Ula
opowiadania >



końcu zebrała się w sobie i usiadła na łóżku. Wczoraj nawet nie zapaliła światła wchodząc do pokoju, tylko rozebrała się po ciemku i od razu zwaliła w pościel. Dlatego też teraz, w świetle słonecznym, z niejakim zaciekawieniem oglądała wnętrze pomieszczenia, w którym przyszło jej spędzić noc. Nie było ono jednak w żaden sposób odbiegające od tysięcy tego rodzaju pokoi na całym świecie. Ot, stolik, dwa krzesła, niewielka szafa i stary telewizor na półce pod sufitem. Łóżko zajmowało większość powierzchni pokoju, co sporo mówiło o jego rozmiarach. Pokoju, nie łózka, niestety.


Nie tracąc więcej czasu podniosła się i wygrzebawszy z plecaka kosmetyczkę wkroczyła do miniaturowej łazienki. Szybki prysznic w gorącej wodzie i umycie zębów pozwoliły jej na optymistyczniejsze spojrzenie na położenie, w którym się znalazła. Ożywiona spakowała się i krokiem żwawym na tyle, na ile pozwalały jej na to zakwasy, zeszła na dół.


Mężczyzna, z którym rozmawiała wczoraj wciąż tkwił na swoim miejscu i sprawiał wrażenie, jakby nie opuścił go przez całą noc i co więcej – w najbliższej przyszłości nie miał zamiaru tego robić. Zauważyła, że jego ubrania są zdrowo wymięte, a fartuch, który na nich nosił można było nazwać białym już chyba tylko z grzeczności. Nie pozwoliła jednak na to, żeby takie szczegóły wybiły ją z całkiem dobrego nastroju, w którym była.


- Dzień dobry panu! Tak sobie właśnie pomyślałam, że w ogóle się nie przedstawiłam wczoraj. Ula Szczęsna jestem.


- Dzień dobry! Właśnie o tym myślałem wczoraj, kiedy prowadziłem panią do pokoju, ale stwierdziłem, że jest pani tak zmęczona, że formalności z tym pokojem to załatwimy dzisiaj, jak pani nieco odpocznie. Ja jestem Eryk Sabrewski. Mój brat, Olaf, zaraz powinien się tu zjawić. Będzie pani mogła z nim porozmawiać o swoim samochodzie.


- O, czyli można powiedzieć, że prowadzicie panowie rodzinny biznes? Pan zajmuje się gastronomią, a pana brat stacją i warsztatem? Muszę powiedzieć, że wygląda to na całkiem dobry pomysł, zwłaszcza w takiej miejscowości, położonej przy ważnej drodze.


- Tak, w teorii był to dobry pomysł, ale widzi pani jak to wygląda. Odkąd zbudowali autostradę kilkanaście kilometrów na zachód stąd, to prawie nikt nie jeździ już tą drogą. Mogła się pani o tym przekonać na własnej skórze. Swoją drogą, to dziwię się, że pani wybrała tę trasę.


- Och, wie pan, stwierdziłam, że skoro już mam jechać w podróż, na którą nie mam ochoty, to przynajmniej mogę pooglądać widoki po drodze. Sądzę, że jadąc autostradą mogłabym patrzeć co najwyżej na ekrany dźwiękochłonne.


- Co racja to racja, jednak rzadko chyba można spotkać osoby w pani wieku myślące podobnie…


Kiedy tak rozmawiali, do sali poczęła schodzić reszta gości, którzy spędzali noc w pokojach gościnnych. Nie była to zbyt liczna grupa. Składała się ona zaledwie z trzech osób.


Pierwszy pojawił się zaspany grubasek w średnim wieku. Miał na sobie kiepski, ciemnogranatowy garnitur w niemodne prążki, po którym widać było, że przeszedł już niejedno. Spod marynarki zapinanej na zbyt dużą liczbę guzików wyglądała biała koszula tak sztuczna, że oddalona od niego o kilka kroków Ula prawie poczuła wyładowania elektryczne. Całości dopełniały krawat równie niemodny co garnitur, a do tego krzywo zawiązany oraz buty krzyczące w rozpaczy o wypastowanie. Drapiąc się po dość sporej łysinie, jegomość zajął miejsce przy dość oddalonym stoliku i zagłębił się w lekturze gazety.


Druga na horyzoncie zjawiła się dystyngowana starsza pani, wystrojona jak na oficjalną okazję, a nie poranek w poślednim zajeździe. Obrzuciła otoczenie wyniosłym spojrzeniem i ruszyła w stronę stolika jak najbardziej oddalonego od reszty osób znajdujących się w pomieszczeniu. Ula od razu poczuła do niej jakąś instynktowną antypatię, więc nawet nie przyglądała się jej bliżej. Z kolei właściciel zaskakująco się ożywił i zupełnie nie zwracając uwagi na mężczyznę w garniturze, który w końcu przybył pierwszy, ruszył od razu w kierunku matrony wpatrującej się pustym spojrzeniem w przestrzeń za oknem.


Kiedy zamówienia zostały odebrane od obojga gości, to na schodach pojawiła się trzecia osoba. Była nią dziewczyna mniej więcej w wieku Uli, patrząca trzeźwo, jednak niemożliwie rozczochrana. Miała na sobie powyciągany dres i stary podkoszulek ze znaczkiem, który wyglądał na logo zespołu metalowego. Szurając stopami w papciach dziewczyna usiadła na najbliższym stołku przy barze i poprosiła o czarną kawę. Gdyby się odwróciła w odpowiednim momencie, to zauważyłaby pełne dezaprobaty spojrzenie, jakim znad talerza z jajecznicą atakowała jej plecy elegantka. Ula już niemal podniosła się, żeby się przysiąść do „dresiary”, jednak w tym samym momencie zadzwonił dzwonek nad drzwiami wejściowymi, a do środka wdarł się przenikliwy chłód górskiego poranka.


- Cześć, zrobisz mi kawę? – Pytanie rozbrzmiało tuż po tym, jak trzasnęły zamykane drzwi. Zostało zadane głosem niskim, a jednocześnie aksamitnym, który natychmiast sprawił, że Ula odruchowo obejrzała się, żeby zobaczyć jego właściciela.


Do kontuaru podchodził właśnie mężczyzna tak podobny do barmana, że nie było wątpliwości, że był to wspomniany brat – Olaf. Mimo ewidentnego braterskiego podobieństwa, trudno byłoby wymienić choć jedną wspólną cechę ich wyglądu. Eryk był bez wątpienia starszy, jego ciemne włosy dość obficie przeplatała już siwizna. Z kolei Olaf był

Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów