HUŚTAWKA
opowiadania >



mocno. Ale Magda była zbyt uparta, by przyznać się do jakiejkolwiek słabości, nawet takiej jak niska odporność na chłód, więc postanowiła nie wracać po okrycie.
Weszła do ogródka przez małą furtkę koło domu. Powoli, krok po kroku, zbliżała się do huśtawki. „Co mnie tutaj tak przyciąga w nocy?”, zastanawiała się. „O ile to w ogóle prawda. Może Paweł sobie tylko tak żartował. No tak, a huśtawkę obiecał naprawić już dawno temu i do tej pory tego nie zrobił!”, Magda pokręciła głową i spojrzała na butwiejące kawałki drewna, które kiedyś służyły za siedzisko. Jej wzrok wędrował w górę, cały czas natykając się na zniszczenia, jakich dokonał czas.
Paweł obserwował ją przez okno. „Kurczę, obiecałem jej tę huśtawkę. Może powinienem sprawić jej jakąś małą przyjemność? Może będzie się lepiej czuła?”
Postanowił wziąć się po męsku do roboty. Gdzieś wśród jeszcze nie rozpakowanych pudeł była jego skrzynka z narzędziami. Gdy mieszkali w bloku, używał jej bardzo rzadko. No, szczerze mówiąc, to w ogóle jej nie używał. Odkąd dostał ją od dziadka na któreś urodziny, tak leżała zamknięta na dnie szafy. Teraz postanowił wreszcie zrobić z niej użytek. W końcu to poważne zadanie!
Zszedł po betonowych schodkach do piwnicy. W powietrzu czuć było nieco wilgoć, ale i tak postanowili złożyć tutaj część pudeł, bo na strychu jeszcze nie było miejsca. Rozejrzał się, szukając wzrokiem znajomego kształtu. Gdy wypatrzył skrzynkę, ruszył w jej stronę, po drodze zahaczając nogą o kartonowe pudło. Było niedomknięte, a poruszone przez Pawła przewróciło się, rozsypując całą swoją zawartość na betonowej podłodze.
- Cholera! – zaklął mężczyzna i zabrał się za zbieranie przeróżnych papierów i upychanie ich z powrotem w pudle. Jego wzrok przyciągnął świstek, na którym widniał znany mu kształt. Nawet w słabym świetle latarki rozpoznał logo najsłynniejszej w okolicy kliniki. Wziął dokument do ręki i przysunął sobie bliżej oczu. Popatrzył na podpis lekarza. Bohomaz był nie do odczytania, ale pod nim widniała pieczątka. „Adam Gruda, ginekolog-położnik”. Paweł pewnie nie zwróciłby większej uwagi na kartkę, w końcu to sprawa Magdy, do którego lekarza chodzi, gdyby nie kilka słów, które wyróżniały się na tle innych, bo były zapisane wytłuszczonym drukiem.
„Wynik badania: pozytywny”
Paweł spojrzał na datę. 7 lipca 2002 roku. Sześć lat temu. Sześćć lat temu byli już małżeństwem. A on o niczym nie wiedział? Jak to możliwe? Myśli kołatały się w jego głowie jak szalone. Szum w uszach sprawiał, że nie słyszał już nic, co dochodziło z zewnątrz. Liczył się tylko zamęt, który zapanował w jego sercu. Czuł się tak, jakby cała piwnica i jej zawartość zawirowała wokół niego. Gdzieś z daleka dochodził tylko dziwny dźwięk. Coś pomiędzy skrzypieniem a zgrzytaniem. Potem rozległ się odgłos tupotu małych stópek, w tle słychać było jakąś dziecięcą wyliczankę z charakterystycznym dzieleniem na sylaby. Nie mógł rozróżnić słów, ale głosik stawał się jakby coraz bliższy i wyraźniejszy. Miał wrażenie, że są to cały czas te same słowa powtarzane w kółko. W końcu dotarł do niego sens śpiewanej piosenki. Z przerażeniem rzucił się w kierunku schodów potykając się o dziesiątki pudeł.
- Magda! Magda! – boleśnie uderzając się o futrynę, wybiegł na dwór, przez cały czas wołając żonę. W uszach dźwięczał mu ciągle cienki dziecięcy śmiech i powtarzana w kółko wyliczanka:

Huśtu, huśtu, moja mamo,
Zostawiłaś mnie tu samą.
Dzidzia bawić się nie może,
Bo nie żyje, ty potworze!

- Magda! – Paweł wbiegł do ogródka, ale raptownie zatrzymał się w miejscu – Magda…
Obok huśtawki leżały skorupy z rozbitego kubka Magdy. Jej szyja przewiązana była niebieską apaszką. Paweł zauważył, że jej nie miała, gdy wychodziła z domu. Spojrzał w górę. Teraz widział wyraźnie, że to nie była żadna apaszka, ale dziewczęca wstążka do włosów. Jej końce, które powinny się miekko układać na szyi Magdy, przymocowane były do haka, z którego zwisały łańcuchy starej huśtawki. Ciało lekko kołysało się pod wpływem wiatru, a obok niego huśtawka, wydając przy tym skrzypiący dźwięk.
- Magda…
Paweł upadł na kolana i zaczął płakać.
Gdzieś w oddali usłyszał radosny dziecięcy głosik, w którym, mógłby przysiąc, pobrzmiewała nutka czegoś, co mogło być prawie… radością z zemsty…?
W powietrzu rozlegało się skrzypienie huśtawki i śpiewana w kółko wyliczanka. Tym razem jednak jej słowa były inne.

Huśtu, huśtu, huśtaweczko,
Kołysz mamę wraz z córeczką.
Dzidzia już się bawić może!
Też nie żyjesz, ty potworze!



SIERPIEŃ/WRZESIEŃ 2008


- [1] [2] [3] [4] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
Lady_Mary Linia koment
Dodany:2016-02-26 19:51:42, Ocena: 6.0
niewnikaj Linia koment
Dodany:2016-03-19 18:31:49, Ocena: 6.0
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów