Ula
opowiadania >



spadła, a z ciężkich chmur poczęły spadać wielkie płatki śniegu w ilości tak dużej, że ograniczyły widoczność skuteczniej od mgły. Z braku lepszego zajęcia Ula siedziała z kubkiem gorącej czekolady w barze i obserwowała pierwszy w tym roku pokaz potęgi zimy. Była całkiem sama, nawet Eryk gdzieś się zapodział, więc nikt nie zakłócał jej skomplikowanych rozmyślań.


Cały dzień gdzieś się to w niej kłębiło, kiedy przenosiła większość swoich rzeczy do jednego z nieużywanych pokoi i kiedy obserwowała Olafa rozkręcającego jej wóz. Również kiedy później spacerowała zwodniczo podobnymi ulicami tej oazy ludzkości pośrodku niczego, ciągle czuła jak przewalają się przez jej głowę kolejne batalie różnych racji i argumentów. W końcu teraz, pod koniec dnia była w stanie w miarę jasno sformułować to, co czuła i myślała o całej sprawie.


Otóż, była całkiem zadowolona. Choć na początku bała się tej myśli, to jednak z czasem ją zaakceptowała i pozwoliła jej rozlać się przyjemnym ciepłem po całym ciele. Cieszyła się z tych przymusowych wakacji, ponieważ decyzję o przeprowadzce podjęła kierując się głównie negatywnymi emocjami związanymi z chłopakiem, który niemalże z dnia na dzień porzucił ją dla innej. Przez jakiś czas męczyła się w tym mieście, w którym tak dużo miejsc przypominało jej o chwilach spędzonych wspólnie z nim. Nie potrafiła też przestać obawiać się tego, że któregoś dnia spotka go na ulicy z tą nową. Nie wiedziała co wtedy zrobi. Tak więc kiedy pojawiło się w miarę racjonalne uzasadnienie dla wyniesienia się z tego coraz bardziej duszącego ją miasta to skwapliwie z niego skorzystała. Zrobiła to nawet wbrew temu, że zaczynało do niej docierać, że w gruncie rzeczy nie lubi swojego zajęcia. Zawsze marzyła o pisaniu książek i poezji, jednak otoczenie, zwłaszcza w postaci rodziców, nieustannie nakłaniało ją do zajęcia się „czymś konkretnym”. W końcu w wyniku wielu kompromisów skończyła jako copywriterka. Była w sumie wdzięczna za tę okazję do przystanięcia w biegu i zastanowienia się nad swoim życiem.


Akurat kiedy w pełni pozwoliła sobie na zaakceptowanie tych myśli i odczuła z tego powodu dawno zapomnianą błogość, to z kurtyny śniegu za oknami wyłonił się opatulony kształt, który z impetem wpadł do środka baru.


- Kurwa, ale pogoda. Zimno jak cholera, wieje, pada. Nic tylko się napić, co nie?


Po głosie poznała, że musi to być dziewczyna, którą widziała rano. Dopiero po chwili zobaczyła jej twarz, kiedy tamta zdjęła kaptur i odwinęła z twarz gruby szalik. Ula nie wiedziała, czy powinna odczytywać to pytanie jako zaproszenie do jakiejś posiadówy, więc tylko mruknęła cos niezobowiązująco. Jej nowa znajoma nie wydawała się tym jednak przejmować.


- Nie wiesz gdzie się podział ten typ co tu pracuje? Muszę się wypić coś gorącego, bo czuję jak zamarzam.


- Nie mam pojęcia gdzie jest. Myślę, że się nie obrazi, jak się sama obsłużysz.


- Dobry pomysł, zaraz umrę.


Kiedy tamta weszła za kontuar to drzwi otworzyły się ponownie. Tym razem stanął w nich nie mniej ośnieżony Olaf. On jednak sprawiał wrażenie, jakby w ogóle nie dostrzegał panującej aury. Nie przejął się również tym, że tamta weszła do kuchni. Od razu zwrócił się w stronę Uli.


- Tak myślałem, że cię tu znajdę. Jeśli nie masz co robić to zapraszam do siebie na grzańca.


W jednej sekundzie przewaliły jej się przez głowę wszystkie obiekcje związane z tym, że miałaby pójść wieczorem do domu w gruncie rzeczy nieznajomego mężczyzny i to jeszcze po to, żeby pić z nim alkohol. W następnej sekundzie wszelkie wątpliwości zniknęły. W końcu skoro miała korzystać z okazji do zastanowienia się nad swoim życiem, to dlaczego nie miałaby skorzystać z okazji do poznania nowych ludzi? Po usprawiedliwieniu się w taki sposób założyła kurtkę i wyszła z Olafem w ciemność. Ostatnim spojrzeniem, którym obrzuciła bar zobaczyła zaskoczoną i nieco zazdrosną minę tamtej dziewczyny.



***



W kominku ochoczo trzaskał spory ogień, z kubków pełnych gorącego wina unosił się aromatyczny zapach, a oni siedzieli na wygodnej kanapie ustawionej tak blisko paleniska jak tylko było to możliwe. W pokoju panował przyjemny półmrok, jako że kominek stanowił jedyne źródło światła. Ula szybko poczuła się swobodnie w towarzystwie nowego znajomego, który okazywał się zyskiwać przy drugim i trzecim wrażeniu, co niestety nie było bardzo częste.


- Więc jak to się stało, że zająłeś się warsztatem? Nie obraź się, ale wydaje mi się, że stać cię na wiele więcej.


- Nie mam się o co obrażać. Masz rację, nie zawsze to robiłem. Owszem, pasjonowałem się motoryzacją, ale na co dzień byłem dziennikarzem w mieście.


- Serio? A o czym pisałeś?


- No jak to o czym? O samochodach.


- W sumie logiczne. Ale dlaczego wróciłeś tutaj?


- Jakiś czas temu oboje nasi

Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów