Opowieści podróżnika. Rozdział trzeci część pierwsza. Przed nami długa droga.
opowiadania >



swoją niewiedzą.


- Łatwo ją zapamiętać. Nasza stolica to Leonoria.


- To faktycznie łatwa nazwa. W takim razie tak, zmierzamy w tamtą stronę. A ty młodzieńcze, gdzie jedziesz? - Chudy wtrącił się do dyskusji.


- W tą samą stronę.


- To wspaniale chłopcze... - zawołał radośnie Gruby.


- Nie nazywaj mnie chłopcem - uciąłem mu.


- Daj spokój, mamy po czterdzieści pięć lat, a ty może z dwadzieścia - zaśmiał się. Co prawda dzisiaj były moje dziewiętnaste urodziny, ale postanowiłem im tego nie wyjawiać. - W każdym to bądź razie raczej nie nosisz swojego miecza od parady, prawda? Mieliśmy eskortować tę karawanę razem z pewnym czarodziejem, ale ten odłączył się od nas w ostatniej wiosce. Chcesz zająć jego miejsce?


- Ile płacicie? - zapytałem się jego szefa.


- Pięćset na dzień. - W pierwszej chwili myślałem że się przesłyszałem. To była dziesięć razy wyższa stawka niż normalnie! Tyle że skoro tyle płacą to towar jest pewnie wyjątkowo cenny lub niebezpieczny.


- Co przewozicie?


- Zamówienie waszego króla, jak mu tam było? Randal? Chyba jakoś tak - powiedział konny.


- Owszem. Co zamówił? Coś na cerbery?


- Nie. To co przewodzimy to niestety nic wielkiego. Jedynie cegły.


- I za to płacicie aż pięćset dniówki? Gdzie jest haczyk?


- Na tym właśnie polega problem że nie wiemy gdzie on jest. Król dał nam taką stawkę z góry.


- Pewnie nie przewodzicie cegieł, a jakieś dokumenty czy coś w tym rodzaju. Będą kłopoty z tą karawaną, zobaczycie - westchnąłem. - Ale i tak jadę w tamtą stronę więc wchodzę w to.


- Wspaniale. Musimy to uczcić w karczmie podwójną porcją piwa! - wykrzyknął radośnie najgrubszy z całej trójki.


- Nie tak szybko Kalin, dzisiaj śpimy w wozach - zawołał Chudy. - Jeśli chodzi o ciebie, wóź czarodzieja jest ciągle pusty. Możesz go zająć.


- Który to wóź?


- Poznasz po zapachu. Ciągle są tam jego eliksiry.


Rozmawialiśmy jeszcze przez jakąś godzinę. W tym czasie dojechaliśmy do jakiejś małej mieściny. Typowe wiejskie domki zbudowane z drewnianych pali o dachach wyłożonych słomą. Wszystkie drogi były tu piaszczyste, brukiem wyłożono jedynie główny plac. Co jakiś czas można było minąć wspólną studnię, ale większość ludzi i tak wolała czerpać wodę ze strumienia. Kiedy zapytałem się jakiegoś wieśniaka czemu tak robią, odpowiedział że woda w studni siedzi w brudnej ziemi, a ta w strumieniu nie. Ci, którzy czerpią wodę ze strumienia czerpią więc czystszą wodę. Dosyć zabawnym widokiem była jego twarz kiedy wyjaśniłem mu do czego, poza piciem, jest potrzebna woda najróżniejszej zwierzynie. Natychmiast wylał zawartość wiadra z powrotem do strumienia, po czym pognał do najbliższej studni. Pomimo że nie mieliśmy w planach postoju, Gruby ciągle o niego zabiegał.


- Zamknij się w końcu. Tu nie ma nawet czegokolwiek godnego uwagi! - wykrzykną w końcu Rudy.


- Jest karczma. Jak możemy nie uczcić tego że Edan...


- Evan - poprawiłem go.


- ...że Evan do nas dołączył?


- Skąd ty sobie ubzdurałeś że tu jest karczma? To wiocha zabita dechami - Kirimizi krzyczał coraz głośniej.


- Spójrz tylko ile śladów kopyt jest na ścieżce. Na pewno zbudowali karczmę.


- Ty byś najchętniej tylko żarł. Opanuj się, nie mamy nawet pieniędzy żeby zapłacić karczmarzowi.


- A o biciu się za pieniądze nie słyszałeś?


- Są u nas nielegalne Gruby. Poza tym Rudy i Chudy mają rację, nie ma sensu iść do karczmy. Nawet jeśli takowa się tu znajduje.


- Brednie, skoro nie bójki, to jak można w niej szybko zarobić - milczałem przez chwilę rozmyślając nad zadanym mi pytaniem.


- Jest jeden sposób, nawet legalny, ale wam się nie spodoba.


- Mówże śmiało, może go on uciszy - zawołał trochę za głośnie Rudy.


- W niemal każdej karczmie można rzucać nożami do tarczy. Jest u nas taka tradycja że jeśli ktoś chce mieć trunek za darmo to może takową tarczę potrzymać w rękach. Każdy kto rzuci nożem stawia śmiałkowi wódkę, albo piwo.


- Bić się u was nie można, ale rzucać w innych nożami to już tak? - zapytały krasnoludy.


- Przepisy nic nie mówią o tym gdzie może, a gdzie nie może wisieć tarcza. A ponieważ urzędnicy nie mogą uwierzyć są ludzie na tyle głupi żeby to robić...


- Brzmi uczciwie. Jakby nie było, jestem niski i okrągły, raczej zdołam ukryć się za tarczą. Jak załatwić jedzenie. - Kiedy w końcu dotarło do mnie że żartował, wyszeptałem do Rudego.


- Matka upuściła go jak był mały, czy co?


- Tak. Myśleliśmy że nic się naszemu braciszkowi z tego tytułu nie stało, ale chyba się myliliśmy.


- Może jednak zawitajmy do karczmy. Mam pieniądze, postawię wam coś. On jest gotów wyrwać się tu nocą kiedy ludzie są tak pijani że szanse na to że trafią do celu są zerowe - powiedziałem tak żeby Gruby nie usłyszał.


- Chyba musimy tak zrobić - westchną Rudy. - No dobra Gruby, ale to ty znajdujesz karczmę.


- Jasne!


Okazało się że Gruby ma nosa do takich spraw. Już po trzech minutach wszyscy siedzieliśmy w oberży. Krasnoludy nie wzbudziły jakiegoś zainteresowania. Jedynie młody chłopak przesiadujący na dworze bał się do nich zbliżyć. Niestety jego pracą było mycie koni gości kiedy ci mu za to zapłacą. Musiałem zapłacić mu podwójną stawkę żeby wykonał swoją robotę. Wnętrze było dosyć obskurne. Pięć okrągłych stolików o średnicy jakiś pół metra z wygrawerowaną na niej mapą Kontynentu. Przy każdym z nich było pięć małych stołków. Pomimo że był wieczór, w pomieszczeniu było dosyć jasno. Była to zasługa pięciu okien. Ściana wychodząca na ulicę miała ich parę, a reszta po jednym. Przy ladzie było pięć, oczywiście, wysokich krzeseł. Wszystko było utrzymane w kolorze ciemnego brązu, nie licząc starych podniszczonych zasłon w kolorze beżowym, najróżniejszych butelek z tanimi trunkami oraz ozdobnymi talerzami na ścianach. Było ich pięć. Ja rozumiem że na Kontynencie to szczęśliwa liczba, ale bez przesady. Ile można? Tarcza do rzutek zawieszona obok wejścia była ciągle obserwowana przez Grubego. Kiedy podeszliśmy do lady właściciel wyszedł z zaplecza.


- Co podać?


- Dla

- [1] [2] [3] [4] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów