Cel życia
opowiadania >



Wiele razy słyszałem pytanie: Czego chcesz od życia? Jakie są twoje cele?


Zawsze wydawało mi się to dość jasne, ale czy na pewno takie było?


Po latach stwierdzam, że jednak nie.


Mając kilka lat chcemy być lekarzami, lekarkami, policjantami, strażakami. Nasze pragnienia zazwyczaj powstają w wyniku jakiegoś bodźca zewnętrznego. W moim przypadku była nim bajka o strażaku Samie.


Rzadko, a nawet prawie nigdy nasze pierwsze postanowienie okazuje się tym ostatnim. Ja przerabiałem strażaka, policjanta, wojskowego, kucharza, fryzjera, informatyka i szczerze? Mógłbym wymieniać jeszcze przez dobre kilka minut, ale nie po to, to piszę.


Od zawsze byłem gotów robić coś innego co w tej chwili sprawiało mi przyjemność lub w jakiś sposób mnie fascynowało.


Ba. Ile to ja nie chciałem w związku z tym osiągnąć. Nie interesowało mnie bycie przysłowiowym krawężnikiem lub zwykłym szeregowym. Nikt nie chce nimi być. W grę wchodził generał, major, albo jak w przypadku policjanta, detektyw.


Piękne marzenia, ale dziecinne.


Dopiero kiedy tak naprawdę powinniśmy wybrać nasz cel czyli do jakiej szkoły chcemy iść czy do technikum informatycznego, wojskowego, a może do zawodówki, zaczynamy wpadać w panikę. Może nie tyle panikę co po prostu w chwili próby zdajemy sobie sprawę, że nie wiemy w którą stronę chcemy podążać. Przypominam, że mamy piętnaście czy szesnaście lat.


Kto z nas w tak młody wieku wiedział kim będzie?


Większość młodych ludzi tego nie wie i ja również nie wiedziałem.


Jeśli TY wiedziałeś co będziesz robił i mimo upływu lat nie przestawałeś do tego dążyć, gratuluje. Jesteś jednym z niewielu. Osobiście poznałem zaledwie kilka osób, które na tak wczesnym etapie życia zrozumiały gdzie podążają i robiły wszystko co w ich mocy by tam dojść.


W tej chwili są to ludzie, którzy mogą się poszczycić wysokimi stanowiskami w prestiżowych firmach. Kilkoro z nich otworzyło własne firmy, które w mniejszym lub większym stopniu są tym do czego dążyli przez te wszystkie lata, ale jest też tam pewna osoba, która mimo przejawów talentu zaprzepaściła wszystko, bo w pewnym momencie zgubiła swój pierwotny cel i nie potrafiła go odnaleźć.


Ale jest zaledwie ich garstka. Niewielka grupa osób które wiedziały czego chcą, ale co z tymi które tego nie wiedziały?


Prawda jest bardzo brutalna.


Większa część, nawet teraz mając po trzydzieści i więcej lat wciąż nie wie dokąd zmierza.


Kiedy rozmawiamy pytam: Gdzie pracujesz?


Większość z nich z zażenowaniem i bardzo cichutko odpowiada: pracuje w sklepie, w myjni samochodowej lub co mnie najbardziej zastanawia:


-Wiesz, w tej chwili złapałem co było, ale szukam czegoś lepszego.


-O to świetnie. -Odpowiadam. -A czym chciałbyś się zajmować, czego szukasz?


-Sam nie wiem. Lubię sprzedaż.


Już coś-Myślę sobie. -Robisz coś żeby rozwijać swoje umiejętności?


-Już prawie trzy lata pracuję w Tesco, jestem wygadany, dam sobie radę.


W takich właśnie momentach odechciewa mi się rozmowy z kimś takim. To jest straszne jak osoba, która chce zmienić swoje życie na lepsze nic z tym nie robi, wręcz sama rzuca sobie kłody pod nogi. Pech chciał, że akurat kilka dni wcześniej dostałem bardzo dobrą propozycję pracy jako przedstawiciel handlowy w dość znanej firmie. -Myślę sobie. Może warto?


Szybko jednak zrozumiałem, że nie, bo kiedy powiedziałem mu o tym i zaproponowałem, że udostępnię numer telefonu, usłyszałem: -Nie dzięki.


Na tym skończyła się nasza rozmowa.


Po co więc próbować naprawić kogoś, kogo naprawić się nie da?


Pewnie już to słyszeliście, kto wie, może nawet ode mnie, ale powtórzę.


"Człowiek jest swoim największym wrogiem".


Te same osoby, które będąc młodymi idealistami chciały coś osiągnąć, ale nie wiedziały co, teraz nie chcą wyściubić nosa ze swojej strefy bezpieczeństwa. Dlaczego?


Bo się boją.


Jak mój znajomy znajdują coś co kochają, ale nic z tym nie robią. Straszna, ale prawdziwe.


Sam przez wiele lat byłem mistrzem w wymyślaniu wymówek. Kiedyś moja bardzo dobra znajoma pani psycholog, powiedziała: "Jesteś w tym tak dobry, że sama prawie uwierzyłam".


I taka była prawda.


Bojąc się podjąć działanie, stałem w miejscu. Zupełnie jak wspomniany wyżej znajomy bałem się ruszyć do przodu. Myślałem, że świat da mi wszystko na co zasługuję bez wkładania w to wysiłku.


Była to jedna z największych bzdur jakie sobie wmawiałem. Kolejną było, że nic nie muszę. Nikt nie może mi rozkazywać. Jestem panem swojego życia.


Zrozumiałem jednak, że to kolejne kłamstwo, wymówka. Byłem jak ten liść na wietrze. Gdzie powiał wiatr, tam leciałem. Tak bardzo skupiłem się na tym żeby nikt nie wydawał mi poleceń, że w konsekwencji wszyscy mi je wydawali, tylko nie ja sam. JA osoba, która jako jedyna powinna mieć tą możliwość, która jest jedynym człowiekiem, któremu zależy na swoim bezgranicznym szczęściu.


Kiedy to zrozumiałem, życie przestało być czarno-białe, a zrobiło szaro-pomarańczowe.


Dlaczego taki dobór kolorów, tego nie wiem, ale wciąż mam nadzieję, że będą kiedyś normalne. Żółty, czerwony, zielony, niebieski, biały, czarny.


Bo to, że w tej chwili widzę coś wyraźniej niż dotychczas wcale nie oznacza, że nie mogę postrzegać tego jeszcze lepiej, aż w końcu może ujrzę pełne kontury i barwy i zrozumiem, że życie jest dużo ciekawsze niż myślałem.


Zacząłem dostrzegać własne błędy, ale to nie jest równoznaczne z tym, że je wyeliminowałem. Na to potrzeba wielu lat ciężkiej pracy, kto wie, może i całego życia.





- [1] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów