Moje miasto. Miasto kobiet.
opowiadania >



z Polski, być znaną i poważaną na świecie. Niestety, tego dnia moje marzenia rozsypały się niczym rzucona o ścianę porcelana. Przechodząc przez rynek zatrzymałam się na chwilę i z kieszeni kurtki wyciągnęłam suchy chleb, którym nakarmiłam gołębie. Robiłam wszystko by opóźnić powrót do domu.


Przechodziłam obok Wieży Ratuszowej. Około 1300 r. w zachodniej części Rynku wzniesiono piętrowy kamienny ratusz z wieżą. Wieża ta była jedną z najokazalszych w Polsce średniowiecznej, została zbudowana z wapienia i cegły. Gmach ratusza zburzono w 1820 r. Trzy elewacje był wyłożone płytami kamiennymi i ozdobione fryzem, wimpergami, maswerkami. Potem szłam ulicą Bracką, następnie Grodzką, która jest jedną z najstarszych ulic Krakowa i stanowi część Drogi Królewskiej, którą przejeżdżali władcy polscy udając się na Wawel. Skręciłam na ulicę Senacką – ulicę przy której stała nasza kamienica. Mieszkaliśmy tam od czterech pokoleń. W tym domu zmarła moja babcia. Wzięłam kilka głębokich wdechów, przygotowana na starcie z matką.



-Hanno, dajże spokój – powiedział ojciec przecierając rąbkiem koszuli okulary. – Niektóre w wieku Zofii mają już dwójkę lub trójkę dzieci.


-Kazik, ona jeszcze jest za młoda! – krzyknęła, gwałtownie wstając od stołu. Spojrzała na mnie zawiedzionym wzrokiem. - Co ze studiami? Co z twoimi marzeniami? Co z twoją przyszłością?


-Małżeństwo i naukę da się pogodzić, mamo – odparłam.


-Myślisz, że twojemu przyszłemu mężowi będzie to odpowiadało? Że ten komunista będzie łożył na ciebie, żebyś mogła zdobyć wykształcenie? – słowo „komunista” powiedziała z głęboką odrazą.


-Nie rozumiem o co ci chodzi! Nikt z piątki twoich dzieci nie ukończył studiów. Franek i Janek od dziesięciu lat mieszkają w Ameryce! A Kryśka…


-Właśnie o to mi chodzi, Zofio! Ty masz możliwości i predyspozycje, a je od tak zaprzepaszczasz! – Ojciec kręcąc z zrezygnowaniem głową włączył telewizor.


-Uważam po prostu, że rodzina jest ważniejsza od nauki. Sama zawsze mówiłaś, że chciałaś mieć dużą rodzinę by nigdy nie być samotną, tak jak po wojnie.


-Ale ja skończyłam studia zanim zaczęłam brać się za zakładanie rodziny!


-Dacie już spokój? Zagłuszacie transmisję! – krzyknął ojciec waląc pięścią w stół, ale ani ja, ani matka nie zwróciliśmy na niego najmniejszej uwagi.


- Jestem w ciąży! – wykrzyczałam w tej samej chwili, gdy dym w Stolicy Apostolskiej początkowo szary stał się biały. Tłum na placu wpadł w euforię: zaczął krzyczeć i klaskać.


- Ogłaszam wam wielką radość. Mamy papieża! Najdostojniejszego i czcigodnego księdza Karola świętego rzymskiego kościoła. Kardynała Wojtyłę.


Nasza trójka klęknęła, przeżegnała się i ze łzami w oczach słuchała słów papieża Polaka. Radowaliśmy się słysząc bijący dzwon Zygmunta, który obwieszczał mieszkańcom Krakowa, że wybrano głowę Kościoła.



III



-Coś dziwnego wisi w powietrzu mamo moja kochana. Coś słodkiego, coś nie gorzkiego. Coś już we mnie zbiera – śpiewałam wbiegając po schodach. Na moim serdecznym palcu lśnił zaręczynowy pierścionek. W pośpiechu otworzyłam drzwi. W przedpokoju było czuć świeży, lawendowy zapach.



Wyblakłe, czarno-białe zdjęcie Wandy z dziećmi zrobione nad morzem od ponad dziewięćdziesięciu lat stało na parapecie w pokoju, w którym umarła. W salonie półki regału uginały się od zakurzonych albumów z fotografiami mojej rodziny mieszkającej od pokoleń w kamienicy przy Senackiej.


W zielonym, poplamionym fotelu siedziała wygodnie moje mama Zofia i zaciekawionym wzrokiem lustrowała wnuka grającego na tablecie. Usta miał zacięte w wąską kreskę i co chwila marszczył krzaczaste brwi.


-Czy on ciągle musi grać?- zapytała mnie, kiedy weszłam do salonu . – Za moich czasów…


-Mamo, proszę cię…


-Babciu, żyjemy w wolnym kraju! – powiedział mój siostrzeniec nie odrywając oczu od urządzenia. –Odkąd złamałaś nogę stałaś się strasznie marudna.


-Janek! – skarciłam go. - Gotowy już jesteś? Wiesz, że rodzice nie lubią na ciebie czekać.


-No już, już – westchnął wstając i odłożył tablet na dębowy stolik.


-I za moich czasów do kościoła chodziło się elegancko ubranym, a nie w podziurawionych spodniach…


-Taka moda! – rzucił z przedpokoju.


Mama przewróciła teatralnie oczami, mrucząc coś pod nosem. Po chwili usłyszałyśmy trzask wyjściowych drzwi. Przejrzałam się w lustrze dokonując ostatnich poprawek makijażu i uśmiechnęłam się do matki. Była wysoką kobietą o gęstych, siwych włosach i błyszczących oczach, które sprawiały, że wyglądała na „bujającą w obłokach”.


Podeszłam do niej i pocałowałam ją w czubek głowy.


-Kocham cię – powiedziałam i podniosłam z blatu stołu palmę wielkanocną.


Dzwon Zygmunta zaczął bić wzywając wiernych na popołudniową mszę z okazji Niedzieli Palmowej.








- [1] [2] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów