Front cz.1/2
opowiadania >



small;"> zamieszkanej przez ich przodków od czternastu wieków. W czasie tego przemarszu wielu z polskich żołnierzy dziwiło się – to tutaj żyją nie tylko Niemcy? Jaki mają podobny do polskiego język, można wiele zrozumieć…


Jednak wojna ma swoje prawa. Nie było wiele czasu do rozmów, rozkazy wyższych dowódców gnały polskie oddziały naprzód. Pułk przeciwpancerny Janka stanął wieczorem na nocleg w jednej z opuszczonych wiosek niedaleko Budziszyna. Zmęczeni żołnierze rozlokowali się w domostwach, zjedli posiłek, położyli się spać. Czas było odpocząć, rano czekał ich kolejny dzień w drodze na Drezno.


* * *


Wybuch, wybuch, wybuch! Potężne grzmoty i rozbłyski wyrwały przeciwpancerniaków z głębokiego snu. Alarm bojowy!


Gwałtownie zbudzony Janek zerwał się na równe nogi. W pośpiechu wzuł buty, nałożył hełm, chwycił broń i opuścił chatę wraz z innymi. Na dworze było już całkiem jasno. Doskoczyli do swoich armat pozostawionych przy poniemieckich okopach. Porucznik, dowódca ich baterii, już też dobiegł. Wyciągnął lornetkę i spojrzał przez nią. Była nawet niepotrzebna – wszyscy dojrzeli, jak z lasu, niecałe pół kilometra od wsi, wyjechało kilkanaście niemieckich czołgów. Tak blisko! Dali się zaskoczyć! Skąd tu czołgi, przecież hitlerowcy uciekają przed nimi!


Lufy niemieckich panter i tygrysów co chwila błyskały ogniem i prawie w tym samym momencie rozlegały się wokół nich grzmoty wybuchających armatnich pocisków odłamkowych. Usłyszeli krzyki pierwszych ranionych żołnierzy. Porucznik oderwał wzrok od lornetki i w pośpiechu zakomenderował:


Odwracać armaty! Ładuj przeciwpancernym! Odległość 400! Celuj… Ognia!


Z czterech armat prawie jednocześnie wytrysnęły pociski. Jedna z panter zaczęła skręcać, widocznie trafiona w gąsienicę. Pozostałe jednak dalej pluły ogniem. Są tak blisko, biją na wprost!


Ładuj przeciwpancernym! Bezpośrednim! Og…


Ogromny gejzer piachu i ogłuszający wybuch zagłuszył komendę. Janek w ostatnim przebłysku świadomości poczuł, jak potężna siła wyrzuca go w powietrze i…


Obywatelu kapralu! Obywatelu kapralu!


Otworzył oczy. Nad sobą zobaczył nachylone twarze trzech żołnierzy ze swojej baterii.


Auu! – Dopiero teraz, wraz z powrotem świadomości, poczuł potężny, pulsujący ból głowy. Jakby ktoś młotem kowalskim rytmicznie walił w jego czaszkę. Już całkiem przywrócony do życia, rękoma pomacał ostrożnie głowę. Nie miał na niej hełmu. Wyczuł dużego guza na skroni, ale nie było otwartej rany.


Obywatelu kapralu, żyje pan – odezwał się, ucieszony, jeden z kanonierów 3). – A już myśleliśmy…


poprzednia

- [1] [2] [3] [4] [5] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów