Powrót
opowiadania >



/>-Tak. Normalnie to byśmy do niego wjeżdżały z drugiej strony.
Uważaj! – krzyknęła Bella
Przed nimi na drodze stał zgarbiony człowiek. Ubrany byle jak, stał i się nie ruszał.
- Życie panu nie miłe! – krzyknęła wściekła Laura przez okno.
- Wiedziałem, że się zatrzymacie – powiedział spokojnie nieznajomy.
- Nowe tutaj jesteście to na was czekam. Jeśli jedziecie tędy to tylko do samotni błazna. – jego głos brzmiał donośnie acz spokojnie.
Zdziwienie obu pasażerek rosło z każdym nowo wypowiedzianym słowem. Pytania przepychały się w głowach coraz szybciej.
- Rzeczywiście – powiedziała Bella spoglądając na kartkę – to się nazywa „Samotnia Błazna”.
- No i skąd on wiedział że będziemy tędy jechały – pomyślała- pewnie Jakob zadzwonił do faceta na komórkę.
- Przepuści nas pan? – zapytała Laura spokojnie.
- No nie bardzo – odpowiedział nieznajomy – w nocy zwaliło się drzewo na drogę i trzeba jechać okrężnie, przez łąki.
- A którędy – zapytała Bella
- Nie traficie, tego nie ma na waszej kartce. Dlatego tu czekam. Bez słowa ominął maskę samochodu i wsiadł na tylne siedzenie.
- Teraz tym duktem w lewo. – powiedział spokojnie
- Za jakieś trzysta metrów będzie leki skręt i za nim trzeba skręcić w lewo.
Zupełnie nie wiedziały dlaczego, ale posłuchały go.
Leśna droga była wyjątkowo szeroka i dobrze utrzymana, więc sedan pokonywał ją bez problemów. Po drugim zakręcie wyjechali z lasu.
- O Boże – zachwyciła się Bella – jak tu pięknie.
Przed nią rozciągały się niezmierzone fioletowe pola.
- Miejscowi mówią na to błazeńskie kwiatki.
- To właśnie on nauczył ich uprawy i zbierania. Podpowiedział jak i z kim podpisywać kontrakty sprzedaży. Tu było straszne bezrobocie.
- To lawenda – dodał po chwili.
Jechali powoli przez ten fioletowy ocean.
-“Lavenders blue, dilly, dilly, lavenders Green, when I’m King dilly, dilly, You will be my Queen…” – przypomniała się Belli piosenka.
Pamiętała dokładnie kto, gdzie I jak ją śpiewał. Pamiętała dlaczego i pamiętała że dla niej. Tylko dla niej, mimo że w koło były dziesiątki ludzi.
- Teraz już panie trafią – powiedział gdy wjechali na szeroką utwardzaną drogę.
– Cały czas prosto.
Wysiadł i zniknął wśród fioletowych pól.
Najpierw zobaczyły spory, ręcznie malowany drogowskaz „Błazeńska Samotnia” z namalowanym trefnisiem. Chwilę potem zobaczyły z daleka dom. Nie miały wątpliwości, że to ten dom.
Nieduży z podbudowanym strychem, gdzie mieściło się piętro mieszkalne. Architekci mówią na to dom półtora piętrowy.
Dom stał trochę na uboczu w stosunku do innych domostw i zabudowań, ale widać było z tyłu zadbany ogród, a wszystko było ładnie ogrodzone.
Gdy podjechały bliżej, Bella doznała deja-vu.
- Ja ten dom widziałam – wyszeptała – śnił mi się kilka razy i boję się, ale chyba wiem co zastanę w środku.
Podjechały pod drzwi wejściowe.
Gdy wysiadły z samochodu, pierwsze co je uderzyło to była cisza. Przerywana ptasimi trelami, działała kojąco na nerwy.
- Laura, co ja mu powiem? - Bella była bliska płaczu
-Prawdę i wszystko bez owijania w bawełnę… - Laura nie dokończyła, bo uchyliły się drzwi.
W progu stanęła postawna jejmość z groźnym spojrzeniem.
-Panie w sprawie kupna? – zagadnęła zaczepnie
- Nie – Bella odzyskała swoją zwykłą pewność
- Pani Forest? – dokończyła pytaniem.
Kobieta w drzwiach zaczęła chichotać.
- Nie, proszę pani. Nazywam się Olga Spark i jestem gosposią. Gotuję, sprzątam, a mój mąż z panem Jasonem to się ogrodem zajmuje. Odkąd pan Jason tu się pojawił, to nigdy nie było żadnej pani Forest. - Stąd nazwa domu – dodała
- Proszę wejść. – zaprosiła obie do środka.
-Szkoda to sprzedawać – zaczęła powoli narzekać - trafi w jakieś obce ręce i na zaprzepaszczenie pójdzie, a pan Jason sam każdy pokój urządzał. Własnymi rękoma. A dziecięcy to tak robił… sam malował rysunki na ścianach.
- To ma dzieci? – Bella była trochę zła i zupełnie zbita z tropu.
- Nie – zaprzeczyła gospodyni – on mówił, że obiecał iż taki pokoik dla Anielki i Gwidonka zrobi. Nie wiem kto to. Czy dzieci kuzynów, czy tak sobie tylko wymyślił. I zrobił. Czasem opowiadał godzinami jak chciałby z tymi wymyślonymi szkrabami bawić się, uczyć je jazdy na rowerze…
Bella weszła do salonu i wcale nie zdziwiła się tym, co zastała.
Na środku stał duży stary, okrągły stół przykryty dzierganą, białą serwetą. Pod ścianą spora kanapa nad którą wisiały obrazy. Wielki przedstawiający jakiegoś jeźdźca na koniu i dwa mniejsze. Na jednym z nich poznała Jasona w mundurze RAF.
Pod drugą ścianą stała piękna komoda. Marzyła kiedyś o takiej. Nad nią wisiała stara szabla. Obok była biblioteczka pełna rozmaitych książek i bibelotów.
W drugim pokoju była dość nowocześnie urządzona sypialnia z szerokim łóżkiem i kolorową kołdrą. Trzeci pokój to była zapewne pracownia. Pod oknem stało duże, masywne biurko, a obok biblioteczka wypełniona książkami, skryptami i katalogami. Wszystko o lotnictwie. Były też o ogrodnictwie.
Ale gdy weszła do pokoju dla dzieci to zaparło jej dech.
- Tak to sobie wyobrażaliśmy- szepnęła - ale on to… rozwinął do perfekcji.
Na suficie wymalowane były chmurki i ptaszki. Na ścianie były kwiatki i zwierzątka. A nad dziecięcym łóżeczkiem był wymalowany półksiężyc na którym siedział zasypiający Pierrot.
- Pajacyk – wyszeptał Bella.
- Zapraszam do ogrodu na herbatę – powiedziała gospodyni odrywając Bellę od rozmyślań.
Gdy usiadły przy stoliku, Bella zaczęła się rozglądać ukradkiem. Dwie piękne magnolie kwitły na samym środku ogrodu. Pod nimi stał stolik przy którym siedziały. Wzdłuż parkanu mieniła się błękitem maciejka. Coś rosło przy drugim parkanie ale nie mogła dojrzeć co.
-
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów