Miłóść
opowiadania >



potrafi wypowiedzieć ani słowa. Trzęsę się cały, proszę o wezwanie pogotowia


W zamian słyszę zapewnienia, że jest ok, Kasi nie będzie kilka dni w szkole i żebym nikomu nic nie mówił.


Wybiegam na ulicę nie wiem, czy jeszcze coś jeździ, zresztą chyba bym nawet nie ustał na przystanku. Biegnę mijam kolejne latarnie swoisty tunel światła , czasu i całej tej kotłowaniny w mojej głowie.


W domu litania ,pretensje, wyrzucone zeszyty i książki, przegląd szafek.


Stoję ,taki nagi udarty z resztek prywatności, intymności , bo przecież przed osobą najbardziej kochającą Cie na świecie nie można mieć żadnych tajemnic.


-Czy Ty zdajesz sobie sprawę ,że chciałam już dzwonić na milicje!!!


-Gdzie Ty w ogóle chodzisz z kim się zadajesz? Szkoła jest dla Ciebie najważniejsza.


Ta tyrada trwała jaka zresztą wiele innych jeszcze do późnych godzin nocnych, przerywana, kruchym chwilami mej płonnej nadziei ,że może w końcu zasnęła.


Zmykam po cichutku drzwi zapalam lampkę nocną .


Puszczam Tilt



-Nie zamykaj przede mną drzwi ! masz coś do ukrycia ?



Kolejna godzina jazgotu z łóżka, dalszej części nie słyszę zasypiam .


W szkole jakoś tak pusto, na dobrą sprawę nie ma do kogo zagadać,chyba wykonam strzałę po 3 lub 4 godzinie.


-Stary mój brat studiuje , a u nich dziś tam gra Oddział Zamknięty, mam 3 wejściówki do Od Nowy


tylko musisz się szybko decydować .Jak coś to jedziemy zaraz po szkole i wracamy ostatnim pociągiem .


Wojtek to spoko gość, bardzo go lubię więc decyzja nie podlega jakiejkolwiek dyskusji.


Na 17 jesteśmy pod Klubem,świat jest bajkowy.


Lasek, zmrok w powietrzu czuć słodkawy zapach ganji. No i Ci strasznie poważni i dorośli studenci.. Koncert jest , chyba moim pierwszym ,takie moje dwie godziny wolności.


Powrót , to półtorej godziny pociągiem , w wagonie robotnicy z drugiej zmiany, zapach tytoniu pomieszany z fabrycznym potem i wódką.


Tak naprawdę dopiero teraz uświadamiam sobie jaki jestem głodny, rano zjadłem w domu kromkę chleba z byle czym, Pieniądze z drugiego śniadania poszły na bilety kolejowe.


W domu jestem grubo po północy, po drodze kierowca nocnego autobusu wlepia mi mandat za brak biletu.


Kongo kompletne jak mawiała maja serdeczna koleżanka.


Opowieść o nieodpowiedzialności i telefonie na milicje połączoną z kilkugodzinna tyradą z łóżka


już znacie.


Zaspałem , olać szkołę jadę do Kasi.


Drzwi jak nigdy otwiera Wandzia.


-Kasia śpi przyjdź za kilka dni, a i przynieś zeszyty. Mam nadzieje,że nikomu nic nie mówiłeś.


Już mam odchodzić ,gdy do drzwi dobiega Kasia,odpycha matkę i prosi bym wszedł do środka.


Korytarzem w półmroku idziemy gęsiego. Kasia ,za nią ja. Wzrokiem śledzę jej każdy ruch


żeby ją tylko złapać zanim upadnie.


Krok ma pewny,przez kuchnie do pokoju,po drodze nastawia wodę na herbatę .Wandzia sunie niczym cień za mną .


Tego dnia przez cały czas nie odstępuje nas na krok.


Mam jakiś wewnętrzny żal do Wandzi za wydarzenia sprzed kilku dni nie potrafię czuć się przy niej swobodnie.


Wychodzę , na odchodne słyszę ,że mam przyjść koniecznie jutro,że musimy porozmawiać .


Całą tą atmosferę lat 80- tych chłonę całym sobą, choć w tej mojej mieścinie nie działo się absolutnie nic.


- 4 -



Słucham i chłonę wszystko co zaistniały stan rzeczy może kontestować choć w najmniejszym stopniu. Jest tego sporo Perfect, Maanam , OZ, ale ja już wiem ,że w mojej duszy gra DEZERTER.


Z drżącym sercem naciskam na dzwonek, do drzwi przez całą wieczność nie podchodzi nikt.


Już mam odchodzić, gdy stają przede mną te moje brązowe oczy


-wejdź .-szepce.


Płynę za nią tym korytarzem ,ma takie ciepłe i miękkie dłonie.


Siadam na wersalce ,Kasia kładzie głowę na moich kolanach delikatnie gładzę jej włosy.


To jedna z tych chwil gdy nie potrzeba nic mówić. Bliskość drugiej osoby starcza za całą rozmowę.


Zatapiam się w nią cały,chwilo trwaj wiecznie. Wstaje ,gwałtownym ruchem, nerwowo poprawia włosy.


-Moja mama jest w ciąży -mówi matowym głosem ze wzrokiem wlepionym w ścianę.


-Wiesz zazdroszczę Ci też chciałbym mieć brata lub siostrę ,ale u mnie to raczej nie możliwe.




Ah jak Ty nic nie rozumiesz,to wszystko spadnie na mnie,pieluchy karmienie, kompanie generalnie wszystko co wiąże się z wychowaniem .




Jak to?




Mówiłam ,że nic nie rozumiesz, moi rodzice piją ,piją odkąd pamiętam. Picie zasłania im cały świat nawet to dziecko spłodzili w pijackim amoku. Jeśli matka donosi tę ciąże to pewnie będzie chore , albo nie wiem …...




Po raz chyba pierwszy w życiu czuję się tak bezradny,że nie wiem co mam powiedzieć, dociera do mnie to ,że żadne słowo ani nawet żaden gest, deklaracja nie są tu w stanie nic załatwić .


Egoistycznie, zaczynam myśleć o sobie ,o tym że ją stracę. pewnie będzie tak jak mówi i w tej gmatwaninie zabraknie miejsca dla mnie ,dla nas.


Zostawić ją, teraz i odejść, wyrzucić to wszystko na śmietnik od tak po prostu. Przecież nie potrafił bym jej w szkole spojrzeć w oczy.


Tak to jedna z tych sytuacji ,gdzie mówić czy milczeć , odejść lub zostać powoduje podobny rodzaj traumy.


Wandzia do tematu ciąży podchodziła raczej swobodnie, jednym słowem alko lało się chyba na okrągło z małymi przerwami na oddech. Brzuch rósł coraz wyżej,a Ona z każdym tygodniem ,miesiącem stawała się coraz bardziej ziemista.


Do dziś nie mogę zrozumieć jak donosiła i urodziła zdrowe dziecko. Widać są na tym świecie miejsca gdzie cuda się zdarzają.


Przyszła ciepła wiosna ,potem gorące lato z nim więcej swobody i czasu dla nas.


Staram się walczyć o Kasię ,która jest jakby coraz bardziej była w innym świecie, jej myśli są daleko z przodu tak jakby to Ona miała zostać przedwcześnie matką.


W końcu udaje mi się namówić moją Sarnę na przyjazd do mnie. Całe do południa spędzamy na basenie. Mogę mieć powody do napawania się dumą, nie ma chłopaka ,który by nie wodził za nią oczami. Do domu wracamy w radosnych nastrojach na obiad.


-Wykąpcie się po wszystkim , bo będzie czuć od Was chlorem. Obiad macie na stole,ja idę do babci ,będę pod wieczór- mówi mama i zaczyna zbierać się do wyjścia.


Kasia wychodzi z łazienki, siedzę oniemiały na wersalce ,z mokrych włosów po ramionach na piersi spływają krople wody. Piersi ma tak nabrzmiałe ,lśni światłem wpadającym przez okno.


Siada mi na kolanach, palec wskazujący kładzie na mych ustach .Poddaję się całkowicie,teraz Ona tu rządzi. Drzwi od mieszkania otwierają się nie spodziewanie w przedpokoju staje mama, wyczuła doskonale atmosferę, kręci się chwilę po przedpokoju po

- [1] [2] [3] [4] [5] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
heks Linia koment
Dodany:2015-11-06 13:22:17, Ocena: Brak oceny
Witam. Bardzo serdecznie przepraszam potencjalnych czytelników. Opowiadanie skopiowałem po korekcie z offisa i bezmyślnie wkleiłem na stronę efekt jest dla tego taki a nie inny
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów