Łzy Anioła cz. II
opowiadania >



przeciw wszystkiemu. Stanęłam przed nim, popatrzyłam chwilę by zastanowić się co w nim drzemie. Patrzył w całkiem inną stronę jakbym była niewidzialna. Wzięłam głęboki oddech i uwierzyłam w siebie. Odgoniłam strach jak najdalej od myśli. Powiedziałam:- Rozumiem, że możesz mieć jakieś problemy rodzinne, ale to chyba nie jest powód by wyżywać się na wszystkich.- Wyrzuciłam słowa w niebezpieczną przestrzeń, ale zależało mi by popłynęła z nimi chęć niesienia pomocy. Słowa te miały zachęcić Marcina do zwierzeń, a co za tym idzie, odkryć w nim tę drugą osobę. Wiedziałam, że ona istnieje. Wiedziałam w głębi duszy. Gdy spojrzał na mnie znów zobaczyłam te wielkie iskry w jego oczach, które płonęły, a za chwilę gasły. Przestałam się ich jednak bać sama nie wiedziałam dlaczego. To było nadzwyczajne uczucie jakby wewnątrz mego ciała utworzyła się jakaś tarcza ochronna. Wiedziałam wtedy, że mogę, że potrafię zwalczyć zło dobrem, a nawet powinnam to zrobić. Mówiło mi to cały czas serce. Nagle gorejące płomienie w źrenicach jego jakby się wypaliły, zgasły. Wiedziałam już, że będzie wszystko dobrze. Odpowiedział tylko:- Ty nic nie rozumiesz...- To może mi to wyjaśnisz? - Usiadłam obok niego na zielonym dywanie z trawy i mchu stając się oparciem. Wyciągnęłam ku niemu pomocną dłoń.- Tyle krzywd ci wyrządziłem, a ty chcesz ze mną rozmawiać?- Oczywiście, chcę zrozumieć twoje zachowanie. Poza tym każdy powinien wybaczać, bez wybaczania świat zalałby się nienawiścią.- Odkąd mój ojciec umarł i odkąd ciebie poznałem zaczęło się coś dziać ze mną dziwnego.- Co takiego?- Sam tego nie rozumiem, ale... weźmiesz mnie za wariata.- Nie, mów. Obiecuję, że nic takiego nawet nie pomyślę. Proszę, powiedz mi.- To dziwne, gdy tylko zapada zmrok, coś we mnie wstępuje. Nie wiem co to, ale ja już wtedy nie panuję w ogóle nad sobą. Jakaś obca wielka siła pomiata moim ciałem i każe mi cie zniszczyć.- Co? - Zabrakło mi powietrza w płucach. Ogarnął mnie strach.- Wiem, jestem wariatem, ale naprawdę tak jest. Trzymaj się lepiej ode mnie z daleka. - Marcin zniknął szybko pozostawiając mnie w głębokim szoku, owianą niechcianymi myślami.Dowiedziałam się od Dagmary, że tegoż właśnie wieczora jest organizowana impreza klasowa. Nie miałam ochoty na nią iść. Moimi myślami ciągle miotał Marcin i jego słowa. Strach znów zaskoczył moje serce. Przyjaciółka długo mnie jednak namawiała. Pomyślałam sobie, że może gdy się oderwę od tego wszystkiego, pójdę się zabawić to zapomnę o wszystkim, odegnam lęk od siebie choć na chwilę. Zgodziłam się w ostateczności ku wielkiej radości Dagmary. Rodzice mi pozwolili na nią iść gdyż nigdy nie bywałam nocą poza domem. Poza tym mało ich obchodziło moje życie i to, co robię. Mieli dość własnych problemów. Czasami miałam wrażenie, że żałują tego, że zdecydowali się na dziecko, ale tak mi się tylko wydawało momentami. Przygotowując się na wielkie wyjście szukałam zgubionego kiedyś kolczyka. Zaczęłam przewracać wszystkie rzeczy w pokoju. W końcu nawet zaczęłam buszować we własnym łóżku wywracając całą pościel do góry nogami. W pośpiechu, gwałtownym ruchem chwyciłam poduszkę w rękę, a spod niej wypadł różaniec wprost na podłogę. Przypomniałam sobie o Bogu, tak często o nim zapominacie w codziennym życiu, a on wciąż was obserwuje w każdym momencie i z pewnością jest zawiedziony. Mi również przez chwilę było wstyd, że zapomniałam o nim, o chodzeniu do kościoła, odstawiłam go na boczny tor. Różaniec w świetle wpadającego przez okno słońca mienił się tysiącem barw, a przede wszystkim świecił się nadzieją, którą zawsze mi dawał. Był on z takich małych, szklanych koralików. Przypomniałam sobie, że odkąd otrzymałam go od babci nie mogłam się z nim rozstać. Wierzyłam, że on mnie uchroni od złego. Spałam mając go pod poduszką jak najdroższy amulet i nie zasypiałam bez modlitwy. Ona miała mnie chronić. Przed oczami stanęło mi całe moje życie, wszystkie wspomnienia, wszystkie łzy. Wzięłam do ręki różaniec i zaczęłam się modlić. Nie chciałam by Bóg się na mnie zawiódł, a ja go zawiodłam. Dobrze, że On jest miłosierny i wybacza wszystko, trzeba tylko żałować. Ja żałowałam. Klękłam przed obrazkiem z pierwszej komunii przedstawiającym Jezusa z wielkim gorejącym sercem. Już wiedziałam, że Pan mi wybaczy, Jego serce jest przecież pełne miłości i nie potrafi odtrącić nikogo. Szeptem powtarzałam patrząc się prosto w jego oczy: Wiesz, że cię kocham Paniechoć czasem sama zapominamchoć często myśli oplatam gęstą mgłąchoć słowa lekko rzucam w wiatr żalui tworzę drogę życia z własnych łez.Wiesz, że cię kochamchoć uczucie drzemie w martwym sercuchoć dusza czasami krzyczy coś innegochoć nie potrafię przekonać o tym sumieniai sama nie mogę w to uwierzyć.Wiesz, że cię kochamchoć dni przemijają nasiąknięte złemchoć pamięć obleka się okrucieństwemchoć gwiazdy ukrywają w blasku kłamstwai księżyc nawet świeci fałszywością.Wiesz, że cię kocham,wiesz, że ufam tobiei po cichu oddaję ci wszystko.Nie zapomnij nigdychoćby umarł światchoćby oczy me mówiły inaczejchoćby miłość przestała istnieć. Odtąd to była moja częsta modlitwa. Spisałam ją właśnie w takiej formie i drzemała odtąd w szufladzie. Znał ją tylko Bóg. Szeptałam ją myślami tylko ja. To była nasza rozmowa. Między moimi słowami usłyszałam z kuchni kolejną kłótnię moich rodziców. Nie zdziwiło mnie to zbytnio, to co dla innych wydawałoby się niepokojące, dla mnie stało się codziennością. Przyzwyczaiłam się do tego. Ze wszystkim można się stopniowo pogodzić. Z wolą Bożą także. Kiedy już sami nie wiecie co począć ze swoim życiem, często sami w ostateczności powierzacie je Panu. Wiecie w głębi ducha, że On będzie zawsze chciał dla was jak najlepiej. Ja również tak zrobiłam i przestałam się bać kolejnego dnia. Zaufałam Bogu. Zaniepokoiło mnie jednak trochę to, że mama nagle zdenerwowana, w pośpiechu wybiegła z domu bez słowa trzaskając drzwiami. Pomyślałam sobie wtedy, że pewnie ma jakieś swoje humory. Moi rodzice często tak mieli, zmieniali swoje zachowanie z minuty na minutę. Raz byli mili, spokojni, a za chwilę awanturowali się o nie wiadomo co. Nigdy nic bardziej mnie nie bolało niż to, gdy ojciec był dla mnie miły, rozmawiał ze mną spokojnie, zdobył moje zaufanie, a za chwilę krzyczał na mnie, że czegoś nie zrobiłam w tak okrutny sposób wyrywając z serca całe zaufanie, które tak trudno było mi zbudować. Coraz bardziej cierpiałam, bo to zdarzało się cały czas,
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
nektrus Linia koment
Dodany:2011-06-15 11:56:41, Ocena: 4.0
Za to że nie ma formatowania bo nie da się tego czytać !

Ocenił/a na: 2
nektrus Linia koment
Dodany:2011-06-15 13:02:56, Ocena: 4.0
Do tego jest ucięte na końcu !!!
Sallymy Linia koment
Dodany:2011-06-15 17:33:24, Ocena: 4.0
jak dla mnie opowiadanie jest dość ok

Ocenił/a na: 4
Pasia74 Linia koment
Dodany:2011-06-22 14:54:47, Ocena: 4.0
http://kwejk.pl/obrazek/173174/chi%C5%84ski,horoskop.html

Ocenił/a na: 6
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów