Pocztówka
opowiadania >



ich tak wiele, że nikt ich nie liczy, zresztą wszystkie wyglądają podobnie, młode, ładne, długie włosy, najczęściej blond, zawsze roześmiane i w towarzystwie koleżanek. Opis pasował do Kamile, jej przyjaciółki oraz do tysiąca innych dziewczyn i młodych kobiet odwiedzających Zoppot. Pierwsze rozeznanie nie przyniosło właściwie żadnych efektów. Pozostawało liczyć na jutrzejsze spotkanie z rodzicami Kamile oraz portierem Heinrichem, który może dostrzegł coś interesującego w obydwu wczasowiczkach, przynajmniej na tyle by skojarzyć, że były one gośćmi Bahnhof’s Hotel i udzielić jakiś informacji.
Tymczasem znalazłem się w kropce. Mogłem co prawda pojechać do Danzig i zapytać na poczcie, czy ktoś pamięta jak dziewczyna podobna do Kamile wysyłała telegraf do Kollbergu, podejrzewałem jednak, że skutek byłby podobny jak z pocztą w Zoppot. Wizyta w oliwskim Tiergarten też nie była najlepszym pomysłem. Zbyt dużo twarzy i małe prawdopodobieństwo zdobycia jakichkolwiek informacji – były w ZOO i co z tego, same przecież o tym napisały w liście. Podobnie wycieczka do Gdingen i Adlerhorst mogła okazać się daremna, Kamile i Charlotte na pewno nie były jedynymi siedemnastolatkami mówiącymi po niemiecku jakie tam przebywały. Po raz kolejny pojawiało się też pytanie co informacja o pobycie w Gdingen mogłaby przynieść – była i co? I nic, skoro wróciła bez problemu i opuściła hotel 16 lipca. Naprawdę ważne było właśnie to co wydarzyło się tego dnia. Skoro obydwie dziewczyny opuściły hotel o 10. To dlaczego nie wróciły do Kollbergu jakimś wcześniejszym pociągiem? Dlaczego dopiero o 17 wysłano telegram o późniejszym przyjeździe, i co najważniejsze dlaczego nadano go z Danzig, a nie z Zoppot, gdzie obie dotychczas mieszkały? Pytania zdawały się mnożyć, a ja nie miałem pomysłu co dalej robić.
Wszedłem do hotelowej restauracji na łyk chłodnego piwa i jakiś lekki obiad. Gdy kelnerka przynosiła butelkę jasnego Artusa pokazałem jej zdjęcie Kamile pytając, czy może nie bywała tutaj, sama albo z koleżanką.
-Będzie prawie tydzień jak je widziałam, codziennie tu przychodziły, ta ze zdjęcia i druga. Na śniadanie przychodziły, raz tylko wieczorem przyszły – kolację zjadły trochę posiedziały i wyszły, później już ich nie widziałam.
Kolejna bezużyteczna informacja. Dziewczynki musiały przecież gdzieś jeść nic więc dziwnego, że wybrały miejsce położone najbliżej. Sam pewnie postąpiłby tak samo. Wypiłem piwo, zjadłem obiad i zapłaciłem rachunek zostawiając skromny napiwek dla kelnerki.


Freitag 24sten Juli
Punktualnie o 10 zjawiłem się przed hotelem Reichsadler. Secesyjna zadbana fasada nie wyróżniała się ani kolorem, ani wyglądem spośród sąsiednich budynków. Gdyby nie znajdujący się nad wejściem napis z nazwą można by pomyśleć, że wchodzi się do kolejnej kamienicy.
Nie widząc nigdzie odźwiernego otworzyłem przeszklone drewniane drzwi i ruszyłem korytarzem wyłożonym czerwonym dywanem kierując się w stronę znajdującej się kilka metrów na lewo od wejścia recepcji. Za solidną drewnianą ladą stał ubrany w elegancki garnitur mężczyzna lat około trzydziestu z wykrochmalona białą koszulą zapiętą pod samą szyję.
-Serdecznie witamy w Hotelu Reichsadler, czym możemy służyć?
-Witam, nazywam się Gregor Steppe. Jestem umówiony z Irene Landmann i jej mężem.
-Oczywiście. Państwo Landmann już czekają. Znajdzie ich Pan w restauracji, proszę zaczekać boy zaraz Pana zaprowadzi.
-Dziękuję, ale znam drogę.
-Jak Pan sobie życzy – odparł recepcjonista przytakując z uśmiechem.
Restauracja nie była daleko. Właściwie wystarczyło się odwrócić by zobaczyć znajdujący się kilka metrów po lewej stronie, na końcu hallu napis „Restaurant”. Nie czekając, skierowałem się w tamtą stronę i wszedłem do środka. Wewnątrz było niemal pusto, z kilkunastu stolików tylko trzy były zajęte, przy dwóch siedziały pojedyncze osoby, przy jednym kilku osobowa rodzina. Szybko odnalazłem wzrokiem Irene Landmann i ruszyłem w jej kierunku, siedziała sama, jednak na stole leżały dwa nakrycia.
-Witam Frau Landmann – powiedziałem zatrzymując się przed jej stolikiem.
-Witam detektywie, Henrik zaraz przyjdzie.
-Oczywiście – odparłem dosiadając się – mam nadzieję, że przekazała Pani szanownemu małżonkowi moje warunki?
-Naturalnie, ale oto i on – powiedziała wskazując na powoli zbliżającego się mężczyznę w szarej prążkowanej marynarce. Wstałem i wyciągając dłoń przedstawiłem się:
-Dzień dobry, Herr Landmann, nazywam się Gregor Steppe..
-Witam panie Steppe, proszę usiąść – powiedział zajmując samemu miejsce naprzeciw Frau Landmann. Żona zapoznała mnie z wysokością pańskiego honorarium. Szczerzę mówiąc muszę przyznać, że nie są to małe pieniądze, ale gdy chodzi o rodzinę cena nie powinna być przeszkodą. Martwi mnie tylko pańska osoba.
-Moja osoba? – zapytałem nie do końca rozumiejąc o co chodzi.
-Proszę mi powiedzieć, od jak dawna jest Pan detektywem i mieszka we FreiStadt?
Uśmiechnąłem się krzywo – a więc o to im chodziło – pomyślałem.
-Niech zgadnę zdziwiła Pana niska, w porównaniu do konkurencji cena i postanowił Pan sprawdzić, czy przez przypadek nie jestem jakimś oszustem, chcącym wyłudzić pieniądze w zamian za przedłużenie nadziei na odnalezienie córki? Proszę nie odpowiadać, jak najbardziej rozumiem pańskie zachowanie. Gdyby chodziło o moje dziecko też chciałbym mieć pewność, że detektyw dołoży wszelkich starań, żeby je odnaleźć. Co zaś do pytania to w Mieście bawię od stycznia tego roku, a detektywem jestem od jakiś dwóch lat.
-Skoro jest pan profesjonalistą, to dlaczego zażądał Pan o połowę mniej niż inni?
-To już moja sprawa, powiedzmy, że uważam tę sprawę za ciekawą, czy taka odpowiedź Pana satysfakcjonuje, czy też mam zwrócić zaliczkę a następnie podamy sobie ręce i pożegnamy się?
Może zareagowałem nieco nerwowo, ale nie miałem ochoty tłumaczyć kolejnym klientom, że będąc nowym detektywem w Mieście nie zdążyłem jeszcze wyrobić sobie renomy oraz, że obniżenie ceny to najlepsza zachęta. Klienci myśleli „tani znaczy kiepski”, ale często tylko na takiego detektywa było ich stać. Pamiętałem to doskonale. Inne miasto, nieco inne czasy, ale mentalność ta sama.
Henrik Landmann najwyraźniej wziął moje słowa na poważnie bo szybko zrezygnował z dalszych pytań, zamiast tego przepraszający głosem powiedział:
-Proszę się nie denerwować. Już dawno podjęliśmy z żoną decyzję o zatrudnieniu Pana.
-A pytanie? Opinia konkurencji?
-Jak sam Pan powiedział chodziło o nabranie pewności, ale przechodząc do meritum. Ze słów żony zrozumiałem, że chciał Pan z nami porozmawiać i zadać kilka pytań?
-Tak, po pierwsze chciałbym otrzymać parę zdjęć, fotografię państwa córki już mam, ale zdjęcie drugiej dziewczynki również byłoby pomocne, tak samo jak adres jej rodziców oraz rodziców tej trzeciej, która miała jechać, ale zachorowała.
Frau Landmann wyjęła z torebki kartkę papieru, notatnik

Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
xOxIvyxOx Linia koment
Dodany:2015-03-06 13:47:55, Ocena: 3.0
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów