Kowal i podkowa
opowiadania >



W dwutysięcznym dziewiątym roku...

Jasin

In modus vivendi...

Ne jestem fałszywym świadectwem -
nie wbiłem nikomu bagnetu w plecy,

ironio słów - nie odszedłem zabijać -
nie znajdziecie już lustrzanej wróżki

i bajkopisarza upiorów balladycznych -
twarda skorupka nie jest kruchą tarczą,

krzyk - poczujesz lodowaty oddech -
nie mówcie: marnotrawny chochoł,

magiku słów: zapomnij o nabojach
ślepych i głuchych - mali rdzewieją!

Królewskie

Victoria!

Dawniej warszawskie - tradycyjnie
ważone - czas pana Mokotowa,

przyszła Praga i Wola - parszywe
kochanki zadupiałe - wprowadziły

synów na salon - estetyczny spisek:
Wołomin i Pruszków - psia lambada -

błogosławiona familia - marny smak:
obiad - aga bez - wewnętrzny kap,

królewskie - piwo dla niepalących
zaprasza na działkę czerniakowską!

Lukan

Czerwony milicjant filozofii -
imię jego - czarna retoryka,

widziałem jak na nowej hucie
rowerkiem na czterech kółkach -

z lizakiem wielkim jak balon
przeklinał śmierć dekadenta:

nie mówcie mi o świętej grocie -
tam etyka podcięła sobie żyły:

nie mówcie mi - miasto płonie,
strzała przebiła wieżę hejnału:

powiecie mi - to tytuł mistrza,
odpowiem - mamona pamięta.

Materialista

Naftowana piaskiem pustyni
lampa na stole - drżąco szepce,

ostatni gasi światło - zgasił,
czerwony długopis uparcie

bębni bębenkiem bombowym -
długo - pisz - długo - pisz,

mocno podejrzany materialista:
kwiatu brzozy - nie połykaj łez,

pożółkły materiał jęczy na stole:
za nim - testamentowy paragraf.


Don

Biegnę po kładce. Pijany. Nie mam łyżew,
zabrakło tchu w żołądku. Boję się. Zjeżdżam
po schodach. Robię kozła. Co mi tam cholera,
zimowe parasole rzucają krzesłami. Brudny

stół podaje nogę. Witam. Dobrze trafiłem,
myślę z niedopałkiem w gębie. Walę w szybę
do don vita. Do don vita. Do don vita. Do don,
widzę świecący karmnik dla ptaków i czapkę

z wielkim kutasem. Don vita. Wąsaty piekarz
podaje listę ala kapanego. Nie. Zamawiam
lalunię z podwójnym serem. Płacę. Trzy setki,
drobniaki wrzucam do buta. Na piwo. Donowi.

Planety

Czerwona ośmiornica maćkami terroru
śledzi jak baron w słonecznych okularach

reformę planet - hiena nadal węszy ofiarę,
sęp ciągle skrzydłami trzepoce w padlinach,

pirania cierpliwie spija krew - trzy miejsca
nawiedził duży książę - hołubiony władca

sprawiedliwego obiektu - ości w gardle,
różowy lis pokazał torbę pełną haków -

eminencję spleśniałych śmietanek do kawy,
niebieski ptaszek na urzędzie - pogłaskał

niedojrzałe kwiatki parapetowe - Sejkę,
Berkę i Łonkę - czytajcie ze zrozumieniem!


Rozmowa

Mój bóg nosił cygańskie fatałaszki i czytał księgi
przygodowe - pewnego razu usiadł na krawędzi

znaku drogowego - mój klucznik wczoraj umarł:
rzekł w osobie gawrona - daj trochę żółtego sera -

opowiem ci epos o wojnie - niezbyt długo dumał,
wiesz - głuptasku - dawno już przyszła nowa era.

Mój bóg nosił cygańskie fatałaszki i czytał księgi
testamentowe - pewnego dnia tyłek - zaswędzi...

Szczurołap

Jerzemu B. Zimnemu

Alleluja! Alleluja! Alleluja!

Nad jego głową wisiał topór prawa -
zadumał mocno - myślał spokojnie:

z podniesioną głową wszedł na scenę -
bez żadnej przemocy i z dużą klasą

wysłuchaj grzecznie kata - nawet
obdarzył go ironicznym uśmieszkiem:

przyznał się do wszystkich stawianych
mu zarzutów - nawet tych wymyślonych:

dla niektórych został męczennikiem,
dla innych jeszcze - wyrzutem sumienia,

nie przejął się w ogóle tym teatrem
i jak zwykle - poszedł swoją drogą...

Klimat

Nic nie jest takie proste - tramwaj biegnie
jak wiejski kret (pomalowany przez mnie
na żółto - mam zamiar szturmować okno

akademii sztuk pięknych) w nadziemnych
okopach wieżowców, staruszka ostrożnie
zerka na sekundnik - spieszy się na zakupy

do pobliskiej galerii, artysta czyta bibułę
(ledwie znalezioną na śmietniku - tak mi
powiedział) nowatorskiego filozofa, pies

prowadzi swojego pana na długiej smyczy
aleją trawników: nie deptać - szanuj zieleń,
obok budki telefonicznej (klauzula - jeden

żeton) zrobiła sobie solarium metresa pana
rabina - to nudny schemat (sformalizowana
wizja świata intelektualistów książkowych).

Nic nie jest takie proste - tramwaj biegnie
jak wiejski kret: dalej jadę abstrakcyjnym
pędzlem po suficie - chlap (chlap i chlap).

Odam

Nie wiem czy jutro będzie niebo - pogrzebani
wciąż milczą: oni umarli za życia - zapamiętaj:

ty byłeś tchórzem: za plecami sajamina trupa
kopałeś: na stopie miałeś włoską skórę - krew

zastygła na sztylecie - zimna obrączka wpadła
do kanału - ostatnie imię zbiera haki na ofiarę,

ty byłaś tchórzem: za plecami sajamina trupa
kopałaś: na twarzy miałaś bladą maskę - gniew!

Nie wiem czy jutro będzie niebo - pogrzebani
wciąż krzyczą: oni umarli za życia - zapamiętaj...


Kamerdyner

Poloniae...

Biurko nie ma krzesła. Ma jednak łóżko z nogami
(jedna z wielu czynności godna pochwały - martwa
służalczość). Piję kawę z mlekiem. Biorąc sprawę
dosłownie - za oknem deszcz jest sztuką. Mżawka
pisze wiersze po szybie. Duchota daje się we znaki:

dowodem na to są źrenice - płaczą. Nie tędy droga -
przecież nie wolno ci. Oni wiedzą najlepiej - zabijają
zdrowe zmysły. Po co ci pisać o śmierci jak o drugiej
miłości? Niemodne. O czymś mocno wartościowym?
Niestrawne. O podłych kobietach najlepiej poematy:

one są bezwzględnie mądre (za jakiś ochłap ze stołu
całowała stopy: przypomniał mi się tekst za granicą -
niewybredny). Klakierzy zawsze się znajdą - klaskają.
Pajace chodzą po ciężkiej linii - fruwają. Na ścianach
wiszą artyści - obrazy oglądają ich dzieła. Niezłe świry:

muzyka tworzy fałszywy rytm. Tancerze wciąż tańczą -
muszą udawać. Nie mają żadnego wyboru. Mam palce
czarodziejskie - nie mogę władać piórem. Niesprawne
odmówiło posłuszeństwa. Nie ma tu poezji - zwyczajny
bezsens: banał omdlewający. Dzisiaj będę bohaterem!


- [1] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
Rex Linia koment
Dodany:2016-09-08 11:55:18, Ocena: Brak oceny
Tak powinna wyglądać oryginalna wersja wyżej wymienionego tomiku... Również, jakby inaczej: przy okazji: pierwszy wiersz napisałem w ósmej klasie, czyli: w podstawowej edukacji szkolnej, potem - walnąłem jakieś trzy arcydzieła w trzeciej klasie liceum zawodowego - pisemko szkolne z ogromną dumą wydrukowało na ostatniej stronie, proszę więc nie oceniać moich twórczych początków, tylko - zrobić głęboką analizę porównawczą, oczywiście: jeśli odwaga pozwala - warto pomyśleć nad obiektywną, bezstronną i merytoryczną krytyką. Z miłym pozdrowieniem - Łukasz Jasiński.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów