Wino
opowiadania >



Wino uderzyło jej w końcu do głowy. Piła małymi łykami, by czuć jak palący smak dotyka podniebienia i płynie powoli podrażniając gardło, jak krew pulsuje w skroni. Nigdy nie piła tak dużo. To było obrzydliwe. Przy drugiej lampce zaczęło jej szumieć w głowie, a nogi jakby odłączyły się od i żyły własnym rytmem. Miała słabą głowę. Stąd wiedziała, że nie trzeba jej wiele alkoholu, aby stracić panowanie nad sobą. Jedak piła dalej mimo, iż stopniowo zapominała z jakiego powodu to robi, a łzy wyschły już prawie całkowicie zostawiając po sobie zaczerwienione oczy i palące policzki. Stała tak opierając się o ścianę, wpatrzona w okno. A przecież tam, widać było tylko mnóstwo światełek oznajmujących, że miasto jeszcze nie śpi? A czy tak naprawdę ono w ogóle zasypia? Patrzyła tak przez ułamki sekundy nie myśląc zupełnie o niczym. I wtedy … przypomniała sobie. W tym samym momencie nogi odmówiły jej posłuszeństwa. Opadła na kolana twarz przyklejając do szyby drzwi balkonowych. Dłoń skurczona w pięści krwawiła odłamkami lampki, którą nie wiadomo kiedy zupełnie odruchowo rozgniotła. Szybko obmyła ją i zawinęła w ręcznik. Ten ból był niczym w porównaniu z szarpaniem i kłuciem jaki czuła w piersi. Chciała uciszyć głos,który wołał z głębi jej ciała, że cierpi. Tym razem wzięła szklankę. Mdliło ją okrutnie, więc zjadła kawałek zeschniętego chleba, który leżał już kilka dni nietknięty w kredensie. Nalała sobie kolejną dawkę tego okropnego trunku i wypiła od razu wszystko. Wiedziała, że jest żałosna. Że swoim zachowaniem obala zapewnienia i słowa, które tak często wypowiadała. Krytyka, którą niegdyś obrzucała, zdawało się słabszych od niej, ludzi teraz dopadała ją samą jeszcze mocniej wciskając w kont między łóżkiem a szybą drzwi balkonowych. Cierpiała. Okropnie cierpiała i pragnęła uczynić wszystko, aby ból zelżał. Wbijała więc z całych sił paznokcie w skaleczoną dłoń czując ciepły i lepki płyn spływający z ręcznika po nodze i skapujący na podłogę. Dłoń pulsowała szarpiącym bólem, ale w głowie wciąż krzyczał ten sam głos, przed oczami miała niezmienioną niczym twarz. Zorientowała się, że ma otwarte usta a z gardła dobywają się jakieś dźwięki. Spróbowała je usłyszeć. To nie był jej głos. To ktoś inny krzyczał, wył z bólu posługując się jej gardłem. Jej tu nie było. Nie mogła być, nie chciała istnieć. To koszmar. Dlatego przygląda się sobie z boku. Ale jeżeli tak to w jaki sposób doświadcza uczuć tej rozpaczającej przy oknie dziewczyny? Czy umarła? I teraz za sprawą Boga przeżywa jeszcze raz to co kiedyś ją zabijało? Czyżby....? Popełniła samobójstwo tak, jak tego pragnęła w tamtej chwili? Czy to przeszłość? Czy może pozwolono jej zobaczyć co stanie się z nią w przyszłości? O co chodzi? Postanawia to sprawdzić. Jeśli czuję to co tamta powinna też móc dyktować dowolne ruchy, których ta druga będzie wykonawczynią. Podniosła zdrową rękę. Druga zrobiła to samo. Otworzyła drzwi balkonowe, w odpowiedzi ujrzała całkowite dostosowanie się do tej czynności. Podniosła nogę i zrobiła krok, potem następny i kolejny. Ta druga szła za nią posłusznie. Wbiły paznokcie w zranioną dłoń jeszcze mocniej, aż musiały na chwilę przystanąć, kurcząc się z bólu. Poczuła, że zagłębiły się w jej skórę jeszcze bardziej, a gdy je wyjmowała pokruszyły się i odłamki zostały w dłoni. Wzdrygnęła się. Zacisnęła pięść sprawiając sobie jeszcze większy ból. Gardziła sobą, nienawidziła swej słabości, swej niemocy, siebie... Złamała wszystkie swe zasady. Załamała się z powodu miłości. Nie umie znieść kolejnego odrzucenia, kolejnej porażki, nie ma sił, aby powstać. Umiera z braku miłości, zrozumienia, zaufania. Pije, ponieważ kolejna osoba zawiodła. Gdyż znów los zagrał z nią w grę:”Ile cierpienia jeszcze wytrzyma?”,ponownie przegrała walkę o odrobinę szczęścia. Stojąc na balkonie 10 piętra chwieje się. Wszystko wiruje. Zapach krwi w połączeniu z za dużą ilością alkoholu wywołują mdłości. Chłód przeszywa jej ciało. Zaczyna drżeć z zimna. Przez moment stoi, jakby nieświadoma niczego, nieruchomo, a łza bezszelestnie spływa z przygaszonych oczu. Uspokaja się na chwilę wpatrzona w otchłań rozpostartej przed nią nocy. Przecież jest skazana na wieczną ciemność. Może ona ją doceni, pokocha, utuli do snu wiecznego. Być może jest na nią skazana. Taki jej koniec. Staje za barierką i patrzy w dół. Widzi wciąż jego twarz, jak uśmiecha się z politowaniem i mówi, że dla niego to była tylko przyjaźń okazywana w szczególny sposób, ale, że już jej nie chce, nie może. To nie ma sensu przecież on jej nie kocha i nigdy tego wyraźnie nie powiedział. To jej wina, bo wyobrażała sobie niemożliwe rzeczy. To nie mogło przetrwać. Z tego przecież nie mogło nic wyniknąć....Ta druga podchodzi do niej i wtula jej głowę w swe ramiona. Znowu jest jedną osobą w jednym ciele.


I nagle kończy się wszystko co miało trwać wiecznie i szczęście uderza z impetem o bruk.


- [1] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
kamilka_509 Linia koment
Dodany:2009-05-03 11:35:39, Ocena: 6.0
piękne... Na prawdę, szkoda, że takie krótkie...
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów