymentował, ale to było dawno, ona zapomniała… A z Damianem takich tematów nie poruszali.
-Paweł, możesz mi powiedzieć jedno? Dlaczego?
-Tyna, ja nie wiem. Marihuana nie uzależnia, ona tylko przyzwyczaja. Nawet nie wiesz kiedy staje się twoją przyjaciółką, siostrą, jedną z najlepszych rzeczy w twoim życiu. Wiesz, że poradzisz sobie bez niej, że możesz ją wyrzucić ze swojego życia, ale nie chcesz. Tylko potem ona może przestać wystarczać, pojawia się jakaś chęć spróbowania czegoś mocniejszego, bo co mnie nie zabije to mnie wzmocni.
-Paweł, odpowiesz mi szczerze? A ty jarasz?
-Wiesz, że zawsze cię uczyłem, żebyś nie zadawała pytań, na które nie chcesz znać odpowiedzi.-Na chwilę obydwoje zamilkli.-Damian prosił, żeby ci przekazać, żebyś przyszła nad staw.
Zostawiła jedzenie i wybiegła z domu, starając się zostawić za sobą wszystkie emocje.
Już tam był, czasami odnosiła wrażenie, że nic innego nie robił, tylko był i czekał.
-Siemanko, wcześnie wstałaś. Mam dla ciebie niespodziankę, chodź.-Chwycił ją za rękę i zaczął prowadzić w stronę krzaków, gdzie stał imponujący motor.
-Ty w ogóle umiesz tym jeździć? Zastanów się trochę.
-Umiem kocie, chodź.
-A masz może jakiś kask?
-Trochę zaufania, przecież się nie zabijemy.
-Ja bym tam mu nie ufała-odezwała się ciemnowłosa dziewczyna.
-Martyna, nie strasz jej. Jak już coś chcesz, to załatwimy to we dwoje.
-Nowa laska, co?
-Wiesz, że się na razie nie umawiam z dziewczynami.
-Oj Damianku, ty to zmienny jesteś.
-Justynka, jedziemy?- spytał.
-Możemy jechać.
Wsiadła i objęła go w pasie. Ruszył najpierw polną drogą, a potem ruszył normalną szosą. Widać było, że jest zdenerwowany, jechał szybko, wiatr trzaskał im po uszach i prawie urywał głowę. Jednak ta szybkość dawała jakieś złudzenie wolności…
Zatrzymali się na pięknej, kolorowej polanie, która dawała złudzenie szczęścia, pięknej bańki mydlanej, którą można przebić jednym słowem.
-Damian, co się dzieje z twoim bratem?
Bańka pękła.
-Paweł ci coś mówił, tak?- Nie czekając na odpowiedź kontynuował.- Pewnie powiedział ci prawdę, ale kurwa są trzy prawdy-moja prawda, twoja prawda i gówno prawda. A to jest ta trzecia. Mogą sobie pierdolić o Wojtku co chcą, ale on jest zajebisty. I chuj mnie obchodzi, że ćpa. Ja nie jestem lepszy. Ze swojego brata jestem z tego dumny, on za mną poszedłby do trumny.
-Nie jesteś lepszy? Damian mam wrażenie jakbym dotychczas żyła w bańce mydlanej i nie wiedziała co się dookoła mnie dzieje.
-Im mniej wiesz tym lepiej śpisz. Chciałabyś pojechać do Kuby?
-Ty tu rządzisz-powiedziała z głośnym westchnieniem.
Znowu pomknęli drogą. Po jakimś czasie zatrzymali się przed małym, ale zadbanym domkiem, który utrzymany był w dawnym stylu.
-Kuba się przeprowadził?- spytała, przerywając niezręczną ciszę.
-No, a nie widać?
Wzruszyła ramionami. Moment później drzwi otworzył im wysoki brunet.
-Kuba?- spytała, unosząc brwi.
-We własnej osobie-odpowiedział i gestem, jakby kury zaganiał zaprosił ich do środka.
Weszli do małego, ale przytulnego pokoju.
-Tyna, opowiadaj. Co tam u ciebie?
-Opornie, ale układam sobie wszystko od nowa. Nie będę cię zanudzać. A u ciebie?
-Kurwy, wino i pianino- odpowiedział za niego Damian.
-Mniej więcej-potwierdził z uśmiechem.-A propos wina, napijecie się czegoś?
-Justynie tylko przynieś, ja prowadzę.
-Czy mógłbyś z łaski swojej nie odpowiadać za mnie?
-Nie żebym się wtrącał, ale i tak nie masz prawka na motor, więc nawet trzeźwość ci nie pomoże. Przyniosę wam- powiedział i wyszedł z pokoju.
-Sorry Justyna, mam zły dzień.
-A co się dzieje?
-W życiu jak w kasynie, jeden wygrywa, a drugi ginie…
Wrócił Kuba, postawił przed Damianem i Justyną szklanki i usiadł.
-Co to jest?- spytała Justyna, gdy się napiła.
-To jest coś niezwykłego. Specjalny drink stworzony przeze mnie- roześmiał się Kuba.
-Czyli Sprite z wódką-podpowiedział Damian.

- [1] [2] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów