Historie niesamowicie zwyczajne cz. 1
opowiadania >



w szafie czekał na mnie seryjny morderca z zakrwawionym nożem. Z czasem zacząłem sobie uświadamiać, że to wszystko tylko fikcja i blaga skierowana na wywołanie emocji u oglądającego, bo podobno ludzie 'lubią się bać' a ja byłem nadwrażliwy a jednocześnie ciekawy tego wszystkiego, czego nie mogłem zobaczyć w realnym świecie. Zanim jednak udało mi się na tyle wydorośleć, aby nabrać dystansu do tego, co widzę, pamiętam pewną historię z czasów, gdy uczęszczałem do lokalnej podstawówki. Po odbytej przez moją klasę majówce na polanie leśnej w pobliżu szkoły, szliśmy całą niemal klasą wraz z wychowawcą, gdy zaczepił nas jakiś budzący zaufanie jegomość z dzieckiem, który to podawał się za fotografa. Człowiek ten zaproponował nam wykonanie zdjęcia klasowego, którego odbitki miały wkrótce trafić do szkoły jako pamiątka dla każdego z nas, i jak pamiętam nikt już tego zdjęcia na oczy nie zobaczył. Może zabrzmi to teraz nieco śmiesznie, ale sytuacja ta skojarzyła mi się z fabułą pewnego filmu, gdzie jakiś facet zrobił zdjęcie pewnej grupie osób, które to po pewnym czasie zaczęły znikać w tajemniczych okolicznościach. I tak mając w pamięci cały ten film, przyglądałem się bacznie kolegom i koleżankom z klasy a jeśli ktoś z nich nie pojawił się na lekcjach, w mojej głowie rodziła się podejrzliwość i strach, że oto właśnie ponury żniwiarz rozpoczął swój czarny serial. Na szczęście po pewnym czasie dowiadywałem się, iż powodem nieobecności nie był wcale fotograf-morderca, ale zwykłe i dość pospolite choroby- angina lub grypa. Bojaźliwość, która w pierwszych kilkunastu latach mojego życia miała charakter pewnej manii prześladowczej, z biegiem czasu stała się właśnie 'przezornością i rozwagą', która pozwała unikać mi kłopotów i po dziś dzień jest integralną częścią mojej osobowości.
Jednakże, fakt jest faktem, że gdyby osobnik zza okna miał nagle spojrzeć w moje okno, Freddy Kruger mógłby się schować i to wraz z całą ulicą Wiązów. Bezpieczny ulokowany więc za barykadą firanki i szczelnie odizolowany na wszelki wypadek od mętnego spojrzenia tajemniczego osobnika, przyglądałem mu się z rosnącym zaciekawieniem, zakładając dodatkowo do tego celu okulary, gdyż wzrok mój nigdy nie był przenikliwy i należało go już wspierać odpowiednimi szkłami. Tajemniczy facet tkwił naprzeciwko mojego 6- piętrowego bloku i póki co nic nie robił sobie z zapadających już ciemności, tym bardziej, że był jedyną osobą, która znajdowała się przed blokiem, ponieważ właściciele psów zdążyli już wypełnić swój wieczorny rytuał a pod blokiem na ławkach nie przesiadywali żadni lokalni przedstawiciele współczesnej młodzieży, gdyż sobota wieczór była najlepszym czasem na szaleństwa w dyskotece lub na prywatce. Czekałem cierpliwie, aż w końcu znudzi mu się to zamglone wpatrywanie się w okna nieznanych sobie, jak sądziłem, ludzi i w końcu odejdzie a czekałem na ten moment, gdyż chciałem wiedzieć, dokąd sobie pójdzie. W pewnym momencie zmuszony narastającą potrzebą fizjologiczną, udałem się w wiadome miejsce, ale po powrocie na mój punkt obserwacyjny, stwierdziłem ze smutkiem, że przed blokiem przechadza się już tylko czarny kot i nic poza tym. Kolejne dni były czasem narastającego oczekiwania- nie lubiłem strasznie czegoś nie wiedzieć, drażniło mnie to okrutnie, taki stan wyczekiwania na coś potrafił nadszarpnąć stanem zrównoważonego życia a czasem zupełnie wytrącić z równowagi. Codziennie wieczorem wiedziony potrzebą przyjrzenia się jeszcze raz tajemniczemu osobnikowi, tkwiłem w oknie wypełniony jakąś fantastyczną wiarą na jego ponowne pojawienie się, gdyż coś mi mówiło, że to wszystko nie jest przypadkiem. Z dnia na dzień, moja nadzieja malała- początkowo w postępie arytmetycznym a potem już geometrycznym. Znajdowałem się jeszcze daleko od stanu zwanego 'obsesją' ale w zasadzie nie miałem żadnych racjonalnych przesłanek, aby wierzyć, że pojawi się on znowu, stanie w lekkim rozkroku z założonymi rękami i zacznie przenikać swoim zamglonym wzrokiem okna moich sąsiadów. I na tym chyba polegała ta mała różnica między wiarą a wiedzą- mogłem tylko wierzyć, że on jednak wróci pod mój blok, gdyż nic nie wskazywało, że był to tylko zbieg okoliczności- jedność miejsca, czasu i akcji. Oczekiwanie jest jednym z najgorszych uczuć, jakie mogą towarzyszyć człowiekowi- nic w zasadzie nie można zrobić, można tylko potulnie czekać starając się hamować swoje narastające nerwy przed nadejściem tego co było dla nas ważne. Oczekiwanie na list, oczekiwanie na powrót ważnej dla nas osoby, oczekiwanie na miłość, oczekiwanie na uznanie, oczekiwanie na ciepłe słowo, o które wstydzimy się poprosić, oczekiwanie na dojrzałość, oczekiwanie na emeryturę, oczekiwanie na wyzwolenie- różne są oczekiwania i nie należy ich wartościować- oczekiwanie na pierwszą miłość, która spotyka nas w wieku szczenięcym bywa przecież swego czasu całym światem i jedynym pragnieniem. Moim aktualnym oczekiwaniem, które spychało inne oczekiwania na dalszy plan było czekanie na tego faceta, którego miałem okazję widzieć raz w życiu przez niecałą godzinę i wierzyłem, że nie było to jednak czekanie na Godota.
Po tygodniu w końcu stało się, pojawił się późnym popołudniem i tak jak wtedy, gdy zobaczyłem go po raz pierwszy, stanął na wąskiej ścieżce osiedlowej skąd miał doskonały widok na wszystkie okna w bloku i zaczął się wpatrywać w jedno z nich. Wiedziałem w tej chwili tylko jedno, muszę to wykorzystać i znaleźć się nieco bliżej tego tajemniczego osobnika, gdyż taka okazja mogła się już nie powtórzyć...

Koniec części pierwszej

- [1] [2] [3] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów