Buraczany ogródek
opowiadania >





BURACZANY OGRÓDEK



W jego oknie zawsze paliło się w nocy jaskrawe światło, chociaż wszyscy rozsądni obywatele chrapali w najlepsze. I te hałasy. Stuki, mamrotania, skrzeczenia, wycia wręcz. Jak harpie u Wergiliusza. Nic dziwnego, że babcie robiące zakupy na targu miały temat do rozmów między marchewką i jajkami. 'Pani kochana, podobno szarlatan jakiś... rozpusta... krzyki słyszałam, jak tutaj stoję, żebym trupem padła, jeśli kłamię. Z duchami gada... Zaklęcia rzuca - jak spojrzał na mojego kota, to mój Fryc prychać zaczął, chociaż zwykle ani piśnie.' Kieszonkowcy mieli za to używanie, bo o ile kot to rzecz sporna, na babcie urok tematu działał.


Taak… Biedaczek siedział tam i nawet nie wiedział, że jest atrakcją dla całej ulicy. Ale w sumie sam się prosił. To był już kolejny raz. Wywalili go z pięciu mieszkań po kolei, za zakłócanie ciszy nocnej. A on swoje. Spływało jak po kaczce... co tam po kaczce. Po całej kolonii kaczek. Sama przyszłam do niego kiedyś z awanturą, bo dziecko siostry nie mogło spać. Małe dziecko, miało prawo się wyspać. Spojrzał na mnie spode łba jak dzikus, jakby matka go mówić nie nauczyła. Potem zrozumiałam go nieco lepiej... chyba. Wątpię, czy sam Stwórca wiedział, co lepi z tej gliny ze żwirem.


Tamtego wieczora, a właściwie tamtej nocy, poczułam, że po prostu nie mogę pozwolić, żeby znowu obgadali go rano przy śniadaniu. Przy czekoladzie i ciasteczkach, razem z najnowszymi wiadomościami z gazety. Im było wszystko jedno - śmierć dwugłowego cielęcia w Zanzibarze czy lokalny wariat. Mnie już niestety nie.


Louis, idę do ciebie, do diabła - postanowiłam - bez względu na to, czy śpiewa ci w tej głowie teraz, czy nie.


Pora nie była może najbardziej odpowiednia na wizyty towarzyskie... właściwie, jak się teraz zastanowię, to na pewno nie była. Ale czasem ma się takie zrywy. To były cztery piętra, schody umiarkowanie strome i trzymające się kupy. Kapustą prawie nie zalatywało. Królewskie apartamenty, chyba dostał wtedy dodatkową robotę. Ale raczej nie w operze. Nad swoim głosem absolutnie nie panuje.


- Louis!!! - zawołałam, nie gorzej zapewne od niego. Sąsiedzi i tak nie mieli szans zasnąć, a on znowu siedział we własnym wszechświecie. Trącić go, czy nie?... - zastanawiałam się dłuższą chwilę. Lepiej nie, niech sam wróci z obłoków. Odkurzyłam stojące niedaleko krzesło i usiadłam.


Licho weźmie zapewne moją nową jasną spódnicę... - przemknęło mi przez głowę. Trudno. Czyny miłosierdzia wymagają poświęceń. Skorzystałam z okazji, żeby obejrzeć dokładniej jego salony, chociaż, prawdę mówiąc, wiele do oglądania nie było. Używane meble, jakaś zasłona w oknie. Dużym oknie. Niezależnie od tego, gdzie aktualnie pomieszkiwał, musiał mieć światło. No i sterta papierów powiązanych sznurkiem. Książki. Nie można powiedzieć, żeby w kwestii wystroju wnętrz był nowatorski.


- Eliza? Czego chcesz ode mnie, kobieto, o tej porze? - rozczochrana głowa odwróciła się wreszcie w moją stronę. - Siadaj, mam świeżą kawę. Czujesz? Nie jakieś zwietrzałe resztki, tylko nowa dostawa, pierwsza klasa. Nie, miła pani... Mogę żyć cały tydzień na kluskach z serem, ale kawę to tutaj robię ja.


- 'O tej porze'? No tak. Ja właśnie w tej sprawie. Zasadniczo o tej porze większość ludzi śpi, a nie koncertuje - przeszłam do sedna. Mocno postanowiłam, że nie zmiękczy mnie nawet całe morze kawy. Chociaż trzeba przyznać, że to jego specjalność.


- Moja grzeczna dziewczynka. Ty śpisz, ja nie. Mnie nie dotyczą takie nakazy. Ja jestem jeden i niepowtarzalny. Mówiłem już - usłyszałam w odpowiedzi.


No i co sensownego można wymyślić w takiej chwili? Spojrzałam na swoje pantofle. Zero pomysłów. Spojrzałam na sufit. Muchy. Nie, to nie to. Spojrzałam na stół. Książka. O, to już coś.


- Jak ci się to udaje - połączyć przekonanie o własnej wyjątkowości z Tomaszem a Kempis czytanym do poduszki? Wytłumacz mi, proszę. Zawsze wydawało mi się, że 'O naśladowaniu' jest dla tych, którzy nie lubią się wychylać - zaryzykowałam.


- Upraszczasz, dziecino - zaśmiał się. - Samotna walka o doskonałość duszy to powód do dumy jak każdy inny. Zresztą... ze Starym na górze mam na pieńku od dawna. Nie trzeba brać wszystkiego tak śmiertelnie serio.


- Łącznie z ciszą nocną, Louis? - prychnęłam. Bojownik czy błazen... - Zachowaj swoje rewolucyjne poglądy na poważniejsze sprawy, proszę - rzuciłam trochę bezmyślnie. I tym kamyczkiem wywołałam lawinę.


- Eliza, to jest moja praca, moje życie, moje bebechy i sens istnienia!!! - jeśli ktoś zasnął za ścianą, to z całą pewnością zerwał się na równe nogi. - Tylko to zatrzymało mnie na granicy. Życie jest cztery razy za krótkie na wszystkie moje pomysły, ale próbuję zapisać, ile się da. Rozmawialiśmy o tym. Napisałem ci tę głupotkę, bo grzecznie poprosiłaś - i dobrze. Ale pozwól mi pisać i inne rzeczy.


- Ta głupotka odniosła wśród moich znajomych prawdziwy sukces - odrzekłam przekornie. Żeby nie pomyślał, że się boję, albo że wzruszyły mnie historie słyszane po raz kolejny.


- Pochwała jak chwalenie kata za łagodność - zmarszczył czoło. - W porządku, uznajmy, że to komplement. Jeśli to sugestia, to nic z tego - skrzywił się jak chłopak, który wrzucił cegłę do czyjegoś ogródka. - Nabiegałem się za zleceniami tego typu w swojej świetlanej młodości i mam dość.


- Czyli nie odpuścisz nawet po to, żeby zapłacić czynsz na kilka miesięcy

- [1] [2] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
ManicPixieDreamG Linia koment
Dodany:2014-04-23 19:09:13, Ocena: Brak oceny
Dobry warsztat, przyciąga uwagę.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów