Zwyczajnie - miłość (V) Trudna sprawa
opowiadania >



zaliczenia, ale mimo to zapisywała nazwiska i instrumenty obok nich. Może tego w tej chwili potrzebowała. Była szkoła, ćwiczenia, przygotowania do egzaminów, praca nad utworem, kolejny egzamin. Miała pretekst, aby uniknąć spotkań z Piotrem i miała czym zająć myśli. Niespodzianką było zaproszenie od teściów na obiad niedzielny dla niej i rodziców. Bardzo chciała się wykręcić. Szukała w konieczności uczenia się, w złym samopoczuciu, pogodzie, ale nie udało się. Odbył się więc wystawny obiad w jednorodzinnym domu z ogrodem na przedmieściu. Tam wbrew wymówkom Magdy ustalono wstępnie datę ślubu – we wrześniu, lub październiku, dano propozycję zamieszkania w domu Piotra – na piętrze, chociaż ojciec Magdy też chętnie zatrzymałby ją jeszcze przez rok w domu. W sumie wszystko odbywało się poza wolą dziewczyny. Nikt nawet nie pytał jej o zdanie. Rodzice mieli już gotowy projekt jej przyszłego szczęścia, a ona z niewielkim swoim doświadczeniem ich zdaniem niewiele mogła tu wnieść. W związku z tym Piotr zabrał ją do teatru, a rodzice ustalali sobie dalej. Sztuka może nawet była i zabawna. Inni się śmiali. Ją zmorzył sen. Pierwszy raz zdarzyło jej się zasnąć na przedstawieniu. Potem Piotr odwiózł ją do domu. Starała się trzymać go na dystans i dać mu delikatnie do zrozumienia, że nie wszystko jest w porządku, ale wyjawienie prawdy wciąż odkładała. Do wakacji zostało jeszcze tylko kilka tygodni. Miała do zaliczenia egzaminy, a jeśli teraz wyznałaby to co miała do wyznania trudno było przewidzieć konsekwencje. Zamieszanie i skandal w obu rodzinach byłby wielki, na uczelni nie mniejszy. Wakacje to był zdecydowanie lepszy czas na wyprostowanie wszystkiego. Co się jeszcze działo? Tak jej mama, jak i Iza – siostra Piotra, a jej przyjaciółka – niewysoka, drobna szatynka w okularach – podrzucały jej katalogi z sukniami ślubnymi. Wszyscy nalegali na wizytę młodych w kościele w celu dania na zapowiedzi i zapisania się na nauki przedmałżeńskie. Ona nabierała wprawy w znajdywaniu wymówek . Rodzice gorączkowo szukali wolnego lokalu na urządzenie wesela, a tymczasem zadzwonił prawnik. Magda udała się do niego natychmiast. To co jej powiedział nie napawało optymizmem. Najpierw oczywiście wygłosił długą przemowę na temat tego jakich środków, znajomości i źródeł musiał użyć, aby rzetelnie zbadać sprawę, ale w końcu przeszedł do sedna.
- No więc dokument jest ważny. Wszystko odbyło się według tamtejszego prawa. Jest możliwość unieważnienia związku, jeżeli uda się pani do miejsca jego zawarcia i pozyska świadków, którzy zaświadczą o okolicznościach. Musiałaby to pani jednak zrobić jak najprędzej.
- A nie można tego załatwić inaczej? Skoro już są tu papiery to chyba nasz sąd też może coś zrobić.
- W naszym kraju o ile wiem dokument jeszcze nie nabrał mocy prawnej. Kiedy nabierze może pani się starać o rozwiązanie małżeństwa. Ja jednak sugeruję rozwód. Unieważnienie jest bardziej skomplikowane, zważywszy, że nie ma pani żadnych świadków, a mąż nie występuje z wnioskiem zgodnie z panią. Taka sprawa może ciągnąć się latami droga pani.
- Latami? – spytała zdumiona dziewczyna – A jeżeli podpiszemy tutaj te wszystkie papiery i zgodnie wystąpimy o rozwód to ile to potrwa?
- Trzy tygodnie na uprawomocnienie związku, potem złożenie wniosku o rozwód, czekanie na wyznaczenie terminu rozprawy – od miesiąca do trzech miesięcy. Zwykle pierwsza sprawa jest ugodowa. To znaczy, że sąd stara się znaleźć, lub wykluczyć możliwość porozumienia między stronami. Jeżeli małżonkowie nadal zdecydowanie chcą rozwodu odbywa się druga rozprawa i jeżeli małżonkowie nie mają dzieci, nie kłócą się o żadne środki materialne może być ostatnią.
- To może potrwać kilka miesięcy. – przeraziła się Magda.
- Ja, oczywiście mogę spróbować to przyśpieszyć. Jeżeli odpowiednio umotywujemy… - prawnik zachwalał jeszcze swe cudowne umiejętności, wyciągnął z Magdy ostatnie pieniądze i pożegnał do następnego razu, który miał nadzieję, że nastąpi wkrótce.
Właśnie tego dnia, po powrocie do domu Magda zastała dyskutujących w salonie rodziców jej i Piotra. Omawiali salę, którą chcieli wynająć na wesele i ustalali podział kosztów. Ją też przywitali radosnymi wieściami. Ktoś zrezygnował z rezerwacji sali jesienią. Mieli nawet broszurki ze zdjęciami. Matka Piotra zaczęła wymieniać kto tam brał ślub, a kto wyprawiał sobie imieniny. Magda przebiegła broszury wzrokiem, spojrzała po twarzach zgromadzonych
i zawiadomiła.
- Możecie sobie darować. Wesela nie będzie. – wszyscy spojrzeli na nią zdumieni.
- Co Ty znowu opowiadasz? Jak to nie będzie? Pokłóciliście się z Piotrem?
- Nie pokłóciliśmy się, tylko nie chcę wesela… jesienią – dokończyła widząc napięcie na twarzach rodziców. – Nie chcę teraz ślubu i wesela. To wydaje się jakieś takie banalne. Dziewczyna zachodzi w ciążę, więc szybko na gwałt ślub, wesele, bo co? Ludzie ze wsi mnie zlinczują? To już nie te czasy. Groteską to wszystko zalatuje. Przemyślałam wszystko i chciałabym poczekać do właściwego momentu. Chcę zrobić to na spokojnie.
- No ale jakże to? Dziecko w drodze. Będziecie rodziną i nie będziecie ze sobą mieszkać i wspólnie zajmować się maleństwem? – spytała matka.
- Ale kto powiedział, że nie mogą ze sobą mieszkać? Właściwie to już mogą. Skoro już dziecko powołali do życia to niech im tam będzie. Ślub może być później. – poparł córkę pan domu.
- No to co? Nie załatwiamy teraz nic? Odwołujemy salę? Dobrze, że powiedziałaś zanim wpłaciliśmy zaliczkę. Ale ty jesteś pewna? Całkowicie pewna? Uzgodniłaś to z Piotrem?
Rozmowa z Piotrem to było największe wyzwanie. Zadzwonił do niej zaraz po dotarciu do domu jego rodziców. Chwilę potem, mimo późnej godziny przyjechał. Weszli do jej pokoju. Mówił przyciszonym głosem.
- Zaczynam się w tym wszystkim gubić. – Był wyraźnie podenerwowany. – Kazałaś odwołać ślub? Bez uzgodnienia ze mną? Co ty w ogóle chcesz? Ty chcesz w ogóle jeszcze za mnie wyjść, czy nie?
- Piotrek to wszystko jest dość pogmatwane. Usiądź może i porozmawiajmy spokojnie.
- Staram się być spokojny. Wierz mi, że staram się, ale już nie mogę. Co jest grane?
- Chodzi o dziecko – zaczęła, a widząc jego skupione na sobie spojrzenie zaczęła się plątać – Ja tego nie planowałam, nie przewidziałam. Samo tak jakoś…
- Ja też tego nie
- [1] [2] [3] [4] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów