Zwyczajnie - miłość (V) Trudna sprawa
opowiadania >



Życie – zagadkowa sprawa. Filozofowie, fizycy, chemicy, biolodzy i inni od pokoleń głowią się jak to jest. Skąd, dlaczego, jakim cudem? Badają, szukają, tworzą rozbudowane koncepcje. Przyroda, siły natury, zorganizowane bakterie? To one temu wszystkiemu nadają kierunek i same tworzą ten uporządkowany, niezwykle precyzyjnie dopasowany system? Mniejsza z tym. Tak czy inaczej, nikt nie zaprzeczy, że w tym systemie działają siły, które sprawiają, że wciąż to wszystko trwa. Potężne siły biologiczne, którym od zarania wieków ulega każdy organizm. Instynkt przetrwania, który każe jeść, spać, chronić się przed zagrożeniami i generalnie podtrzymać własne istnienie, dopóki się da i drugi instynkt – rozmnażania, przedłużania gatunku. Każda żywa komórka, każdy organizm to ma. Każde zwierzę. Dla swojego potomstwa rodzic jest w stanie znieść ból, trud, narażać własne życie, pozbawić się snu, odpoczynku. Narażają się zwierzęta pozostające jeszcze na niskim poziomie drogi ewolucyjnej - ptaki, ryby, gryzonie. Człowiek potrafi wejść w ogień i oddać życie za swoje dziecko. Oczywiście, że bywają dziewczęta, które uśmiechają się na widok każdego małego brzdąca od dzieciństwa i takie, które powiedzą, że nie znoszą małych dzieci. W tych ostatnich zazwyczaj instynkt budzi się wraz z ciążą i hormonami, które zalewają organizm i odwieczną siłą natury każą chronić poczęte dziecko. Potęgują emocje, każą unikać szkodliwych potraw, trunków, zapachów, niebezpiecznych miejsc i sytuacji, chronić poczęte życie. Teraz pytanie. Jak wielki musi być lęk, aby tę odwieczną potężną siłę w sobie zdusić i zabić własne dziecko? Że tylko embrion? Że nie ma jeszcze świadomości? Nasz noworodek, którego przyjmujemy na świecie też ma przede wszystkim instynkty. Świadomości ma niewiele. Ponadto zazwyczaj na początku jest czerwony, pomarszczony, krzyczący. Nie daje się wyspać, nie daje odpocząć, zanieczyszcza się, ciągle tylko wymaga, a nie daje nic w zamian. Jednak patrzymy na tego „rozdarciucha” jak na ósmy cud świata i robimy wszystko, aby chronić, utrzymać przy życiu i kochamy jak jeszcze nikogo nigdy. To nasz własny rozdarciuch, nasze oczko w głowie. Kiedy w kobiecie poczyna się dziecko zaczynają budzić się hormony działające mocno na psychikę. Im starszy i większy embrion, tym hormonów więcej i silniejszy instynkt opiekuńczy. Aborcja? Jak potężny musi być strach kobiety przed otaczająca rzeczywistością, aby w takim stanie uśmiercić to zaczynające się w niej życie? Co się dzieje z jej psychiką kiedy tego dokona? Przy poronieniu naturalnym organizm po pewnym czasie przestaje produkować hormony wywołujące silny instynkt chronienia. Na początku potęgują emocje straty, żalu, bólu. Nasze siły biologiczne, ewolucyjne, czy wewnętrzne - życiowe nadal mocno nastawiają nas na ochronę nowego życia, a to umarło. To musi spowodować potężny, psychiczny wstrząs, rozłam wewnętrzny, bunt. Przy mechanicznym usunięciu jest podobnie. Niektóre kobiety mówią, że po aborcji poczuły ulgę, bo to rozwiązywało mnóstwo problemów. Dopiero po jakimś czasie zaczęły się koszmary nocne, depresje, załamania psychiczne. W wielu krajach mówi się o wolności kobiety i prawie do dysponowania własną osobą. Pomijając nawet kwestię etyki stawiania się w roli Boga i decydowania od kiedy człowiek staje się człowiekiem i kiedy można, a kiedy nie można go uśmiercić – pomijając to – zastanawia mnie fakt na ile nastolatki wiedzione strachem przed odrzuceniem społecznym i nieporadzeniem sobie z sytuacją, świadomie podejmują decyzję o usunięciu swojego dziecka. Rzeczywiście tego chcą? To jest ich wolność wyboru, czy presja społeczna i zniewolenie strachem?. Gdyby ktoś zapewnił je, że dostaną odpowiednią pomoc, wsparcie – nadal byłyby zdecydowane usunąć płód? Na koniec – czy są na tyle dojrzałe emocjonalnie, aby świadomie podjąć taką decyzję i unieść konsekwencje? Jeśli pod presją otoczenia podejmą taką decyzję - u ilu z nich później dojdzie do depresji, problemów psychicznych, zaburzeń emocjonalnych? Siła przekazywania życia i ochrony swego potomstwa to najbardziej pierwotna siła zakorzeniona w nas tak głęboko, że ja obawiałabym się mówić o prawie kobiety do dysponowania swoim ciałem, jeśli chodzi o tę kwestię. Przypominają mi się słowa pewnego Wielkiego Człowieka – „Nie wiedzą co czynią”. I nie mówię o tym, że dziecko od dnia poczęcia jest już zaplanowane. Kod genetyczny ojca i matki przeplótł się już w swój jedyny niepowtarzalny sposób, nadał bieg rozwojowi, zaplanował płeć, inteligencję, kolor oczu, talenty, choroby, wszystko. Mamy prawo decydować, że to nie jest jeszcze człowiek, a za kilka tygodni, czy miesięcy już będzie? Bo co? Zdążył trochę urosnąć i nabrać kształtu? Kiedy ktoś decyduje się zabić zarodek wie kogo zabija?
Wracam jednak do Magdy, która właśnie spodziewa się dziecka i co tu kryć? – fakt ten mocno komplikuje jej życiowe plany.
Magda wychodząc z Urzędu Stanu Cywilnego zabrała roztropnie kopię nadesłanego ze Stanów aktu ślubu. Obracając kartkę w dłoni usiadła na pierwszej, napotkanej, wolnej ławce. Przechodzący ludzie, stukot butów na ulicach, gwar głosów, śmiechów, gruchanie gołębi, furkot skrzydeł. Jakaś mała, może dwuletnia dziewczynka w kusej sukieneczce i śmiesznej chusteczce na głowie śmiejąc się pobiegła za ptakami. Patrząc jak wznoszą się w górę klapnęła na pupę. Nie płakała. Patrzyła za ptakami z fascynacją wznosząc głowę i wypuszczając prawie z buzi smoczek, zanim podszedł do niej młody mężczyzna i podniósł ją na ręce.
- Gołąbki – wypowiedział zupełnie naturalnie, nawet nie myśląc o tym, że właśnie dostarcza dziecku lekcji o świecie – Poleciały. Chodź. Kupimy im jakąś bułkę to przylecą do nas. – Magda uśmiechnęła się kładąc dłoń na swoim brzuchu, ale w jej oczach zebrały się łzy. Ojciec – przemknęło przez jej myśl, a lęk, że być może jej własne dziecko z jej winy będzie miłości ojca pozbawione ścisnął jej krtań. Otarła kroplę, która wytoczyła się spod powieki. Perspektywa przyszłości przerażała ją. Nie miała pojęcia jak zareaguje Piotr kiedy się dowie, że to nie jego dziecko, a jego rodzice? Jej rodzice? Jak ona miała to wszystko wytłumaczyć? Wstała. Idąc dalej zobaczyła szyld kancelarii prawniczej i niewiele myśląc weszła w oznaczone drzwi. Kamienica starego miasta, kancelaria prywatna, jasne pomieszczenie gabinetu z dużym oknem przysłoniętym roletami. Biurko, komputer, stylowe meble i pan w średnim wieku ze sporymi zakolami nad czołem. Wsunął na nos okulary i gestem wskazał swej klientce fotel (w subtelny sposób, a jednak całym sobą podkreślając, że on tu jest gospodarzem i to on tu

- [1] [2] [3] [4] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów