Bestia, rozdział 1.
opowiadania >



lat był szeryfem w Zaciszu. Każdego dnia wstawał, jadł śniadanie, żegnał się z żoną i wsiadał do swojego samochodu jadąc na komisariat. Tam czekał na niego zastępca i dwóch podkomendnych. Kiedyś pracował z nimi jeszcze czarnoskóry Narcyz Perl, ale podczas jednej z akcji zarobił kulkę w kolano i musiał odejść z policji. W jego przypatku dobrze się złożyło, bo i tak powinnien być już na emeryturze.
Gerard wyjechał radiowozem z podjazdu i dostrzegł Aldonę w oknie salonu. Machała mu na pożegnanie, pielęgnując kwiatki na parapecie. Uniósł rękę, po czym dodał gazu znikając na drodze. Po obu jej stronach rosły wysokie smukłe drzewa, nie przepuszczając zbyt wiele promieni słonecznych. Słońce majaczyło zza zielonych liści, a przed szeryfem zaczęły wyrastać budynki.
Miasteczko miało kilka nie dużych sklepów, fryzjera, bank, hotelik i kościółek, naznaczony tragedią. Dalej wznosiły się domki mieszkańców, rozsypane wokół tego maleńkiego centrum, jak mawiono w żartach. Gerard zatrzymał się na samym końcu ulicy, gdzie dumnie stał budynek, do którego zmierzał. Zaparkował przed wejściem i wyszedł z radiowozu.
- Gerardzie! - znajomy głos dochodził z drugiej strony ulicy. Szeryf odwrócił się.
Biegł ku niemu mężczyzna z delikatnym, czarnym wąsikiem, zaczesanymi gładko włosami i dość pokaźnym brzuchem. Widać było, że pokonanie tych kilku metrów truchtem, sprawia mu dużą trudność. Kiedy już zatrzymał się przy Gerardzie sapał jak stary parowóz, ocierając z czoła kropelki potu.
- Wyślesz kogoś, aby sprawdził co z Frankiem? - zapytał zdyszany.
Gerard uśmiechnął się lekko. Gustaw Klum nudził go o to od tygodnia. Prosił, błagał. Przypominał o tym na każdym kroku. Ale Gerard nie mógł mu pomóc. Franek zaszył się gdzieś i nikt, ani nic nie było wstanie go stamtąd wybawić. Klum wyglądał na osobę bliską omdlenia. Gerardowi zrobiło się przykro, ale co mógł zrobić w takiej sytuacji?
- Na pewno nic mu nie jest - powiedział łagodnym głosem.
- A skąd wiesz? - Klum był zdenerwowany i roztrzęsony.
Gerard zaczął się zastanawiać jak on w takim stanie może strzyc ludzi?. Prowadził swój salon fryzjerski razem z córką Eweliną, więc może ona go zastępuje na czas tej osobistej tragedii ojca?
- Franek to młody psiak. Powiedz ile razy ci już uciekł?
Klum zastanowił się.
- A ze cztery.
- No widzisz. Zawsze wracał. Teraz też wróci.
- Tak myślisz?.
- Tak.
Gustaw uśmiechnął się uspokojony słowami szeryfa.
- Muszę już lecieć - podjął Gerard. - Trzymaj się Gustaw.
Fryzjer skinął głową i zamyślony powłóczył się do swojego salonu, w którego drzwiach stała już Ewelina. Wysoka, szczupła dziewczyna o ładnych rysach twarzy, prawie w ogóle nie przypominająca ojca. Wygląda jak jej matka- pomyślał Gerard i przypomniał sobie smutną historię Kluma. Pokręcił głową i zaczął wspinać się po schodkach prowadzących do drzwi frontowych komisariatu.
W takim małym miasteczku wszyscy o sobie coś wiedzieli. Najcześciej cały życiorys i masę szczegółów. Państwo Klum pobrali się trzydzieści lat temu. Ona była miejscową pięknością, on pracowitym, acz mało urodziwym młodzieńcem. Osiedlili się w jednym z domków w Zaciszu i żyli razem szczęśliwie, ale nie długo. Szczęście zaczęło wyparowywać po tym jak pani Rozalia Klum zaszła w ciążę. Gustaw pękał z radości, ale jego żona nie mogła sobie wybaczyć, że doprowadziła do czegoś tak wstrętnego. Zaczęły pojawiać się awantury. Coraz częstsze i głośniejsze. Po porodzie doszły kompleksy. Rozalia nie mogła spojrzeć w lustro, a tym bardziej do kołyski. O zeszpecony brzuch oskarżała maleńką Ewelinę, która przyglądała się jej z łóżeczka dużymi wystraszonymi oczkami. Awantury stawały się liczniejsze. Rozalia odmówiła zajmowania się dzieckiem. Była coraz bardziej pochłonięta pracą nad swoją figurą. Gustaw przestał zwracać na nią uwagę i zajmował się tylko Eweliną. Rozalia nie mogła tego znieść. Rozpieszczona przez rodziców, potem przez męża w pierwszych latach małżeństwa, nie potrafiła poradzić sobie z tym, że pojawił się ktoś ważniejszy od niej. Znalazła sobie więc kochanka. Gustaw to odkrył. Małżeństwo się rozpadło. Rozalia wyjecha, a maleńka Ewelina odtrącona przez matkę, rosła spokojnie wychowywana przez kochającego ojca.
Tragedie Zacisza przybierały różne twarze. Bestii pożerajacej ludzi lub ludzi niszczących zachłannie wszystko co mogłoby być piękne i wartościowe. Były jak plaga, która powraca raz na sto lat, nawiedzając swoich poddanych i przypominając im kto tu tak naprawdę rządzi.
Gerard zajął miejsce przy swoim biurku. Ledwo usiadł na czarnym, obrotowym fotelu podszedł do niego młody Rej z kubkiem kawy i postawił go przed szeryfem.
- Na dobry początek dnia - wyjaśnił.
- Dzięki - Gerarg upił łyk czarnej. Nie przepadał za kawą, ale raz na jakiś czas był w stanie przełknąć ten okropny płyn. - Myślisz, że ten dzień będzie dobry?
Młody Rej spóścił wzrok i spojrzał na starszego kolegę stojącego przy oknie, po czym odszedł do swojego biurka.
- Co jest ? - zapytał szeryf omiatając wzrokiem tych dwoje.
Mężczyzna stojący przy oknie odwrócił się. Miał poważną minę. Podszedł do Gerarda ściskając w dłoni ucho kubka.
- W kurniku Freszów znaleziono dłoń - powiedział. - Odciętą, zsiniałą dłoń.
Gerard zrobił wielkie oczy. Ta wiadomość wyraźnie nim wstrząsnęła. Mieli w środku nocy zgłoszenie, że ktoś wkradł się na posiadłość Freszów i ukradł kury. Obiecali pojechać tam rano.
- Byliście tam? - zapytał.
- Tak. - odparł Rej.
- Pytaliście Freszów czy coś widzieli?
- Tak, ale stwierdzili, że słyszeli tylko hałas. Zanim Tadeusz zdążył dobiec do kurnika niczego tam już nie było - odpowiedział drugi mężczyzna. Lucjan Kapracy. - Lipski tam został. Powiedział,że obejrzy dokładnie całą działkę, ogród, wszystko.
Gerard skinął głową i wstał odstawiając kawę na blat biurka.
- Jedźmy tam. Chcę to zobaczyć.


- [1] [2] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
sabina2323 Linia koment
Dodany:2011-11-08 13:36:36, Ocena: 6.0
ciekawe-przeczytam wszstkie, ale z czasem....bo ost.mam go mało. Pozdrawiam!

Ocenił/a na: 6
oleczka31 Linia koment
Dodany:2012-01-20 10:21:08, Ocena: 6.0
Podoba mi się. Popraw proszę: nie wytrzymał-oddzielnie (nie z czasownikiem), spUścił, przypEłzło, kałuŻach, do czynienia-oddzielnie...Pozdrawiam.
EmnildaAmelberga Linia koment
Dodany:2012-01-20 10:35:06, Ocena: 6.0
Dziękuję za zwrócenie uwagi na błędy. Cieszę się , że opowiadanie się spodobało.
oleczka31 Linia koment
Dodany:2012-01-20 11:44:37, Ocena: 6.0
Napisz co myślisz o tym tekście...

Ocenił/a na: 6
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów