Pocztówka
opowiadania >



artykuł.
****
Kwadrans po 17 pociąg zatrzymał się w Kollbergu. Opuszczając wagon skierowałem się do dworcowego kiosku i zaopatrzyłem się w Kolberger Zeitung oraz plan miasta.
Kollberg jak na nadbałtycki kurort przystało powitał mnie morską bryzą i zapachem soli. Było ciepło, ale nie upalnie. Zaopatrzony w mapę oraz notes z zapisanymi adresami spacerowałem ulicami uzdrowiska szukając Fischerstrasse 15.
Na szczęście nie było to trudne zadanie, miasto było małe, na domach wisiały numery, a na skrzyżowaniach nazwy dróg.
W ciągu dwudziestu, dwudziestu pięciu minut od momentu opuszczenia dworca stanąłem przed prostą dwupiętrową kamienicą oznaczoną numerem 15. Zgodnie z informacją otrzymaną od Frau Landmann w tym budynku mieszkała Martha Zimmerling, szkolna koleżanka Charlotte i Kamile. Wszedłem do środka i pewnym krokiem skierowałem się na drugie piętro. Po chwili dotarłem na miejsce i zapukałem w pomalowane ciemnobrązową emalią drzwi z żelazną tabliczką, na której znajdował się napis ZIMMERLING. Niemal natychmiast drzwi otworzyła mała dziewczynka, najwyżej sześcioletnia i jeszcze lekko piskliwym głosikiem powiedziała:
-Dzień dobry.
-Dzień dobry, zastałem może rodziców, albo twoją starszą siostrę Marthe? – zapytałem, ale dziewczynka zamiast odpowiedzieć zostawiła otwarte drzwi i uciekła do środka krzycząc – Martha, Martha, jakiś stary pan do ciebie.
Minęła kolejna chwila i w wejściu pojawiła się kolejna twarz, tym razem znacznie starsza. Widocznie przyzwyczajona do otwierania drzwi przez dziewczynkę zanim spojrzała w moją stronę machinalnie powiedziała:
-Proszę wybaczyć mojej córce, jest jeszcze mała i nie wie jak się zachować, jak tylko słyszy dzwonek natychmiast biegnie i ... – przerwała. Na pewno to nie mnie spodziewała się zobaczyć, mimo wszystko dokończyła poprzednie zdanie – otwiera drzwi. Przepraszam, ale kim pan jest? Nie wygląda pan na nauczyciela, ojcem koleżanek Marthy chyba pan też nie jest?
-Natürlich, Frau Zimmerling. Nazywam się Gregor Steppe i jestem detektywem, i o ile nie jest to problem chciałbym pomówić ze starszą z Pani córek Marthą.
-Detektywem? Rozmawiać z Marthą? – powtórzyła za mną dodając na końcu znak zapytania – Chyba nie chodzi o zaginięcie Kamile i Charlotte?
Nie musiałem odpowiadać, Frau Zimmerling tylko rozejrzała się po korytarzu i zaprosiła mnie do środka.
-Martha jest w kuchni, proszę jej nie męczyć, to były jej najlepsze przyjaciółki.
-Rozumiem, postaram się zbytnio nie naciskać – powiedziałem i poszedłem za kobietą krótkim korytarzem do małej kuchni, w której siedziała siedemnastoletnia brunetka o średniej długości prostych włosach oraz mała dziewczynka – miłośniczka otwierania drzwi. Matka zawołała młodszą córkę do siebie i przedstawiła mnie Marthie.
-Detektyw? – Zapytała patrząc na mnie – Strata pieniędzy.
-Skąd wiesz młoda damo, może pracuję za darmo?
-Nikt nie pracuje za darmo, a już na pewno nie detektyw, ale jak już pan pofatygował się z FreiStadt to śmiało proszę pytać.
Już otwierałem usta, żeby zapytać jak się domyśliła skąd przyjechałem... ale czy rzeczywiście było to trudne. To właśnie we FreiStadt zaginęły obie dziewczynki i to tam pojechała Frau Landmann, a wkrótce po niej jej mąż łatwo się domyślić, że chcieli dowiedzieć się jak przebiega śledztwo, a zapewne także wynająć kogoś do odszukania zaginionej córki. Cóż dziewczyna była bystra i umiała kojarzyć fakty.
-Kiedy...-rozpocząłem pierwsze z serii tradycyjnych pytań, ale Martha była szybsza
-W czwartek 9 lipca wieczorem, Kamile i Charlotte przyszły pożegnać się ze mną, wyszły przed dziesiątą wieczorem.
-Czy...-drugiego pytania też nie zdążyłem rozpocząć, a już usłyszałem odpowiedź.
-Nie, wydawały się szczęśliwe i nie planowały ucieczki, obydwie miały dobre stosunki z rodzicami.
Uśmiechnąłem się pod nosem. Te same pytania, dokładnie w takiej samej kolejności zadawali jej policjanci, rodzice, a kto wie, może i inni detektywi. Było jednak jedno pytanie, którego Martha się nie spodziewał.
-Długo byłaś chora i kiedy ustaliłyście, że to akurat ty zachorujesz?
Dziewczyna osłupiała, miałem rację wszyscy pytali według wzoru i zadowalali się ogólnymi odpowiedziami.
Powtórzyłem pytanie:
-Skąd pan wie? – wykrzyknęła Martha
Zaalarmowana głośniejszym tonem matka niemal natychmiast przybiegła do kuchni:
-Miał pan zadać tylko kilka pytań, czy wyobraża pan sobie co ona teraz przeżywa?
-Mamo, już dobrze, nic się nie stało...
-Ależ stało się – powiedziała do córki – a pan detektywie – dodała zwracając się do mnie – niech w tej chwili opuści mój dom.
Nie oponując skierowałem się w stronę wyjścia mówiąc:
-Do widzenia, gdyby jednak zmieniły Panie zdanie, do jutra do godziny 13 będę w Hotelu Strandschloss – po czym dodałem patrząc na starszą córkę - Kto wie może pozostałe dwie rodziny będą bardziej rozmowne.
Nie myliłem się, groźba podzielenia się informacją dotyczącą rzekomej choroby Marthy podziałała. Tuż po wieczornej toalecie gdy już miałem zamiar położyć się do łóżka ktoś zapukał do drzwi. Narzuciłem na siebie szlafrok i otworzyłem. Za drzwiami stał boy hotelowy z kopertą:
-Wiadomość dla pana, Herr Steppe.
Otworzyłem kopertę, nie była zaklejona, a w jej środku znajdowała się kartką papieru w kratkę z kilkoma pośpiesznie zapisanymi słowami:
„Jutro o wschodzie słońca na molo”
Nie było podpisu, ale nie było on potrzebny, charakter pisma wyraźnie wskazywał na kobietę, a tylko dwie osoby wiedziały w jakim hotelu się zatrzymałem.
-Czy szanowny pan życzy sobie odpowiedzieć na wiadomość?
–Nie, dziękuję – odparłem zamykając drzwi boyowi tuż przed nosem.


Samstag 25sten Juli
Wstałem prawie godzinę przed świtem by móc w spokoju przygotować się do zbliżającego się spotkania. W głowie miałem przygotowane pytania, a gdyby coś poszło nie tak do płaszcza włożyłem drobne zabezpieczenie. Wyjrzałem za okno, było szaro i mgliście, właściwie to poprzez opary szarej mgły niewiele było widać. Idealna pogoda na tego typu spotkanie.
Martha weszła na molo wraz z pierwszym brzaskiem, zanim zdołałem ją zobaczyć poprzez kłęby mgły usłyszałem jej kroki i ciche wołanie:
-Herr Steppe! Detektywie!
-Tu jestem – odparłem wstając z ławki na której siedziałem, i ruszyłem w kierunku wejścia na molo, ale zamiast, jak się spodziewałem, jednej osoby zobaczyłem przed sobą trzy – Obok Marthy stało dwóch młodych mężczyzn. Odruchowo włożyłem rękę do wewnętrznej kieszeni marynarki w której trzymałem pistolet - Waltera PP.
-Spodziewałem się, że będziemy mogli w samotności dokończyć wczorajszą rozmowę – powiedziałem nie spuszczając oczu z towarzyszy gimnazjalistki.
-To właśnie o nich mieliśmy porozmawiać. Arthur i Stephan – powiedziała Martha najpierw wskazując na wysokiego blondyna, a następnie na niższego, ale bardziej masywnego szatyna – wyjechali 10 lipca

Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
xOxIvyxOx Linia koment
Dodany:2015-03-06 13:47:55, Ocena: 3.0
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów