Auto (...) LBC cz.3
opowiadania >



― zbliżyła się do jego nosa i poczuł jej jedynki. Spadli oboje. W odruchu obronnym zrzucił ją na podłogę, a że pociągnęła go za sobą zaczęli się turlać. Złapał ją za włosy i czule oznajmił:
― Kudłata! Igunia robi się kudłata!


Obiecała zapuścić włosy dla niego, by ją zobaczył w długich. Potem zamierzała ponownie je ściąć, gdyż wręcz nie znosiła długich włosów. Przejechał po jej głowie tarmosząc czuprynę i odkrył cętki. Muchomor w cętki, tak pani uczyła na środowisku ją, a jego na przyrodzie. Cętki, kropki. Jakkolwiek nazwiesz wyrażały to samo. Zaschniętą krew. Strzępki fibryny, kaskadowy model krzepnięcia krwi, jony wapnia, protrombina. Najwyraźniej ona uzależniła się od procesu krzepnięcia krwi.


― Co to?


― A zadrapałam się w nocy, przez sen― wyjaśniła. Miała pokaźny strup na potylicy. Krew posklejała kilka kosmków w jedno pasmo. Niektórzy chrapią, inni zgrzytają zębami, a ona się drapała. Jak się uczyła miała w zwyczaju bawić się włosami. Bawiąc się powtarzała materiał, czytała, robiła notatki. Dołączyło i drapanie.


Drapała w jednym miejscu, tak jakby ręka się zacięła, nie chciała się przesunąć dalej. Drapała dopóki w powietrzu nie poczuła cierpkiego zapachu. Dopóki opuszki palców nie pokryły się lepkim płynem, a pod paznokciami nie pojawiło się czerwone zabarwienie. Uspokajała się i przestawała. Bywały takie dni, że chciał wziąć linijkę i zbić ją po tych łapach. Żeby w końcu się opamiętała. Żeby skończyła z kłamstwami nie zauważyłam, zamyśliłam się, to przez wiatr, to podczas snu. Usprawiedliwień było dużo. Cała masa. Cętek też przybywało.


Nie wiedział jak z nią rozmawiać. Tak, żeby wreszcie go wysłuchała i przestała. Przestała dla swojego dobra.



― Dlaczego to robisz?


Milczała. Potrafiła się tak nie odzywać bardzo długo drażniąc swoją postawą otoczenie. Otoczenie, które nic nie widzi, nic nie słyszy, udaje, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Ludzie się obłudnie do siebie uśmiechają, w markecie życzą ci miłego popołudnia i zapraszają ponownie, tylko po co?


― To jest silniejsze ode mnie― zaczęła – muszę, po prostu muszę to zrobić.


― Jak musisz? Nic nie musisz Iga!


― Czasami tak siebie nienawidzę, że najchętniej rozbiłabym tą pustą głowę. Wzięła za szmaty Iguchę i postawiła obok.


― Przestań wygadywać takie bzdury dziewczyno! Ogarnij się!


― Lepiej mi wtedy. Jak już to zrobię, to czuję ogromną ulgę. Cały ten jad, który mam we krwi ze mnie uchodzi i jest lepiej. Przynajmniej przez jakiś czas nie jestem nim zatruta. Znowu się śmieję i chce mi się zwyczajnie żyć. Dopóki tego nie zrobię jestem toksyczna dla siebie i nawet ciebie. Przez moment mam poczucie władzy nad sobą i życiem. Panuje nad nim. Coś niesamowitego.


― Słońce, a myślałaś o tym co powiesz swoim dzieciom jak zapytają czemu mamusia ma takie kreski na rączkach? Pomyślałaś kiedyś o tym? O nich? A wiecie dzieciaczki, matka jak się wkurwiła brała żyletkę i jechane po łapie!- parodiował- ciach, ciach i jeszcze mocniej! Ta kreska to wina dziadka, ta jest za oblany egzamin na prawo jazdy, ta, bo deszcz padał, a ta obok, bo sąsiad nie odpowiedział mi dzień dobry.


― Przestań, przestań. Ja chyba nie potrafię inaczej. Nie znam innego życia. Ciągle uciekam przed samą sobą, choć wiem, że nadejdzie taki moment, kiedy będę musiała przestać. Widzisz, ja nawet nie wiem jak powinien wyglądać związek. Nie wiem jak ma funkcjonować ten dwuosobowy twór. Ja chyba się nie nadaje do tego. Do niczego się nie nadaję.


― Tak, nie nadaję się, za to perfekcyjnie wychodzi ci cięcie w linii prostej po przedramieniu. Do tego się idealnie nadajesz! Słuchaj, a może sprzedamy cie na wagę do jakiejś ubojni, cięcie będziesz miała zagwarantowane!


― Artur, ja mam dość, dość rozumiesz?


― Czego masz dość do diabła?


― Wszystkiego, wszystkiego ― rozpłakała się ― daj mi spokój! Słyszysz?! Daj mi spokój!


― Nie dam!


― Wynoś się! Zabieraj swoje rupiecie i wynoś się, słyszysz?! Wynoś się! Wynoś mi się stąd i to już! Nienawidzę Cię, nienawidzę!


― Głuchy nie jestem – westchnął.


― Słucham?


― Tylko tyle masz mi do powiedzenia? Tylko tyle? Pokonamy to paskudztwo, zobaczysz. Słońce posłuchaj, już raz ci powiedziałem, że będę i jestem. Następnym razem jak poczujesz nieodpartą pokusę wyżywania się na mięsie, idź do sklepu mięsnego, kup łopatkę i zrób gulasz.


― Śmieszne.


― Może i śmieszne, ale ja już nie wiem jak mam z tobą rozmawiać. Pomóż mi, podpowiedz, cokolwiek Michu, bo w takiej sytuacji jestem bezradny.



- [1] [2] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów