Zwyczajnie - miłość (XVI) Trochę magii
opowiadania >



- Potrafię. – odpowiedziała z dozą irytacji, jakby samo pytanie było zarzutem.
- To dobrze. Pójdziemy sobie teraz na spacer. – Wyłącz to. – wyłączył za nią komputer, po czym wziął swoją gitarę, podał żonie futerał ze skrzypcami i pociągnął ją za sobą. Magda szła nieco zdenerwowana, nie mając pojęcia dokąd jest prowadzona, ale szła. Poprzez klatkę schodową, ulicę starego miasta w stronę rynku, po uliczce brukowanej wśród tłumnie przemieszczających się turystów w stronę dźwięku bongosów. Zatrzymali się przy sukiennicach, gdzie ciemnoskórzy mężczyźni grali na swych bębenkach. Na widok Dawida uśmiechnęli się, zawerbowali radośnie i na powitanie skinęli mu głową. Podszedł do nich, powiedział coś do ucha, wymienili kilka słów, po czym Dawid wrócił i wyciągnął swoją gitarę. Oni zamilkli, on na wieku gitary wystukał rytm, powtórzyli na bębenkach, wystukał znowu i spojrzał na Magdę.
- Wyciągaj skrzypce i dawaj ten twój utwór.
- Mój utwór? Chyba oszalałeś. – wahała się chwilę, ale widząc wyczekujące spojrzenia w końcu wyjęła instrument, umieściła pod brodą, ułożyła palce na strunach i smyczek w ręku, nabrała jeszcze powietrza, spojrzała porozumiewawczo na mężczyzn, a Dawid zawiadomił.
- Wchodź kiedy uważasz. – zaczęła grać przy dźwięku bongosów, a oni nieco przycichli wsłuchując się w jej grę i starając się znaleźć właściwy do muzyki rytm, grali cicho, gdy muzyka była melancholijna i płynąca. Patrzyli na nią uważnie. Przyśpieszyli z uśmiechem, gdy ona zaczęła grać ekspresyjnie. Grała żywiołowo mocno skupiając się na grze i swych palcach wędrujących po strunach. Dawid patrzył na nią z uśmiechem i w pewnym momencie sam uniósł gitarę i gdy skrzypce znów zaczęły śpiewać rzewnie, dołączył z przedziwną wirtuozerią gitary. Ku jej zdumieniu wyszło dobrze, przechodnie zatrzymywali się, wrzucali pieniądze, uśmiechali się, oglądali. Grupka turystów rozsiadła się nieopodal słuchając. Kiedy po dłuższym czasie wszystko ucichło uśmiechy były na twarzach wszystkich muzyków. Spojrzeli na siebie porozumiewawczo, a obok rozległy się brawa. To były brawa może ośmiu, może dwunastu osób, ale były. Dzień chylił się ku zachodowi, a Magda spojrzała na Dawida i mimo, że sytuacja wcale się nie zmieniła miała ochotę znów się uśmiechać. Zagrali jeszcze raz. To była czysta improwizacja, zabawa muzyką. Dla Magdy coś zupełnie nowego, ale wsłuchawszy się najpierw w odgłosy miasta, a następnie w dźwięk bongosów wpłynęła w tę zabawę całą sobą odczuwając każdy dźwięk na wskroś. Grała z taką energią i pasją jak jeszcze chyba nigdy. Dawid w pewnym momencie przestał grać patrząc na nią w zachwycie i dopiero po dłuższym czasie dołączył ze swoją grą z nie mniejszym animuszem.


Wrócili do domu późno, ale z uśmiechami. Najpierw zjedli cokolwiek, a potem wspólnie weszli do łazienki, aby tam oddać się nie tylko toalecie.
Poza tym, że sobota zbliżała się wielkimi krokami, mieszkania nadal nie mieli, zarobionych przez Dawida pieniędzy z trudem wystarczało na jedzenie, poza tymi drobnostkami – dobrze było. No jeszcze oporna orkiestra, która nie chciała słuchać Magdy. W piątek Dawid zastał swą żonę płaczącą w kucki na wersalce. Wyszła z próby wcześniej stwierdzając, że ta nie ma sensu, skoro tak nikt jej nie słucha. Chciała z kimś porozmawiać, zwierzyć się, przytulić, a tu zastała mieszkanie puste. Lodówka też była pusta i nie miała nawet z czego przygotować posiłku. Butelki po środkach czystości również pokazały dno. W związku z tym usiadła zrezygnowana, zapatrzyła się w ścianę, a całokształt sytuacji wbił się w świadomość klinem. Dotknęła dłonią swego brzucha, gdy w tym zaburczało z głodu, pomyślała o tym, że nawet nie ma jak nakarmić dzieci, a prognozy na jutro wcale nie zapowiadają się lepiej. To spowodowało napływ kolejnych czarnych myśli , które wylały się z kanalików łzowych gorącymi strużkami. Kiedy wszedł Dawid, pośpiesznie zaczęła wycierać oczy.
- Już jesteś? – spytał od progu - A ja myślałem, że zrobię ci niespodziankę i przygotuję jakiś obiadek przed twoim powrotem. Wszystko się pokończyło. Poczekaj. Odstawię to tylko – w ręku trzymał reklamówkę. Wyniósł ją, wrócił, podszedł do swej żony i usiadł. Najpierw przechylił się ustami szukając jej szyi i ramienia, aby pocałować na powitanie. Pocałował, a widząc jej dystans zapytał o powód.
- Nie mamy się gdzie jutro podziać. To w ogóle nie ma sensu. Nie jestem i nie będę kompozytorką. Trzeba poszukać sobie jakiejś pracy, która zwyczajnie da pieniądze, a nie bujać w obłokach. W ogóle trzeba zacząć się jakoś organizować, bo tak nie można żyć.
- Zorganizujemy się. Spokojnie. To dopiero parę dni. Mamy czas. Tak? – usiadł obok niej i spojrzał uważnie. – Dobra. Rano było dobrze. Tak? Co się stało? – patrzył z wyczekiwaniem i w końcu nabrała głęboko powietrza i zaczęła układać słowa.
- To była ostatnia próba. W niedzielę koncert, a każdy gra jak chce. Specjalnie, na złość grają inaczej niż ich proszę. Kim ja w ogóle jestem? Nikomu nieznaną dziewczyną, córeczką znanego tatusia i tyle.
- Muzycy nie chcą cię słuchać? A może to ty za bardzo chcesz, aby było po twojemu? Co? Może warto czasami pozwolić ludziom na trochę wolności. Wiesz. Każdy człowiek wnosi coś fajnego i wtedy mogą powstać niewyobrażalne rzeczy. Nawet nie masz pojęcia w którą stronę może ewoluować twój utwór. Może puść wodze. Co?
- Mam tam wyjść i podpisać się pod tym własnym nazwiskiem, a oni robią z tego specjalnie chałę. To jest złośliwość, a nie własna interpretacja. Nawet rozmawiać mi się z tobą na ten temat nie chce, bo nie zrozumiesz.
- Jak uważasz. Pomożesz mi przygotować coś do jedzenia? Michał do mnie dzwonił i za dwie godziny przyjedzie po nas. Jedziemy dzisiaj na wieczorek poezji.
- Jutro mamy wynieść się z mieszkania. Nie mamy gdzie się podziać, a ty chcesz jechać na wieczorek poezji? Chyba oszalałeś.
- Nie oszalałem, tylko obiecałem Michałowi. Będzie śpiewać jego koleżanka. Muszę zobaczyć jaki ma głos. Mam pomysł na muzykę do jej tekstów, ale to musi pasować do brzmienia jej głosu. Rozumiesz.
- Kiedyś Michał coś wspominał. Tylko dzisiaj ja nie mam nastroju na żadne wieczorki.
- A co pilniejszego masz do zrobienia? Będziesz tu siedzieć i zamartwiać się? Jak brat, lub siostra

- [1] [2] [3] [4] [5] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów