Miłóść
opowiadania >



czym zza ściany słychać




Przepraszam, do później kochani.




Skamieniałem całkowicie ,nie mogłem wykonać najdrobniejszego ruchu ,wydobyć z siebie słowa.


Kasia siedzi ,tak z palcem na moich ustach,po chwili zaczyna swój taniec z początku delikatny i powolny ,muska mnie tylko swoim ciałem, lecz z każdą kolejną chwilą wszystko jest coraz bardziej intensywne.. zapach ,kolor, smak .Krew nabiega mi do ust, wypełnia bulgotem każdą część ciała. Łapie ją mocno za krągłe biodra , unosi się w konwulsji w górę tak mocno ,ze chyba mi


- 5 -



zaraz odleci ,po czym opada na mnie w ostatnim z swych ruchów ,zastyga.


Ssę delikatnie jej piersi ,czuję jej zapach,mokra ociera się o mnie niczym rozleniwiona kotka


-Jeszcze raz,jeszcze raz proszę -szepce kilkakroć do ucha


Pod skórą czuję ,że muszę się przygotować do poważnej rozmowy z mamą tego dnia mierzy mnie tylko z zaciekawieniem oczami , nie podejmując tematu.


Następnego popołudnia po powrocie z pracy rzuca mi na ławę książkę ,, Tylko dla chłopców,,


- Jeśli już zaczęliście to robić , to róbcie to tak by nie było z tego dzieci.




Mamo.




Słucham




spóźniłaś się jakieś trzy lata.






W sierpniu wyjeżdżam do dziadków na wieś żeby dorobić parę groszy do mojego skromnego budżetu.


Na lubelskiej wsi robię furorę w moich czerwonych spodniach ,pasie z ćwiekami ,koszulce z Wattim i włosami stojącymi na cukier.


Generalnie słowo pedał towarzyszy mi przez całe wakacje..


Dziś z perspektywy dorosłego człowieka wiem jak ciężko być ,,innym,, iść pod prąd ale tamte doświadczenia z młodości tylko utwierdziły mnie w słuszności moich wyborów. Nie był to akt by na siłę pokazać swoją odmienność była to chyba raczej swojego rodzaju odwaga połączona z młodzieńczą fantazją i odrobiną głupoty.


Absolutnie nie czuję się , jakimś typem ,który walczył z komuną , ofiarą represji , czy piewcą wolności. Czasom tym, decyzjom jakie podjąłem a przede wszystkim ludziom których poznałem,zawdzięczam to,że nauczyłem się myśleć samodzielnie.


Co wcale nie znaczy ,że w życiu było mi przez to lżej.


….. W ostatnich dniach sierpnia wróciłem na swoje śmieci, na skrzydłach leciałem do Niej.


Wandzia była już w szpitalu. Kasia krzątała się po domu w oczekiwaniu na mamę i rodzeństwo.


Była zgaszona ,nieobecna ,bez pomysłu na przyszłość.


W jej oczach można było spotkać częściej strach i znużenie niż wiarę , siłę czy miłość.


Zaproponowałem jej ,że pomogę przy adaptacji części pokoju dla niemowlaka , że możemy wspólnie posprzątać . Tak chciałem by wróciła moja dawna Kasia.


Ostro wzięliśmy się do pracy , Na pierwszy ogień pokój Kasi , kuchnia,potem pokój rodziców gdzie docelowo miało wylądować łóżeczko.


Generalnie chyba właśnie wtedy byłem po raz pierwszy w tym pokoju.


Wystrój , mimo starej kamienicy standardowy jak na tamte lata, segment typu Jubilat ,ława ,dwa fotele , telewizor. Całości dopełniał piękny stary piec z zdobionymi kaflami.


Na końcu pokoju duże podwójne okno balkonowe , za nim balkon i widok na park.


Żeby znaleźć w pokoju miejsce na łóżeczko trzeba było poprzestawiać co niektóre meble.


Wymyśliliśmy żeby przestawić wersalkę ,ławę i fotele. Wtedy przy wersalce znajdzie się dość miejsca na ustawienie łóżeczka tak by nie trzeba było chodzić do dziecka przez cały pokój.


Po starciu , kurzy wytrzepaniu dywanu przyszła kolej na przestawienie mebli.


Na pierwszy ogień poszła wersalka. Odstawiliśmy ją od ściany i wtedy mym oczom ukazał się widok ,którego niestety nie mogę zapomnieć.


Między wersalką a ścianą w 4 może 6 rzędach stały butelki po wódce , winie i innych alkoholach.


Znaczna część tych butelek wydawała się jakby niedopita, gdy pochyliłem się niżej i ruszyłem kilka z nich w pokoju rozszedł się fetor uryny.


Kasia siadła na tą wersalkę i zaczęła szlochać , z trudem powstrzymałem odruch wymiotny.


Z kuchni przyniosłem chyba z dwa wiadra. Butelki wynosiłem najpierw do WC żeby je opróżnić potem do śmietnika ,nie pamiętam ile to trwało. Wtedy była to cała wieczność.


Po wszystkim skręciliśmy łóżeczko . Kasia zdążyła ochłonąć.


- 6 -




-Nie wiem jak Ci dziękować kochanie, przepraszam. Wtuliła się we mnie mocno


Pękłem ,płakaliśmy razem .Łzy mają moc oczyszczenia do domu wracałem jakiś lżejszy.


Początkiem września na świat przyszła Ala, taka miniaturowa Kasia.


Wszystko było by fajnie gdyby nie to ,że przepowiednia Kasi się spełniła w szkole była coraz rzadziej .Po narodzinach siostry sam nie chciałem się tam pchać wydawało mi się wtedy ,że na razie nie wypada.


Podczas jednego z powrotów do szkoły Kasia wręczyła mi zaproszenie na chrzciny dla mnie i dla mojej mamy.


Mama uznała ,że w takiej chwili trzeba tam być , odmówić zwyczajnie nie wypada.


Na wszystkich czekaliśmy pod kościołem , popołudnie było słoneczne , dałem się nawet namówić na jakąś koszule i spodnie . Z niecierpliwością wypatrywaliśmy Ali z rodzicami i gośćmi.


Są , idą , Do kościoła było raptem kilka kroków, więc wszyscy szli pieszo. Czym bliżej tym gorzej ,zapach parującej w powietrzu wódki był tak intensywny ,że drażnił w nozdrza i szczypał w oczy. Do kościoła nie wszedłem . Miałem nieodpartą chęć lać tam kogo popadnie.


Moja mama nie mogła zrozumieć mojego zachowania, bo zresztą skąd.


Kasia ta moja Kasia zobojętniała do końca , zgasła jakoś tak z dnia na dzień.


Na tej całej imprezie nie wiem ile byliśmy , nie pamiętam czy moja mama została czy wróciłem do domu sam , poza kilkoma osobami nikogo tam nie znałem . W tym pijanym widzie nie było mi dobrze.


Dziś myślę ,że okazałem się zwykłym dezerterem , lecz życie miało pokazać jak wielu rzeczy wtedy jeszcze nie rozumiałem .


Tak naprawdę , to chyba tego dnia coś we mnie bezpowrotnie pękło.


Spotykaliśmy się już raczej sporadycznie, bardziej towarzysko. Kasia też już miała nowych kolegów.


Życie nie znosi próżni i paradoksalnie w chwilach gdy myślimy ,że nic się nie dzieje , dzieje się najwięcej tylko jeszcze tego nie wiemy.


Nie wiedzieć kiedy minął już prawie kolejny rok w powietrzu pachniała wiosna.


Świat za moim oknem tętnił feerią barw i zapachów. Pojawili się nowi ludzie, przybyłem parę setek kilometrów w pogoni za muzyką .


Był to chyba taki jeden z niemożliwych zbiegów okoliczności akurat jeszcze byłem w domu, musiała być to końcówka tygodnia.


Dzwonek …. mama musiała chyba wypowiedzieć Sławek po raz pięćdziesiąty bo raczyłem otworzyć drzwi . Na klatce przed drzwiami

- [1] [2] [3] [4] [5] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
heks Linia koment
Dodany:2015-11-06 13:22:17, Ocena: Brak oceny
Witam. Bardzo serdecznie przepraszam potencjalnych czytelników. Opowiadanie skopiowałem po korekcie z offisa i bezmyślnie wkleiłem na stronę efekt jest dla tego taki a nie inny
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów