Rozdział III
opowiadania >



- Słyszałaś? - spytał szeptem.


- Co?


- Ten trzask. Tak, jakby ktoś wyszedł z domu.


- Może twój syn.


- A jak on nas widział? - spytał z przerażeniem. - Przecież tego nie wytrzyma. Był bardzo do niej przywiązany.


Szybko zerwał się z łóżka i, zaczął ubierać.


- Zadzwoń do jego dziadków i, spytaj się czy jest z nimi. Dramatyzujesz...


Zrobił tak, jak powiedziała.


- Jest z wami Łukasz?


- Nie, my jesteśmy już u siebie w domu. Odwieźliśmy go pod mieszkanie i, patrzyliśmy czy idzie. A co nie ma go?


- Jeszcze nie, ale może zaraz przyjdzie.


Szybko się rozłączył, aby nie słuchać kazań.


- Musisz już iść.


- Czemu?


- Bo mój syn uciekł, a poza tym nie powinno nigdy do tego dojść, więc zapomnijmy o tym.


- Zapomnijmy?! - wkurzyła się. - Jak mamy o tym zapomnieć. Nie ukrywaj, że nie chciałeś tego.


- Nie chciałem i nie chcę, a teraz wyjdź.


- Pożałujesz tego - powiedziała, trzaskając drzwiami.



Cały zalany łzami jechał autobusem. Dobrze, że miał jeszcze trochę swoich pieniędzy. Od tego momentu nienawidził jego. Jak on mógł uprawiać seks z inną kobietą, jeszcze przed pogrzebem. Łukasz wiedział, że prędzej czy później i tak sobie kogoś znajdzie, ale nie tak wcześnie. Wątpił, aby tak szybko uporał się ze stratą. Zmierzał teraz do dziadków, bo z nimi mógł normalnie porozmawiać o wszystkim. Za pół godziny powinien być na miejscu. Powiem im o wszystkim – zaszlochał – o wszystkim.



Pędem wybiegł z domu. Będąc w samochodzie zastanowił się, gdzie jechać. Kolegów nie miał, o tej godzinie raczej po galeriach też nie chodzi, księgarnie zajęte - wyliczał. - Wiem! Zapewne udał się do jej rodziców. Ruszył z piskiem opon. Włączył jakąś lżejszą nutę, aby opanować emocje. Nadal nie mógł uwierzyć, że to zrobił. Przecież przyrzekał sobie, że seks będzie uprawiał, gdy jego syn będzie już dorosły, aby nie wchodzić z nim w niepotrzebne konflikty. Wskazówka będąca na liczniku ciągle się zwiększała 80,90,100,110... Wiedział, że sporo przekroczył prędkość i przy pierwszej lepszej okazji policja może go zatrzymać, ale nie zaprzątał sobie teraz tym głowy. Najważniejszy był w tym momencie Łukasz. Nagle z pobocza wyjechało czerwone Audi. Wcisnął hamulec. Asfalt był jeszcze mokry, przez co wpadł w poślizg. Obrócił się o 360° i z impetem uderzył w drzewo.



Zadzwonił dzwonek. Barbara z trudem oderwała się od telewizora i, poszła otworzyć drzwi.


- Łukasz, co tutaj robisz? - spytała zdziwiona.


- Mogę zostać u ciebie na noc? Potem ci wszystko wyjaśnię.


- Oczywiście, przecież wiesz, że zawsze jesteś tu mile widziany. Wejdź - zaprosiła ruchem ręki.


Udał się do salonu. Po przywitaniu z dziadkiem, usiadł na fotel. Wszyscy obecni patrzyli się na niego zdziwieni.


- Możesz powiedzieć, c nas odwiedziłeś? - spytał niepewnie dziadek.


- Gdy zostawiliście mnie pod mieszkaniem - zaczął - udałem się do domu. Gdy otworzyłem drzwi, zauważyłem, że jakoś tu pusto i, nie świeci się światło. Zacząłem rozglądać się po kuchni, salonie, łazience... a gdy spojrzałem do salonu, to zobaczyłem tatę z inną kobietą w łóżku. Uciekłem, bo nie mogłem na to patrzeć. Teraz jest on dla mnie nikim.


Babcia otworzyła usta ze zdumienia, które zakryła ręką. Nie mogła uwierzyć w to, że dzieje się tak w jej domu.


- Ja mu zaraz dam! - wkurzony dziadek zerwał się z kanapy.


- Uspokój się! - rozkazała jego małżonka. - A czy on wie, że jesteś u nas? - odwróciła się w stronę wnuka.


- Nie.


- To musimy zadzwonić po niego i powiedzieć jemu o tym.


- Ale ja nie chcę! Nie chcę mieszkać z taką osobą, pod jednym dachem.


- Żadnego ale! - Barbara przejęła inicjatywę. - To jest twój prawny opiekun. Szybko bierz telefon i dzwoń.


- Ja? A ty tego nie możesz zrobić?


- Dobra. Podaj numer.



- Jego stan nie jest najlepszy - powiedział lekarz do pielęgniarki. - Raczej z tego wyjdzie, ale nie obejdzie się bez rehabilitacji.


- Ocknął się - rzekła znudzona.


- Panie Marku, czy mnie pan słyszy? - spytał doktor. Dobrze, że miał dokumenty przy sobie, to chociaż wiedzą kim jest.


- Gdzie... gdzie ja jestem? - powiedział, rozglądając się po otoczeniu. Nie poznawał tych zielonych ścian i dziwnego smrodu, unoszącego się w tym dusznym pomieszczeniu.


- W szpitalu. Miał pan wypadek. Czy zna pan numer do kogoś z rodziny?


- Wody... mógłbym dostać wody?


- Jasne - podał jemu szklankę.


Nagle zadzwonił jego telefon. Obaj się przestraszyli, usłyszawszy.


- Halo? - spytał Marek.


- Łukasz jest u nas.


- Kto mówi?


- Jego babcia. Kiedy go odbierzesz?


- Nie wiem. Na razie jestem w szpitalu.


- W szpitalu? Jak to w szpitalu?


- Miałem wypadek.


- Zaraz tam będziemy - odpowiedziała, rozłączając się.



- [1] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów