Angels pub
opowiadania >



Biegł na przystanek co sił. Nie chciał stracić ani minuty… ani sekundy. Musiał zdążyć na tramwaj, który już nadjeżdżał.



****



Jerzy wszedł do pubu. Lekki dymek unosił się w półmroku pomieszczenia. To był chyba jedyny lokal w tej wielomilionowej metropolii, w którym wolno było palić. Usiadł przy barze na samym końcu. To było jego ulubione miejsce. Podwójna whisky z lodem pojawiła się przed nim natychmiast, podana przez piegowatą, rudawą i wiecznie uśmiechniętą barmankę. Cichutko grał jakiś magnetofon, lansując szkockie piosenki o pięknej Kayleigh i zakochanym w niej trefnisiu.


Odkrył ten pub zupełnie przypadkowo kilka tygodni temu. Czasem wracając do domu, skracał tędy drogę. Mimo, że dzielnica nie miała najlepszej renomy, to nigdy nie było tu żadnych incydentów.


Któregoś dnia wracał zamyślony i jego wzrok padł na zieloną tabliczkę, której wcześniej nigdy nie zauważył. Biały napis głosił „Angels Pub”. Szkocka, którą tu podawano była wyśmienita.


- Masz jakiś wielki problem – oznajmiła barmanka, której na imię było Katy – to widać.


- Mam i zaczyna mnie przerastać – odparł Jerzy, popijając łyczek bursztynowego płynu.


- Opowiedz mi – odparła barmanka i oparła się wyczekująco o bar.


- Widzisz – zaczął po woli i z ociąganiem - wszystko naprawdę zaczęło się jakiś rok temu. Do naszego konsorcjum przyszła nowa koordynatorka. Jak to się mówi, była surowa i była straszliwie zestresowana. Postanowiłem jej trochę pomóc. Pomagałem, choć często potrafiłem zganić w dość ostrych słowach.


Popił łyk szkockiej, zupełnie nieświadomy, że to już trzecia.


- Mimo wszystko, ona była bardzo wdzięczna i zawsze uśmiechnięta – kontynuował Jerzy.


- Nawet, gdy ogrom prac ją przygniatał, ten uśmiech nie znikał. Była małomówna i ciężko było o niej cokolwiek powiedzieć.


Tu przerwał i spojrzał na Katy.


- Wiesz jak zaczęto gadać w biurze?


Barmanka pokiwała przecząco głową.


- Mówiono, że playboy znów podrywa… a wyobraź sobie, że sam nigdy tak tego nie traktowałem, bo nie uważam siebie za atrakcyjnego faceta, a do tego jestem przecież żonaty. - - Po prostu jestem gościem na luzie i dobrze mi z tym. – tu uśmiechnął się nieznacznie.


- I tak naprawdę nic się nie działo. Nowa pracownica, stare zadania… aż do pewnego dnia.


Jerzy dokończył szklaneczkę, a Katy bez słowa podsunęła mu kolejną.


- Skarbie, która to już? – zapytał zaniepokojony Jerzy.


- Piąta i nie mów proszę do mnie „skarbie” – odpowiedziała z uśmiechem barmanka.


- Nie wiem, czy mam tyle kasy przy sobie – i zaczął grzebać w kieszeni.


- Płacisz, za dwie pierwsze. Reszta na koszt baru - uspokoił go głos zza baru.


***


Gdy siadał na swoim miejscu przy końcu baru, Katy podeszła i bez słowa postawiła double z lodem.


- Wczoraj przerwałeś w takim momencie, a ja nadal nie rozumiem twojego problemu.


Jerzy przyjrzał się przenikliwie barmance i zapytał:


- Naprawdę chcesz znać ciąg dalszy?


Barmanka przytaknęła energicznie.


- No więc, - zaczął powoli – to był taki dzień jak poprzednie. Lecz tego dnia ona użyła słowa „Serdecznie” zwracając się do mnie w zwykłej służbowej sprawie. Coś we mnie zaskoczyło i zacząłem jej się przyglądać. Tak jak facet przygląda się kobiecie.


- No dobrze, - przerwała mu Katy – a ty jako facet?


- Ja? Nigdy nie uważałem się na przykład za genialnego ojca, bo w wychowaniu syna często się zaniedbywałem. Niektórzy jednak uważają inaczej. I właściwie tylko syn trzyma nasze małżeństwo, bo ono już dawno okazało się klęską. Całym ciągiem błędnych wyborów… A jako facet… jestem chyba przeciętniakiem.


Dopił szklankę i popatrzył na Kate. Po chwili kontynuował:


- Z latami coraz bardziej było widoczne, że jest to jednostronna inwestycja, w której nie ja byłem inwestorem.


- Jednak starałem się być zawsze lojalnym mężem, choć przyznam się bez bicia, kilkakrotnie ta lojalność została mocno zachwiana... Przyznaję, że święty nie byłem. Raz się nawet bardzo zakochałem… ale tylko jednostronnie.


- I teraz, gdy po wielu latach takiego dziwnego małżeństwa zaczynałem się wygodnie układać w wygodnym kokonie samozadowolenia z monotonnej codzienności, stało się!


Rzucił banknot na bar i wychodząc rzucił na pożegnanie:


- Jutro powiem ci resztę.


Nie zauważył, że za barem nie było Kate. Stał tam jakiś facet w starym prochowcu. Taki nijaki i przyglądał się odchodzącemu Jerzemu.



Następnego wieczoru, Jerzy się zdziwił nie widząc Kate. Strasznie chciał jej dokończyć swoją historię. Na jej miejscu był jakiś dziwny, krótko ostrzyżony brunet w mocno znoszonym płaszczu. Jednak, gdy Jerzy tylko usiadł już czekała na niego podwójna 18-letnia z lodem.


Nie wytrzymał i chciał zapytać o Kate.


- Wszystko mi opowiedziała – odezwał się facet bez wyrazu – i powiedziała, że ciąg dalszy to już nie jej kompetencja. Dlatego tu jestem…


Jerzy nie do końca zrozumiał, ale poczuł do gościa sympatię.


- Bo widzisz – rozpoczął – ja musiałem ją wtedy pocałować. To było już silniejsze ode mnie.


Barman lekko pochylił się i tajemniczo szepnął:


– Wiem.


Jerzy kontynuował:


- Poszliśmy na taras i oddała mi ten pocałunek. Taki delikatny, bojaźliwy… jakbyśmy oboje bali się coś spłoszyć… to rodzące się uczucie?


Później to już samo zaczęło nabierać tępa. Zaczęliśmy się przed sobą otwierać i… w końcu zrozumiałem, że ona też. Że ona mnie pokochała. A ja… Ja jestem od niej starszy o 23 lata! Mógłbym być jej ojcem! Jednak mnie pokochała…


Tutaj przyjrzał się barmanowi i coś go uderzyło w jego widoku.


- Zaraz, co ty masz za plecami?


Barman spokojnie się wyprostował i powoli rozwinął ogromne szare skrzydła.


- O kurde, ty…


- Tak jestem aniołem i znam twoją historię bardzo dobrze, bo staram się zawsze być obok. Nazywam się Azael i jestem z tobą od twojego urodzenia…


Jerzy miał mętlik w głowie i tysiące pytań cisnęło mu się na usta. Jednak zadał tylko jedno:


- Dlaczego masz szare skrzydła? Zawsze anioły są pokazywane z białymi.


- Bo pracuję na ziemi. – odpowiedział anioł – białe skrzydła mają tylko te pracujące tam… - i wskazał palem w górę.


I nagle Jerzy, jednym tchem opowiedział wszystko. O rozwijającym się uczuciu, o rozterkach i kryzysach. O wspólnych spacerach i ukradkowych pocałunkach i uściskach… o wspólnej nocy w malutkim, przytulnym hoteliku. Nocy, której oboje bardzo chcieli, bardzo się lękali… która była spełnieniem ich marzeń.



-Jesteś szczerym człowiekiem. Nie chcesz nic wybielać ani upiększać. – Usłyszał nagle za plecami. – Do tego bardziej martwisz się o Nią niż o siebie.


Obejrzał się nagle i zobaczył innego anioła. Ten miał piękne skrzydła, które raz były białe a raz szare. Anioł miał inną twarz. Pokryta

- [1] [2] [3] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów