Tajemnice Róży
opowiadania >



ALTAMIRO

TAJEMNICE RÓŻY
Opowiadanie zastrzeżone prawami autorskimi.Wszelkie kopiowanie,publikowanie bez zgody autora zabronione


Rozdział Pierwszy


Urokliwe Darby Shire powolutku budziło się z objęć Morfeusza...jeszcze lekko zaspane...odrobine nieprzytomne...leniwie przeciągało się o poranku.Spoglądając jak małe dziecko dobiero co przebudzone gdy podchodzi do okna by się rozejrzeć. Spojrzeć na otaczający świat.Ciekawym wzrokiem spoglądało po pachnących dzieciństwem kropelkach szczęścia na szmaragdowym atłasie delikatności.Na chwile zatrzymało się przy sędziwym drzewie w dostojnych szatach purpury.Minąwszy stary dom skierowało się ku miejscu refleksji i dobroci ludzkich serc...do miejsca tak miłego Bogu gdzie mądry Pastor co niedziele odprawiał msze skierowane ku ludziom...ku ich sercom i duszom...odnosząc się do ich uczuć...ludzkiej życzliwości i pomocy bliźnim.Zawsze mówił szczerymi...prostymi słowami bez nie potrzebnych uniesień czy ubarwień.Umiejąc dotrzeć do każdego ze zebranych-młodego czy starego...biednego czy zamożnego.Zatrzymawszy sie na chwile ruszyło w dalszą podróż... poprzez barwne drzewa w kolorze uczuć i rozmyślań...złociste pola rozkoszy do posiadłości którą bardzo lubiło odwiedzać o każdej porze dnia a najchętniej o świcie gdy we wspólnym tańcu łączyły się magia z nadzieją...piękno z radością serca...cisza duszy z tajemniczością uczuć...gdy młody Apollo spacerując po alei marzeń ciekawym wzrokiem pełnym radosnych iskierek przyglądał się błękitnej,cicho szepczącej rzece...ciemno zielonym łąką na których młode damy wzdychając z tęsknoty pisały listy do ukochanych.Minąwszy sadzawkę w której pewna dziedziczka lubiła zażywać kąpieli dotarł do dumnej rezydencji którą czule objął swymi dłońmi.Był w niej zakochany od lat choć ona była nie czuła na jego zaloty...i trudno się dziwić dumna,otulona barwnymi świadkami historii wzbudzała nieustający zachwyt od nie pamiętnych czasów.Kazdy kto choć raz na nią spojrzał zakochiwał się bez pamieci...szalenie...jak młodziak.
Rozbudzone miasto zaczynało tętnić życiem.Na ulicy przybywało powozów i karoc.Wytworne damy w eleganckich kapeluszach spacerowały w towarzystwie czarujących dżentelmenów.Niektóre samotnie wstępowały do sklepów by w zakupach zatopić swą samotność i smutne myśli.Do piekarni gdzie można było się zagubić w łakociach wstapiła pewna dziewczyna...przez chwilę przysłuchiwała się rozmowie:

-Wkrótce wydarzy się coś niezwykłego.
-Co takiego?
-Nie wiem...ale czuje że...że to będzie coś co zapadnie w pamięć...pozostanie w naszych serca...myślach.
-Mówisz tak każdego dnia i zawsze jest tak samo.Ten sam dzień...ci sami ludzie...te same sprawy.
-To się zmieni.
-Musiałby ktoś przyjechać z poza miasta by była sensacja
-Może przyjedzie...
-Kto? Książe z bajki?
-Kto wie?-z rozmarzeniem w głosie.
-Moja ty romantyczko zejdź na ziemie,księciów nie ma a już na pewno żaden tutaj nie przyjedzie.
-To prawda.
-Przepraszam nie zauważyłam Panienki.
-Nic się nie stało i tak mało kto mnie dostrzega.
-Coś podać?
-Prosze o to lista.

Zwracając się do bujającej w obłokach córki właścicielki:

-To co mówiłaś nigdy nie będzie mieć miejsca.
-Nie możesz tego wiedzieć
-Uwierz mi jestem trochu starsza od Ciebie i wiem że cuda się nie zdarzają.

Podając zamowienie:

-Prosze.
-Dziekuje,do widzenia.
-Zapraszam ponownie.

Po zamknięciu się drzwi:

-Biedna romantyczka.
-Miła dziewczyna
-Pozbawiona nadziei i wiary że moze zdarzyć się coś pięknego.
-Kochanie po prostu nie żyje złudzeniami,dzięki temu lżej jej w życiu.
-Być może.
-Upieczesz ciasto?
-Tak oczywiście.


*******

Nastał świt...podobny do innych a jednak czymś się różniący...tylko czym?-zdawał się zastanawiać młody mężczyzna stojący w oknie.Patrzący w zamyśleniu na przebudzenie miasta tak innego od wszystkich które znał...w których bywał.Miasta które potrafiło oczarować i przerazić.Mającego w sobie jakąś poetycką głębie a zarazem coś mrocznego co sprawiało że czuło się lęk w sercu i niepokój w duszy.Patrząc na będące welonem tajemnicy mgły próbował zrozumieć sen który pojawił się tak nagle i tak niespodziewanie zniknął.W ciągnących się niczym dym z cygara oparach widział delikatną...rumianą twarz dziewczyny o ciemnozielonych oczach i szatynowych włosach.Uśmiechała się do niego...coś mówiąc lecz on nie mógł usłyszeć...zrozumieć jej słów.

"Czemu mi się przyśniła?"-zdawał się zastanawiać opuszczając rezydencję znajdującą się na zacisznej ulicy na której mieszkali ludzie zamożni.Rozmyślania przerywa głos:

-Dzień dobry,Panie Richardson.
-Witam,Pani Bigley.

Idąc alejką Parku

"Przecież ją nie znam.Nigdy nie widziałem...nie spotkalismy się...więc czemu mi się przyśniła?"

Przedzierająca się przez szare chmury nadzieja opromieniała jego zamyślona twarz próbując dać odrobinę ciepła zimnemu miastu.Wszelkie rozmyślania niczym resztki snu opuszczają go dopiero przed wejściem do Głosu Miasta- redakcji gazety którą założył i prowadził od 8 lat.Otwierając jej drzwi był już skupiony.Wiedział bowiem że jak zwykle będzie mnóstwo pracy i rozwiązywania konfliktów.Idąc korytarzem redakcji:

-Dzień dobry Panie Richardson.
-Witam.
-Przeczyta Pan mój artykuł?
-Oczywiście.
-Mam nowy pomysł na temat.
-Zapraszam do mnie.
-Teraz?
-A na co chce Pani czekać?
-Za chwilę u Pana będę.
-Czekam.

Jak zwykle od samego wejścia do gazety był rozchwytywany.Pracownicy bardzo go lubili za jego serce,szczerość i za to ze poprostu był soba.Nikogo nie udawał,nie wywyższał się.Nie zakładał maski.Kazdego traktował równo jak człowieka.Choć miał przez to wiele problemów bo nie wszystkim to się podobało.Wielu miało mu za złe że zatrudnił pierwszą kobietę dziennikarza.Jednak On się tym nie przejmował.Wiedział że uczynił dobrze-zresztą różnił się bardzo od innych dżentelmenów.
Po wejściu do swego gabinetu następowała chwila ciszy...spokoju którą lubił najbardziej.Mógł sobie zaparzyć herbaty i się nią rozkoszować przez parę minut.
Usłyszawszy pukanie:

-Prosze.
-Cześć szefie.
-Wiesz Adrien że tego nie lubie.
-Przepraszam,przeczyta Pan mój artykuł?
-Daj-uśmiechając się.Przeczytam i powiem co o nim sądzę.
-Dziękuje.
-Nie ma za co.

Ledwo zamkneły się drzwi a tu :

-Panie Richardson,mogę?
-Pewnie,wchodź śmiało Emily...co masz ciekawego?-z uśmiechem.
-Nowy pomysł na serie artykułów.
-Jaki?
-Chce opisywać miasto.
-Było już nie raz przedstawiane.
-Ale nie tak.
-Co masz na myśli?
-Do tej pory Londyn był przedstawiany jako wielkie,wspaniałe miasto a ja chce go przedstawić z punktu zwykłych ludzi...ich życia...tak jak to Oni widzą,czują...tak jak jest naprawdę.

Widząc zamyślenie Richardsona umilkła.Z resztą powiedziała wszystko co miała powiedzieć.Czekając na decyzję właściciela gazety a Richardson nie odzywał sie przez dłuższy czas.Widać było ze coś rozważa.Po czym oznajmił:

-Dobrze.
-Prosze?
-Stwórz taką serię artykułów.
-Naprawdę?
-Tak.
-Mam wolną rękę czy chce Pan coś narzucić,wprowadzić jakieś ograniczenia.
-Pisz prawdziwie,tak jak to widzisz i czujesz.
-Dziękuje-z radością-bardzo Panu dziękuje.
-Nie ma za co,po prostu wierzę w Ciebie i wiem że masz bardzo dobry pomysł.
-Właśnie że jest...jest za co dziękować.

Rozpromieniona opuszcza gabinet.Nie malże zaraz po jej wyjściu wchodzi Oliver:

-Co Emily taka

- [1] [2] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów