Pocztówka
opowiadania >



razem z Kamile i Charoltte do Freistadt....
-Pojechaliśmy tym samym pociągiem – zaczął blondyn.
-A w Zoppot mieszkaliśmy niedaleko siebie. Kamile i Charlotte zatrzymały się w „Bahnhof’s Hotel”, a my w Hotelu „Continental” na SeeStrasse – dodał szatyn.
-Rodzice nic nie podejrzewali? – zapytałem.
-A co mieli podejrzewać? Dwie niemal dorosłe gimnazjalistki, pilne uczennice, pojechały razem na wycieczkę – odparła Martha
Rzeczywiście, rodzice wielu rzeczy zdają się nie dostrzegać, a jak już je zauważają z reguły jest już za późno. Nie o rodziców jednak tu chodziło, oni mogli nic nie wiedzieć sympatiach swoich córek, ważniejsi byli Arthur i Stephan, którzy stali przede mną, podczas gdy ich dziewczyny zaginęły.
-Pojechaliście razem, ale wracacie osobno, taki był plan?
-Nie – zaczął Arthur – plan był inny...
W zasadzie mogłem się tego spodziewać. Do poniedziałku 13 lipca wszystko zdawało się być w jak najlepszym porządku. Wspólne spacery, rozmowy, trzymanie się za ręce. To jednak nie wystarczało Stephanowi i Arthurowi. Liczyli oni, że wycieczka przyniesie im coś więcej niż parę buziaków. Kamile i Charlotte nie były jednak gotowe. Jak zwykle w takich sytuacjach doszło do gwałtownej wymiany zdań i cała sielankowa atmosfera prysła jak bańka mydlana. Następnego dnia rano, kiedy ponownie się zobaczyli wybuchła kolejna kłótnia i obaj mężczyźni uznali, że dłuższy pobyt we FreiStadt nie ma sensu. Wrócili popołudniowym pociągiem.
-Ostatni raz widzieliśmy je we wtorek około godziny 15, na dworcu w Zoppot. Odprowadziły nas na pociąg, uściskały i życzyły przyjemnej podróży. Chcąc uniknąć pytań ze strony rodziców o powód wcześniejszego powrotu Charlotte i Kamile miały wrócić w piątek.
-Czy od tamtej pory dostaliście od nich jakąś wiadomość - list, telefon, telegram, cokolwiek?
-Stephan dostał kartkę od Charlotte – odpowiedział blondyn.
-Zwykła pocztówka z molem, kilka słów i podpis – dodał szatyn wręczając mi kartkę.
Wiadomość wysłano w środę 15 lipca i rzeczywiście była bardzo krótka:
Pozdrowienia znad słonecznego Bałtyku
Charlotte
Kolejny element układanki, który nie przybliżał mnie do rozwiązania zagadki. Wysłanie wiadomości w środę oznaczało tylko tyle, że obie dziewczyny wtedy żyły, co i tak wiedziałem – potwierdzał to zapis w księdze hotelowej. Oddałem pocztówkę Stephanowi mając nadzieję, że dowiem się czegoś więcej, niestety nie wiedzieli nic więcej. Pożegnałem się i wróciłem do hotelu.
Najbliższy pociąg do FreiStadt miałem dopiero za pięć godzin, a przed powrotem chciałem jeszcze coś sprawdzić. Dotychczas opierałem się jedynie na informacjach otrzymanych od matki Kamile, nie było w tym nic dziwnego, w końcu to ona zleciła mi tą sprawę. Zaginęły jednak dwie dziewczyny. Byłem niezmiernie ciekaw cóż takiego powie mi Frau Brock.
Wracając pociągiem z Kollbergu patrzyłem przez okno na szybko zmieniający się krajobraz. Widok nie był zbytnio zróżnicowany, z uwagi na ukształtowanie terenu jak okiem sięgnąć rozciągały się pola na których kołysały się kłosy zboża. Jedynie sporadycznie można było dostrzec większe fragmenty lasów lub zielone plamy łąk, na których suszyło się siano, albo pasły krowy. Zwyczajny, charakterystyczny dla środkowego Pomorza widok, na który niemal nie zwracałem uwagi. Zastanawiałem się nad informacjami, jakie przekazali mi Agatha, Stephan i Arthur oraz rodzice, a konkretnie matka Charlotte.
*****
Na dworzec w Langfuhrze przyjechałem chwilę przed 18. Byłem zmęczony. Długa podróż i wczesna pobudka dawały o sobie znać, ale zamiast skręcić w Kastanienweg kierując się do swojego mieszkania, po wyjściu z dworca ruszyłem Bahnhofs- i SchlegeterStrasse. Następnie przeszedłem kilka przecznic wzdłuż Adolf HitlerStrasse zatrzymując się na skrzyżowaniu z Am Johannisberg. Czekała mnie jeszcze krótka wspinaczka. Spojrzałem na rysujące się powyżej zabudowania i ruszyłem w ich kierunku.
Przed powrotem do siebie chciałem odwiedzić przyjaciela, a zarazem jedną z pierwszych poznanych we FreiStadt osób – Fridricha Schwartza. Emerytowanego dyrektora biblioteki miejskiej, a prywatnie pasjonata historii miasta i jego okolic.
Po krótkiej podróży znalazłem się przed ciemnobrązowymi drzwiami domu przy Am Johannisberg 14. Zapukałem. Nikt nie odpowiedział, ale przez małe szybki obok drzwi sączyło się lekkie pomarańczowo-żółte światło, wyraźnie było też słychać Edith Piaf śpiewającą, że niczego nie żałuje oraz charakterystyczny dźwięk uderzanych klawiszy. Profesorek zapewne pisał. Zapukałem ponownie, tym razem głośniej. Stukot maszyny umilkł i w środku rozległy się kroki. Po chwili drzwi się otworzyły i stanął w nich mężczyzna około pięćdziesiątki.
-Było otwarte, mogłeś wejść.
-Kulturalniej było najpierw zapukać – powiedziałem wchodząc do środka i zamykając drzwi, po czym dodałem – mam nadzieję, że nie przeszkadzam.
-Niezbyt – odparł Friedrich – próbowałem coś napisać, ale to może poczekać. Podejrzewam jednak, że nie przyszedłeś dyskutować o literaturze.
-Literaturze? Nie. Chociaż podejrzewam, że mogłeś coś o tym przeczytać.
-Zapraszam, rozgość się, a ja tymczasem przyniosę coś do picia.
Skorzystałem z zaproszenia i przeszedłem do małego saloniku. Na stole stała maszyna, w której tkwiła zapisana do połowy kartka papieru. Dookoła piętrzyły się bezładne stosy książek i zapisanych zeszytów. Znalazłem sobie wolne krzesło i usiadłem czekając na Friedricha. Wątpiłem czy będzie w stanie mi pomóc, ale musiałem spróbować.
-Zazwyczaj nie jesteś skłonny do rozmów o swojej pracy – powiedział pojawiając się w pokoju z butelką gdańskiej jałowcówki i dwoma kieliszkami.
-Zazwyczaj nie, ale utknąłem w martwym punkcie i potrzebuje świeżego spojrzenia – odparłem i dostawiłem krzesło do częściowo już uprzątniętego stołu.
Profesorek nalał Machandel do kieliszków.
-Mam nadzieję, że nie gniewasz się o brak śliwek i wykałaczek, właściwie to nigdy się nie nauczyłem jak należy to pić.
-To całkiem proste, bierzesz śliwkę, nabijasz na wykałaczkę, maczasz w kieliszku z alkoholem i.. – przerwałem a następnie podniosłem i wypiłem swój kieliszek, Machandel jak zwykle był okropny. Profesorek szybko poszedł w moje ślady, po czym zapytał:
-I co dalej po zanurzeniu śliwki?
-Dowiesz się jak kupisz wykałaczki, no i rzecz jasna śliwki. Nie wpadłem jednak rozmawiać o alkoholu. Ostatnio zgłosiła się do mnie pewna kobieta, chciała, żebym odnalazł jej zaginioną córkę. Niby zwyczajna sprawa, zniknięcie dziecka, jednak przeglądając wczoraj Neueste Nachrichten natknąłem się na wzmiankę, o kolejnym takim przypadku.
-Pamiętam, w gazetach ostatnio pisali o kilku zaginionych dziewczynach, ale co ja mam z tym wspólnego – zapytał.
-Mam nadzieję, że nic – zażartowałem, po czym dodałem - Chciałbym spotkać się z kimś z policji, ale ostatnimi czasy nie jestem tam specjalnie lubiany. Niecały miesiąc temu poprosili mnie o przekazanie im szczegółów dotyczącym jednego z moich klientów i
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
xOxIvyxOx Linia koment
Dodany:2015-03-06 13:47:55, Ocena: 3.0
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów