Sen
opowiadania >




Pamiętam ten dzień. Lato było w rozkwicie. Słońce prażyło niemiłosiernie, wyganiając tekstylnych z ich betonowych bloków i pędząc niczym stado zwierząt nad wodę, gdzie czekała ich orzeźwiająca kąpiel. Zapełniły się brzegi jezior, rzek i nadmorskie plaże. Ja miałem możliwość popluskania się w bielawskim zalewie, leżącym niedaleko mojego rodzinnego miasteczka. Wybudowany prawie pół wieku temu jako zbiornik przemysłowy dla jednej z fabryk włókienniczych i pełniący od początku rolę dzikiego kąpieliska dla tutejszych mieszkańców, z roku na rok stawał się coraz bardziej podobny do cywilizowanego miejsca letniego wypoczynku. Przy jednym z brzegów pojawiła się wypożyczalnia sprzętu do pływania, na taflę zbiornika wypłynęły łódki, kajaki i małe żaglówki, a wokół – jak grzyby po deszczu – zaczęły wyrastać kioski spożywcze, bary, pizzerie, smażalnie ryb i podobne obiekty zaplecza rekreacyjno-gastronomicznego.


Niewiele zastanawiając się, siadłem na rower i po kwadransie jazdy polną drogą znalazłem się nad bielawską wielką wodą. Szybko schłodziłem rozgrzane na słońcu ciało, wchodząc po pas do wody zalewu, jednak dłuższą kąpiel odłożyłem na później. Czułem się lekko zmęczony, senny, więc postanowiłem chwilę odpocząć w cieniu nadbrzeżnych drzew. Położyłem się na brzuchu, głową ku wodzie, przede mną rozpościerał się malowniczy widok na Wzgórza Bielawskie. Wyłączyłem świadomość, upajając się letnią ciszą, przetykaną gdzieniegdzie, jak złotym haftem, śpiewem ptaka w oddali i ledwo słyszalnym bzyczeniem owadów. Jeszcze pamiętam, jak głowa opadała mi niżej i niżej, a krajobraz powoli zanosił się mgiełką...


Poczułem grunt pod stopami, nie wiedząc kiedy, wstałem i szedłem przed siebie. Początkowo brodziłem po kolana w wodzie, ale im szedłem dale, tym woda stawała się płytsza, wnet w ogóle znikła, a ja stanąłem na trawie. Zobaczyłem mojego starszego brata, który uśmiechając się podchodził do mnie, wyciągnął rękę, aby chwycić moją i pociągnął mnie lekko ku sobie. Byliśmy na rozległej łące, przed nami w oddali majaczyły znane nam dobrze Wzgórza Bielawskie, a wokół pasło się duże stado krów. Nie zwracając na nas uwagi, zwierzęta skubały trawę i spacerowały swobodnie po rozległej łące-pastwisku. Przystanęliśmy koło jednej krasuli i czując niepowtarzalny nastrój chwili, ustawiliśmy się jak do pamiątkowego zdjęcia. Oplatała nas dobrze znana letnia cisza, przetykana bzyczeniem owadów i śpiewem ptaka w oddali.


- Zbyszku - zwróciłem się do brata - gdzie podziała się woda? Brat nic nie odpowiadał, ale minę miał zdziwioną, jakby nie rozumiał, o co go pytam.


- Gdzie jest nasz zalew - dodałem - przecież tutaj było duże kąpielisko?


Ale brat wciąż nie odpowiadał. Puścił moją dłoń i bez słowa zaczął się oddalać. A ja stałem wciąż na łące wśród pasących się krów. Nagle usłyszałem donośny dzwon kościoła. A kiedy otworzyłem oczy, byłem już z powrotem nad moim kąpieliskiem.





Z tomu: Sudecka poezja i proza, tom VII: II Konkurs Literacki Na Utwór Inspirowany Fotografiami Bielawy. Wyd. Biblioteka Bielawa, Bielawa 2013, s. 130-131


(Opowiadanie nagrodzone II wyróżnieniem w/w konkursie)








- [1] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów