Bestia, rozdział 10.
opowiadania >



kończy dzieło tej całej grupy? Sam mówiłeś, że Czerski twierdził, iż grupa pomyliła miejsca.
- No tak.
- Może ta kobieta odkryła w końcu to właście miejsce?.
- I jest nim właśnie Zacisze?.
Gerard wzruszył ramionami i oparł się wygodnie w fotelu. Zastanawiał się. To wszystko wydawało mu się takie dziwne i wyciągnięte z zupełnie innego świata, a jednak kilka szczegółów pasowało do siebie. Może ta kobieta na prawdę istnieje? Może jest nawet w Zaciszu. Nie widział ostatnio w hotelu pani Apolliny Ronald nowych gości. Ale ktoś może się przeciez ukrywać gdzies w lasach. Westchnął. W lesie mieli już jedną Bestię.
Czerski zginął na ulicy. Miał szarpane rany na ciele jak Amelia, ksiądz Zachariasz Jasik i pan Ludwik Mlecz. Czerski zginął, bo za głęboko grzebał w tym całym syfie. A co jeśli Bestia ma dwie twarze? Jedną czerwonooką z białymi kłami, a drugą należącą do jakieś kobiety. Co jeśli Bestie zawsze były dwie?
- Czy gdzieś u nas w okolicy ktoś kiedyś hodował duże psy? - zapytał Mycz.
Lipski zamyślił się na chwilę.
- Nie wiem, ale sprawdzę - odepchnął się od ziemi i jego fotel na kółkach poturlał się do jego biurka. Lipski złapał za blat, aby wychamować i zaczął stukać w klawiaturę komputera.
- Dwanaście lat temu Jakubina i Alfred Kostkowie założyli w Zaciszu schronisko dla psów - powiedział po chwili ciszy.
Gerard popatrzył na niego marszcząc brwi ze zdziwienia. Nie przypominał sobie niczego takiego. Lipski również wydawał się ciut zdziwiony.
- Gdzie było to schronisko?- zapytał Mycz.
- Na ich podwórku - odparł Lipski.
- Kostkowie mieszkali zaraz przed Freszami, przy tej drodze gdzie dzisiaj byliśmy - przypomniał sobie Gerard. - Po ich śmierci dom dostała Aniela.
- A teraz nie żyje - dodał Lipski.
- Co to może oznaczać?
- Że nic nie wiemy - odparł markotnie Lipski.
Mycz opadł z powrotem na oparcie fotela. Jego myśli krążyły ciągle wokół tych wszystkich wydarzeń i Gerard zaczął mieć jakieś dziwne przeczucie, że rozwiązanie jest już blisko. Jak jednak poukładać te wszystkie części układank, aby do siebie pasowały?
- Jakie mieli psy?
Lipski znów zaczął stukać w klawiaturę.
- Nic na ten temat nie napisano.
Gerard poczół jak jakaś mała iskierka nadziei, która dopiero co się zrodziła, zaczyna w nim przygasać.
- Ale mam zdjęcie - powiedział po chwili Lipski.
Mycz wstał z fotela i podszedł do niego. Na ekranie komputera ukazała się duża fotografia, przedstawiająca starszą, pulchną kobietę w spódnicy i fartuchu oraz niskiego mężczyznę z dość sporym nosem w czerwonej czapce. Wokoł nich goniło siedem psów. Gerard przyglądał im się uważnie. Był tam bernardyn patrzący wprost w obiektyw aparatu, jakby wiedział, że robi mu się zdjęcie, były tam też cztery wielkie wilczury, w ogóle nie zainteresowane tym co się wokół nich dzieje i dwa kundle. Jeden leżał przy nogach Jakubiny, a drugi, większy, stał obok Alfreda, głaskany przez pana po wielkim łbie. Gerard zatrzymał na nim wzrok. Wyglądał znajomo.
- Mieli siedem dużych psów - powiedział - to...
- Osiem - przerwał mu nagle Lipski - Popatrz tam - wskazał widniejące na dalszym planie fotografii budy. - Nie zauważyłem go od razu, zlał się z tłem .
Mycz przybliżył twarz do ekranu monitora. Faktycznie był tam pies. Był trochę wynędzniały, ale dużo większy niż reszta.
- Widzisz te oczy? - spytał Lipski. - Świecą jak światła samochodu. Tobie też przypominają naszego znajomego z lasu?
Gerard odrobinę zbladł. Mieli Bestie cały czas pod nosem i nawet nie zwórcili na to uwagi.
- Co się stało potem z tym schroniskiem? Założono go dwanaście lat temu i... Dwanaście lat temu zmarli Kostkowie.
Lipski postukał w klawiaturę. Pokręcił głową.
- Nic nie ma - odparł wskazując ekran. - Może psy zdechły, albo coś.
- Wszystkie osiem?
Lipski podrapał się po czole.
- Pamiętam pogrzeb Kostków tak przez mgłę. Przyjechała cała ich rodzina. Nikt nie wspominał o schronisku. Ja sam o nim na śmierć zapomniałem, a przecież mieszkam tu od dziecka.
- Może zlikwidowali schronisko przed śmiercią, bo już nie dawali sobie rady z opieką nad pasami? Byli w końcu starszymi ludźmi.
- Może - przytaknął Mycz.
- Psy mogły trafić do innych miast, albo ktoś je zabrał.
- Trzeba to sprawdzić.
- Jak?
- Popytamy - odparł Gerard.
Chwycił kurtkę leżącą na oparciu fotela i ruszył ku drzwiom zakładając ją na ramiona.
- Chodź, nie ma czasu.


- [1] [2] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
oleczka31 Linia koment
Dodany:2012-02-01 20:36:49, Ocena: 5.0
Acja sięga zenitu! Nie z przymiotnikami piszemy razem - nietknięta;jakiejś, wyHamować, poczUł.

Ocenił/a na: 5
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów