Świat Kevina cz.III
opowiadania >



ciągle pomrukiwał niepocieszony, że na jego powierzchni są takie straszne nudy.


Kevin a Kevin

Kevin rozumiał to już dobrze, ba! rozumiał to nawet przerażająco doskonale!- sens jego życia ulotnił się niemal zupełnie- na dnie naczynia przeznaczonego do tego celu walały się jeszcze jakieś niezidentyfikowane resztki- ni to ciecz, ni to gaz, ni to odpadki po obiedzie. Od kilku lat parował z niego wraz z kroplami potu, gdy grywał w tenisa ze swoim szefem (musiał się wiele napocić, aby jednak przegrać i przekonać szefa, że jest świetny), unosił się dymem z czupryny, gdy popił sobie nieco w 'Błękitnej Ostrydze' i musiał przypominać sobie w taksówce gdzie zamieszkuje na pobyt stały, wydalał go przy dokonywaniu czynności fizjologicznych i oddawał go w pocałunkach dla kobiet, z którego to grona miała się wykrystalizować 'ta jedna jedyna'. W znacznych ilościach sens życia ulatniał się w bolesnym dla zmysłów zetknięciu z głupotą, ale na to rady nie było- nie można było od tego wziąć urlopu i odizolować się na czas pełnej regeneracji i rekonwalescencji- trzeba było kupować bułki, serek wiejski, robić cotygodniowe zakupy, chodzić do fryzjera, załatwiać sprawy w urzędach, udzielać się towarzysko, podrywać małolaty na świeżo wymyślane teksty- trzeba było żyć i kolaborować z tą rzeczywistością. Kevin marniał w oczach, bladł i chudł- analogicznie do coraz mniejszych pokładów sensu życia, które były eksploatowane z niego niczym pokłady węgla w czasach zamierzchłego PRL-u. W końcu jednak nadszedł ten dzień- sensu życia zabrakło, klapa, koniec spektaklu, bo zabrakło antraktów w tej niewysmażonej sztuce nad wyraz indywidualnego życia. Kevin wziął z tego powodu trzytygodniowy urlop i postanowił ten czas wykorzystać na wyjaśnienie samemu sobie kilku rzeczy i postawienie sobie celów na przyszłość. Pytania, które dręczą nas w jakimś etapie naszego życia a potem odchodzą w zapomnienie bez odpowiedzi, lubią tak właśnie powrócić jak namolny domokrążca z wielką prośbą o ich wykupienie i konsumpcje z czarnej teczki tajemnicy. Aksjomat, że życie ma jednak niepodważalny sens wisiał dla Kevina już tylko na poluzowanym gwoździu zwanym słowem honoru- słowo honoru uległo jednak przewartościowaniu, to było już coś odległego i bardzo staroświeckiego- jak pojedynki rycerzy o rękawiczkę białogłowy czy zakaz seksu przed ślubem, i na czymś tak skorodowanym i wyjałowionym wisiał jego wyczerpany sens życia. Kevin poczuł potrzebę odnalezienia swoich korzeni- skąd pochodził, jakie jest jego przeznaczenie, kim był jego owiany nimbem wiecznej tajemnicy ojciec- egzystencjalizm powodował u niego korozję na małe radości- specjalna premia od szefa czy pucharek kawioru nie były już tym co dawniej. Kevin nie posiadał prawa jazdy, bo też nie potrzebował go w sposób niezbędny- poruszał się po mieście znakomicie zorganizowaną i punktualną komunikacją miejską (stało się tak od czasu, gdy miejskie linie autobusowo-tramwajowe przejęła niemiecka firma Brunner & Kloss), natomiast w przypadku dłuższych podróży korzystał z sieci kolejowej zarządzanej przez Francuzów, którzy to oddłużyli a następnie gruntownie zreorganizowali PKP, zwaną teraz 'francuskim łącznikiem'. W przypadku nocnych powrotów z 'Błękitnej Ostrygi' Kevin korzystał z taksówek, które pozostały w rękach polskich i które jak dawniej organizowały się mafie dworcowe i tzw 'podknajpiane' dla nadzianych yuppies, których było stać nawet na kilkakrotne przebicie w cenie. Kevin postanowił rozpocząć swój 'urlop poszukiwań zagubionego sensu' od podróży do rodziny na wieś- sama podróż odbyła się w niezwykle komfortowych i przyjemnych warunkach- w końcu było go stać na 'klasę extra', gdzie sam konduktor podawał Dom Perignon czy Jim Beam'a a po posiłku podawano kubańskie cygara, zwijane na udach młodych Kubanek. Wieś odprężała Kevina i dodawała mu nowych sił, tym razem jednak nawet 'spokojna polska wieś' nie była w stanie wykarmić narastającego głodu egzystencjalnego- wycieczka na prowincję szybko skończyła się 'niekończącą się imprezą przy butelce', gdyż polska wieś nadal była silnym ośrodkiem 'spożywania alkoholi czystych w dużych ilościach'. Kevin zaznał w tym okresie nowych doświadczeń w swoim życiu- tańczył na stole, wymiotował przez płot, biegał z kosą po lesie, dosiadał prosięta w chlewie, pił świeże jaja prosto od kur (oficjalnie dla poprawy głosu- nieoficjalnie na kaca). Po tygodniu Kevin rozumiał już doskonale, że dalszy pobyt na wsi doprowadzić go może tylko do marskości wątroby, ale nie do poznania sensu życia- myśl ta zakwitła w jego przeciążonej głowie wieczorem, pomimo tego, że była podlewana 'wodą ognistą' a nie odstaną kranówką. Kevin otrzeźwiał nieco, gdy jego kuzyn od strony matki- Julian zwany pieszczotliwie 'Grubaskiem' pojechał na rowerze z dopalaczem po wódkę i zapitkę do pobliskiego sklepu- wiedział, że 'wyjazd oficjalny' zajmie mu co najmniej parę dni (ludzie na wsi bywają niezwykle gościnni) i dlatego napisał na karteluszku kilka słów, dziękując za gościnę i wszystkie miłe rzeczy jakie go tu spotkały i, że dostał nagle ważną wiadomość i musi wracać do domu. Jak uradził, tak też uczynił i nie powstrzymywany przez nikogo- była to pora prac w polu- wymknął się z powrotem do miasta. Kilka dni z jego urlopu, który to miał pozwolić mu odpowiedzieć sobie na kilka ważnych pytań- minęło już, a wiedział tylko tyle, że ciągłe znieczulanie zmysłów i ucieczka od rzeczywistości do niczego nie prowadzą. O tym jak cenną rzeczą jest zdrowie, zgodnie z nauką fraszki Kochanowskiego, zdrowy dowie się dopiero, gdy je straci- i tak było w jego przypadku- kolejne dni spędził zmożony chorobą- lekiem było zsiadłe mleko i aspiryna w dużych ilościach. Tydzień urlopu minął jak z bata strzelił, a Kevin dalej był na początku swojej wewnętrznej misji- jednak początek nowego tygodnia przyniósł w końcu odmianę. Po odtruciu z toksyn, mózg Kevina zaczął ponownie pracować na dobrym Kevinowskim poziomie i wpadł on na pomysł- zacznie pisać, dużo pisać, o wszystkim, o życiu, o sobie, o świecie, prawdę o kobietach które miał, nieprawdę o kobietach które chciał mieć, romanse o kobietach których nie mógł mieć nigdy, bajki o kobietach które chciały jego, artykuły o piłce nożnej, eseje filozoficzne o lekkoatletyce, wspomnienia o matce, science-fiction o ojcu, ballady o wsi polskiej, opowiadania o podróżach i szersze opowiadania o podróżach, których nie odbył; wiersze o ludziach z naprzeciwka i o sikorkach, które siadały na jego oknie pod karmnikiem i czekały na umówioną słoninkę. Pisał namiętnie i pisał dużo, czasem wyłączając rozum- pisał sprzężoną i ukierunkowaną wiązką uczuć, jak sprzężonym powietrzem i tak jak sprzężonym powietrzem zachłystywał się
- [1] [2] [3] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów