ZAPALNICZKA
opowiadania >



Obudził się w środku nocy. Właściwie sam nie wiedział teraz, dlaczego. Dookoła panowała cisza, nie słyszał nawet przenikliwych pisków puszczyka, co do tej pory było nieodłącznym elementem nocy na tej zabitej dechami wsi. Światło księżyca wpadało przez uchylone okno do pokoju, w tle słychać było tylko szum liści pobliskiego lasu. Ale to nie las był powodem jego obudzenia się. Więc co?
„Co ja tu właściwie robię?”, zastanawiał się. „To nie jest moje miejsce. Czy oni myślą, że po dwudziestu latach mieszkania w mieście tak łatwo się przyzwyczaić do tej ogłupiającej ciszy? I jeszcze, cholera, wyspać się nie można!”
Sen już go opuścił całkowicie. Westchnął zrezygnowany, przeciągnął się i podniósł się z łóżka. Popatrzył na stojące w całym pokoju pudła z ubraniami, papierami, książkami i innymi rzeczami, których nie zdążył jeszcze rozpakować.
„Trzeba będzie się za to w końcu zabrać”, pokręcił zrezygnowany głową i odwrócił od nich wzrok. Wyjrzał przez okno. Księżyc świecił tak mocno, że nic nie mogłoby się chyba ukryć przed jego światłem. Za oknem rozciągał się taki sam widok jak każdego dnia z tych pięciu, które już minęły od przeprowadzki. Absolutnie nic się nie zmieniło: te same drzewa, te same pola, domy nowych sąsiadów, ten sam las kilkadziesiąt metrów dalej, jakaś dziewczyna pod drzewem po drugiej stronie drogi...
„Co?! Jakaś dziewczyna?”, przetarł ręką oczy i zerknął jeszcze raz. Nie wydawało mu się - dziewczyna nadal stała pod drzewem w tym samym miejscu, co przedtem. Spojrzał na zegarek. „Widocznie nie tylko ja nie mogę spać o północy.”, pomyślał i zaczął zakładać spodnie. Narzucił na siebie cienką koszulkę i wyszedł z pokoju.
W całym domu panowała cisza przerywana tylko tykaniem zegara w przedpokoju. Jego ojca nie było, bo musiał załatwić jeszcze jakieś służbowe sprawy i powrót miał w planach dopiero za dwa dni. A matka... Matka to był w domu temat tabu; po prostu się o niej nie mówiło, odkąd zostawiła męża i dwuletniego wówczas synka i wyjechała gdzieś, nie dając do tej pory znaku życia. Właściwie nawet jej nie pamiętał, więc nie mógł powiedzieć, czy mu jej brakuje, czy nie. Przyzwyczaił się już do myśli, że jej po prostu nie ma i nie było nigdy, gdy była potrzebna.
Gdy otworzył drzwi poczuł na twarzy lekki powiew ciepłego powietrza. Wciągnął głęboko zapach lasu i świeże, nie skażone spalinami, jakże rożne od miejskich, zapachy wsi. Poklepał się po kieszeniach w poszukiwaniu papierosów i zapalniczki. Wyciągnął jednego z paczki i zapalił. Rozejrzał się i pod drzewem zobaczył stojącą tam nadal dziewczynę. Przeszedł przez drogę i podszedł do niej.
„W sumie nie jest brzydka.”, pomyślał i uśmiechnął się w duchu. Zauważył, że miała długie, wijące się ciemnobrązowe włosy, ciemne brwi i rzęsy i też paliła papierosa.
- Cześć. - zagadnął - Jestem Artur. Chyba nie mieliśmy jeszcze okazji się poznać, co? Dopiero niedawno się tu przeprowadziłem.
- Wiem. - odparła - Widziałam te wszystkie samochody z meblami. - jak zauważył, miała bardzo sympatyczny głos - Mam na imię Agata. Co się tak włóczysz po nocy zamiast spać?
- O to samo mógłbym ciebie zapytać. - lekko się uśmiechnął - Nie mogę się jakoś przyzwyczaić do życia na wsi. Za cicho tu jakoś dla mnie. Czy tu w ogóle coś się dzieje, czy cały czas tak tu nudno?
- A czego się spodziewałeś? - Agata popatrzyła na niego z drwiącym uśmiechem - Że na każdym rogu będzie stał jakiś bar? Albo może myślałeś, że specjalnie na twój przyjazd wybudują tu kino? Niezmiernie mi przykro, ale jedyny bar to piwo przed telewizorem, a najlepsze kino jest wtedy, gdy Długi Jurek wraca pijany spod sklepu, a jego żona wita go w domu z kijem od szczotki. To jest dopiero kino akcji!
- Ej, ja tylko tak zapytałem! - zaczął się bronić Artur - Ale widzę, że humor to jednak masz.
- No, mam. Wisielczy! - rzuciła Agata z ironią.
Artur się roześmiał i popatrzył na nią z nieukrywanym podziwem. ,,Ja na jej miejscu pewnie nie umiałbym się zdobyć na taki optymizm, gdybym musiał całe życie mieszkać na takiej zapyziałej wsi.”, pomyślał.
Agata wyrzuciła niedopałek i rozgniotła go na ziemi butem. Wyszła spod drzewa i skierowała się w stronę lasu. Po kilku powolnych krokach odwróciła się na pięcie. Przechyliła lekko głowę na prawą stronę i uśmiechnęła się szelmowsko przymrużając jedno oko.
- Czasami coś się dzieje jednak. - Wskazała głową na kilka domów stojących za Arturem po prawej stronie drogi - Tam na przykład mieszka facet, który ma lekkiego fioła. Dwadzieścia parę lat temu zamordował swoją żonę.
- Jak to? - zdziwił się Artur - I nadal tu mieszka? Nie powinien przypadkiem siedzieć w więzieniu albo w psychiatryku?
- Wiesz, policja nie mogła mu nic udowodnić. - Agata znów podeszła do Artura - Lekarz uznał, że po prostu umarła na zawał, ale ludzie wiedzą swoje. Ja akurat jej nie znałam, bo to się działo jeszcze przed moim urodzeniem, ale takie historie są przekazywane z pokolenia na pokolenie. A w psychiatryku to facet był, ale go wypuścili, bo uznali, że już jest zdrowy.
Artur przyglądał się jej z uwagą, żeby sprawdzić, czy przypadkiem nie robi go w bambuko. Ale nic na to nie wskazywało; Agata spoglądała na niego poważnym

- [1] [2] [3] [4] [5] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
niewnikaj Linia koment
Dodany:2016-03-19 17:06:06, Ocena: 5.0
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów