Dziewczyna, której nikt nie widział cz. 7
opowiadania >



W pokoju przesłuchań czekała na nich kobieta podająca się za osobę znająca tożsamość denatki. Na prośbę policji naczelny regionalnej gazety umieścił ogłoszenie z apelem o pomoc: Ktokolwiek widział (…), ktokolwiek coś wie w tej sprawie, proszony jest o kontakt pod numerem telefonu… lub o zgłoszenie się do najbliższego komisariatu policji.


Porucznik zawiadomił komendanta zgodnie z wydanym przez niego rozporządzeniem, bowiem sprawa morderstwa oraz zaginionej dziewczyny, była dla niego priorytetowa. Chciał brać udział we wszystkich przesłuchaniach świadków, tak by nic nie uszło jego uwadze i toczące się śledztwo przyniosło upragniony finał. Wówczas sprawa mogłaby zostać zamknięta, opinia publiczna odetchnęłaby z ulgą, on sam wyjechałby na zaległy urlop.


― Mogę zapalić?


― Możesz.


― A ta tabliczka za panem to blef czy podpucha? ― wskazała. Za policjantem na ścianie wisiała tabliczka z przekreślonym papierosem, zakaz palenia. ― Zapalę, a pan wlepi mi mandat, tak?


Komendant wyjął z kieszeni paczkę i poczęstował dziewczynę mentolowymi papierosami. Sam też zapalił. W przesłuchaniu brał udział on, porucznik i ta młoda kobieta, która zgłosiła się na komisariat godzinę temu.


― Poznałaś ją? ― zapytał komendant pokazując zdjęcia zrobione w lesie. Była na nich dziewczyna o niezidentyfikowanej do tej pory tożsamości. Gazety omyłkowo podały, że jest to prawdopodobnie ciało poszukiwanej od dawna Weroniki Zawadzkiej.


― Widziałam ją klika razy w klubie, tak mi się wydaje.


― To wydaje ci się czy tak było, bo to istotna różnica ― burknął porucznik Zięba.


― Nie jestem na sto procent pewna, ale być może ją widywałam w jednym klubie na Starówce.


― Kiedy to było?


― Trzy lata temu, w dwatysiące dziewiątym.


― A co ona tam robiła?


― Przychodziła się pobawić jak każdy student, tak mi się wydaje.


― Jak się nazywała?


― Nie wiem.


― Rozmawiałaś z nią?


― Ja nie, słyszałam jak barman z nią rozmawiał. Była po jakimś ciężkim egzaminie wtedy.


― I akurat ty to wszystko tak pamiętasz, co?


― Studiowałyśmy na tej samej uczelni.


― Czyli gdzie?


― Na UTP, widziałam ją parę razy pod dziekanatem.


― I nie wiesz jak się nazywała? ― dopytywał policjant.


― Nie ― odparła spokojnie.


― To powiedz mi jak to możliwe, skoro studiowałyście razem, a ty nie pamiętasz jak się twoja koleżanka nazywała, ale za to pamiętasz, w którym roku i gdzie ją widziałaś. No jak to jest możliwe?


― Nie studiowałyśmy razem…


― A jeszcze przed chwilą mówiłaś, że studiowałyście razem ― przerwał jej porucznik.


― Bo studiowałyśmy, tylko na innych wydziałach, ale na tej samej uczelni. Uczelnia ma wiele wydziałów. Nie każdego się zna z imienia, ale wzrokowo się większość kojarzy.


Młodszy policjant coś zanotował.


― Czyli studiowałyście razem, ale osobno ― stwierdził Zięba.


― Można tak powiedzieć ― przytaknęła.


― No dobrze. Widziałaś ją na uczelni, w dyskotece i co dalej? Na razie nic to nam nie mówi, nawet jeśli założymy, że mówisz prawdę.


― Ten klub to był Babilon. Wiem, że tam werbowali dziewczyny. Mieli swojego człowieka w ochronie i wśród barmanów. Jak zobaczyłam w gazecie jej zdjęcie…


― Zaraz, zaraz, do czego werbowali?


― Do pracy z klientem. Namawiali dziewczyny, żeby zabawiały bogatych kolesi za pieniądze. Taki sponsoring z polecenia. Oni im podsyłali klientów, a one w zamian się dzieliły dochodami.


― Kto niby, jak to ty nazywasz, werbował? ― zaciekawił się komendant Malec. Przysłuchiwał się bardzo uważnie w składane przez świadka zeznania. Do tej pory sprawdzono wiele wersji wydarzeń, przesłuchano wielu świadków, jednak na darmo. Żaden trop nie okazał się właściwy i nie doprowadził do ustalenia danych osobowych denatki, a czas naglił. Tylko w minionym tygodniu przesłuchano ludzi według wcześniej przygotowanej listy roboczo nazwanej „po lesie”. Byli na niej zgromadzeni ludzie, którzy w ocenie ekipy dochodzeniowej mogli cokolwiek powiedzieć na temat znalezionego ciała. Na pierwszym miejscu uplasowali się zbieracze puszek i butelek. Miejsce drugie osoby biegające, trzecie babcie, mamy z dziećmi, ci z kijkami. Na pozycji czwartej pasażerowie przejeżdżającego pociągu, gdyż przez las przebiega trakcja kolejowa. Kolejne lokaty zajmowali: pracownicy pobliskiej piekarni i cukierni Sowa, robotnicy drogowi, okoliczni mieszkańcy oraz żołnierze z jednostki wojskowej mającej w głębi lasu strzelnicę. Większość z nich została już przesłuchana, pouczona, że w razie przypomnienia sobie jeszcze czegokolwiek mogą ponownie się zgłosić i tak dalej.


― Nie wiem jak się dokładnie nazywał, ale wiem jak wyglądał. Raczej pracował dla kogoś, na czyjeś zlecenie. Ten koleś miał takie szare spodnie, z nieco obniżonym krokiem, prawie jak dresy, ale takie lepsze dresy, jak ci co tańczą w tych programach na tefałenie. Koszulkę taką większą, iks elka albo co najmniej dwa iksy miała, z takimi figurami geometrycznymi, tęczą i miał czapeczkę z daszkiem trochę przekręconą na jedną stronę, o tak ― mówiąc to gestykulowała przejęta. ― Włosy zgolone, ale nie tak na łyso, tylko bardzo krótkie i był przystojny, ładnie się uśmiechał, miał białe zęby i równe dosyć. Tyle pamiętam. Nie wiem jak się nazywał. Laski na niego leciały i mógł w nich przebierać, ale wybierał takie nieśmiałe, siedzące z boku lub przy barze. Takie kurki zwyczajne, nic ciekawego.


― A jak one reagowały na niego?


― Przeważnie cieszyły się i czuły się docenione na pewno, bo wcześniej widziały, że bawił się z innymi, a z jakiś powodów wybrał je, a nie te drugie. Na dziewczyny to zawsze działa. Był miły, nie narzucał się. Jak jakaś laska kazała mu spadać, to odchodził, ale zwykle nie odprawiały go z kwitkiem, a jeśli nawet to i tak prędzej czy później z nim rozmawiały. Wystarczyło, żeby je ktoś zaczepił, a on był w pobliżu i je wybronił. Wtedy dziewczyny nabierały zaufania do niego. On sprawił, że poczuły się bezpieczne, bo otoczył je parasolem ochronnym i koniec. Po imprezie proponował, że odwiezie taksówką do domu, ale jak dziewczyna nie chciała, też nie nalegał. Szła na przystanek, tam dwóch osiłków do niej dochodziło, zaczynała się szarpanina i bluzgi, ten koleś z klubu akurat przejeżdżał taksówką obok i po raz kolejny ratował taką księżniczkę. Wówczas z pocałowanie w rękę wskakiwała mu do samochodu i wieść o niej już przepadła.


― Dlaczego tak myślisz? ― spytał porucznik.


― Bo to wszystko było ustawione od początku do końca. Zwykle działają w kilka osób. Wybierają kogoś, kto nie rzuca się w oczy, kogoś spokojnego, kto by nie sprawiał kłopotów. Nie szukają dziewczyn pewnych siebie i pyskatych, bo te do ułożenia się nie nadają. Nad nimi nie da

- [1] [2] [3] [4] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów