Pocztówka
opowiadania >



i zaczęła przepisywać potrzebne informacje. Po chwili wręczyła mi zapisany świstek papieru oraz zdjęcie Charlotte.
-Czy od momentu wyjazdu kontaktowali się państwo z innymi rodzicami?
-Codziennie rozmawiam z mamą Charlotte, jednak ani ona, ani jej mąż nic nie znaleźli - obydwie dziewczynki zniknęły i nie dają znaku życia. Policja uspokaja nas mówiąc, że robi wszystko co w ich mocy, żeby je odnaleźć, ale jeszcze nie natrafili na ich ślad...
Zapytałem jeszcze o parę szczegółów, ale Frau i Herr Landmann nie dopatrzyli się dziwnych zachowań u córki, z ich słów wynikało, że Kamile nie miała „sympatii”, sami zaś nie posiadali wrogów i nie byli bogaci. Kończąc rozmowę poprosiłem o ich wspólną fotografię, najlepiej z córką. Nieco zaskoczeni prośbą, po chwili wręczyli mi błyszczące zdjęcie:
-To nasze ostatnie zdjęcie, zrobiono je dwa dni przed wyjazdem.
Podziękowałem, pożegnałem się i wyszedłem z hotelu. Miałem przed sobą sporo pracy. Najpierw jednak korzystając z bliskości dworca kolejowego zakupiłem bilet i pojechałem do Zoppot, gdzie miałem nadzieję spotkać Heinricha, który, chociaż sam w to wątpiłem, może zapamiętał Kamile i Charlotte. Jak się okazało moje wątpliwości były bezpodstawne. Recepcjonista po pokazaniu mu fotografii od razu rozpoznał obydwie dziewczyny:
-Pamiętam, przyjechały dwa tygodnie temu, zajęły pokój i jakoś tak przed dwudziestą wychodziły. Obydwie wystrojone jak na jakieś tańce.
-Wychodziły same, czy może ktoś na nie czekał, albo szedł za nimi? – zapytałem.
-Czy ktoś szedł nie wiem, za dużo ludzi, chociaż – Heinrich zawahał się na moment - tak właściwie, to w hallu zagadała do nich dwójka młodych mężczyzn i chyba nawet razem wychodzili. Nie jestem pewien. To było dwa tygodnie temu i gdyby nie to, że ta blondynka była naprawdę ładna, no sam pan wie, to chyba nawet bym nie zwrócił na nie uwagi.
-Rozumiem. Może widział Pan ich tutaj wcześniej, albo później?
-Nie wiem, raczej nie, a przynajmniej nie przypominam sobie, żeby w ostatnim czasie byli gośćmi naszego hotelu.
-Mam jeszcze jedno pytanie. Czy kiedy obie dziewczyny wymeldowywały się ci mężczyźni również byli w pobliżu?
-Przykro mi, ale na prawdę nie pamiętam. Dziewczyny zostawiły klucze, uregulowały rachunek i wyszły, tak po prostu zwyczajnie opuściły nasz hotel. Chyba nikt ich nie odbierał i nikt im nie towarzyszył, to wszystko co wiem detektywie.
Podziękowałem za informację i zostawiając dziesięć guldenów poszedłem do hotelowej restauracji. Wiedziałem już, że Kamile była tutaj, postanowiłem ponownie pokazać zdjęcie i zapytać o dwóch mężczyzn, którzy mogli towarzyszyć jej i Charlotte. Kelnerka, ta sama co ostatnio, nie pamiętała jednak żadnych mężczyzn, jedynie dwie niepełnoletnie dziewczyny:
-To było w piątek, sobotę, niedzielę?
-W weekend nie, to był wtorek lub środa. W piątek wieczorem na sali była Hilda. Jak Pan chce mogę ją poprosić.
-O ile to nie kłopot, chciałbym z nią zamienić kilka słów.
Po kilkunastu minutach i kilkudziesięciu guldenach wydanych na obiad i informację dowiedziałem się dwóch rzeczy. Po pierwsze, Zoppot jest zbyt drogi dla osób chcących codziennie jadać w restauracjach, albo ja po prostu byłem na to zbyt biedny, po drugie - i chyba nawet ważniejsze - przez trzy pierwsze dni obydwie dziewczyny wieczorami przychodziły do restauracji w towarzystwie dwóch mężczyzn. Zawsze tych samych, chyba nawet w podobnym wieku co one, z tego co powiedziała Hilda, cała czwórka wyglądała na dobrych znajomych. Do restauracji razem przychodzili i razem z niej wychodzili. Nasuwało to pewne skojarzenia, nie należało jednak niczego zakładać z góry, taką maksymę przekazano nam na przyśpieszonym kursie dla detektywów amatorów.
-Pamiętajcie, każda nawet najmniejsza poszlaka może mieć znaczenie, to że znaleźliście zakrwawiony nóż przy trupie nie oznacza, że to on był narzędziem zbrodni. Równie dobrze mogła nim być wisząca w szopie zakurzona siekiera, którą ktoś nagle wyczyścił, albo spoczywający w zardzewiałej pochwie miecz przodka. To, że jakiś fakt zdaję się na coś lub kogoś bezpośrednio wskazywać nie oznacza, że tak jest. Nam detektywom nie wolno niczego zakładać z góry. My nie mamy znaleźć sprawcy, mimo iż tego właśnie oczekuje od nas klient, dobry detektyw stara się wyjaśnić sprawę, znaleźć odpowiedź na pytanie „dlaczego?” a nie „kto?”. Szukanie sprawcy to droga na skróty, podążając nią dopasowujemy dowody do teorii, a powinniśmy robić na odwrót. Najpierw trzeba zebrać możliwie najwięcej informacji, a następnie na ich podstawie wysnuć własną teorię.
Postanowiłem w pełni zastosować się do rady mojego nauczyciela i zakupiłem bilet do Kollbergu. Trasa, zwłaszcza latem byłą dość oblegana, udało mi się jednak znaleźć wolne miejsce w wagonie wspólnym. Niedługo po odjeździe z dworca w Zoppot zjawili się celnicy, w towarzystwie strażników granicznych, jak zwykle sprawdzający czy pasażerowie nie wywożą z FreiStadt cennych dóbr kultury, waluty, kilkunastu butelek Goldwassera itd. Po odejściu celników nie mając specjalnie ochoty na rozmowę z współpodróżnymi wyjąłem najnowsze wydanie Neueste Nachrichten i zacząłem czytać. Najwięcej wiadomości dotyczyło zbliżających się igrzysk olimpijskich w Berlinie. Pisano również o załogach żeglarskich z FreiStadt startujących w regatach przedolimpijskich na trasie z Zoppot do Köln. „Nic ciekawego” – pomyślałem przerzucając kolejną stronę i odkładając na moment gazetę wyjrzałem przez okno. Jeszcze byliśmy w Polsce, na pewno minęliśmy Neustadt i chyba zbliżaliśmy się do Stolpu lub Lambergu. Powróciłem do lektury przelatując wzrokiem po nagłówkach artykułów, gdy w bocznej kolumnie zobaczyłem krótką notatkę: „We wtorek 21 lipca w późnych godzinach wieczornych zaginęła mieszkanka Marienburga Annete Stahm lat 16 przebywająca we FreiStadt na wakacjach wraz z rodziną. Zaginiona miała na sobie ciemnoniebieski płaszcz, białą koszulę i żółtą sukienkę. Włosy jasne, oczy niebiesko-szare...”.
Kolejna młoda dziewczyna zaginęła, było to co najmniej zastanawiające, ale chyba nie miało związku. Rozpoczynając swoją pracę jako detektyw we FreiStadt zacząłem od przejrzenia gazet z poprzedniego roku, szukałem informacji o kradzieżach, rabunkach, zabójstwach i oczywiście innych detektywach. Wertując zeszłoroczne dzienniki wielokrotnie napotykałem przestępstwa, które zdawało się coś łączyć, tu nastąpiła kradzież klejnotów rodowych i tu nastąpiła kradzież klejnotów, obydwa przestępstwa były dokonane nocą, złodziej działał w pojedynkę, a właściciel był ubezpieczony. Tylko w pierwszym przypadku to były mąż włamał się, chcąc zdobyć w ten sposób pieniądze na spłatę długów hazardowych, a w drugim to sam właściciel upozorował kradzież licząc na odszkodowanie.
Po raz kolejny powtórzyłem sobie w myślach żeby dostosowywać teorię do dowodów, a nie dowody do teorii i przewróciłem stronę zaczynając kolejny
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
xOxIvyxOx Linia koment
Dodany:2015-03-06 13:47:55, Ocena: 3.0
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów