Opowieści podróżnika. Rozdział trzeci część pierwsza. Przed nami długa droga.
opowiadania >



mnie piwo. Tylko nie rozcieńczaj. - Odwróciłem się do krasnoludów. - Co dla was?


- Też piwo.


- Więc cztery razy piwo. Coś do jedzenia?


- Micha gulaszu.


- Dla czterech osób?


- Oczywiście - wtrącił się Gruby.


- Jedno piwo to cztery leonorie, a gulasz będzie kosztował dwanaście. Za duże zamówienie obniżamy cenę o trzy leonorie. Razem to będzie dwadzieścia siedem leonori. - Położyłem zapłatę na ladzie.


Kiedy zajęliśmy miejsca przy stole do środka wszedł wysoki i chudy mężczyzna ubrany w jaskrawe ubrania. Na oko miał może czterdzieści lat.


- To jest nasz szef - szepną Rudy. - Jeszcze nie wie że mamy nowego pracownika, więc jeśli tu podejdzie przedstaw mu się.


- Dobrze.


Kiedy kupiec dosiadł się do nas od razu podał mi dłoń. Była ona szorstka i koścista. Dało się wyczuć że pracował kiedyś fizycznie. Ja w jego wieku zamierzam wylegiwać się przed kominkiem u boku żony i dzieci nie martwiąc się już o pieniądze.


- Zgaduję że jest pan w zastępstwie za czarodzieja?


- Tak. Ma na imię Edan - zaczął przedstawiać mnie Gruby.


- Właściwie to Evan - sprostowałem.


- Ja jestem Ervin. Miło mi cię poznać. Znasz już naszą stawkę?


- Tak. Pięćset na dzień. Wozicie cegły do stolicy na zamówienie króla.


- Czyli wiesz wszystko co musisz wiedzieć. Mogę trochę? - powiedział pokazując na ogromną porcję gulaszu która dotarła właśnie do naszego stolika.


- Oczywiście - powiedziałem. - Kochana, przynieś jeszcze jedną miskę.


- To będzie wtedy gulasz dla pięciu osób, a zamówień nie wolno zmieniać - odburknęła.


- Pomyśl tak kochana. - Wyciągnąłem z kiszeni dwie złote monety. - Jak doniesiesz nam tą miskę, będziemy mieli ich pięć, a to przynosi szczęście.


- Dobrze, ale nie mów nic nikomu - powiedziała przyjmując pieniądze.


- Oczywiście.


Kiedy doszła do nas piąta miska, a przy okazji piwa, zaczęliśmy jeść. Każdy nałożył sobie swoją porcję ze wspólnej miski. O ile sam gulasz był nawet dobry, o tyle do piwa dolano wody. Nie miałem jednak na co narzekać, było tu bardzo tanio zwłaszcza że nie było tu żadnej konkurencji. Na jednym piwie się oczywiście nie skończyło. Po trzeciej kolejce skończyły mi się pieniądze. Gruby, kiedy tylko się o tym dowiedział, natychmiast wstał żeby skorzystać z naszej tradycji. Stawił nam tym sposobem czwartą kolejkę. Co prawda planował jeszcze piątą, ale zrezygnował kiedy jeden nóż ledwo trafił w tarczę. Krasnoludy właśnie zaczęły rozmowę, kiedy musiałem wyjść za potrzebą. Uniosłem rękę żeby przywołać kelnerkę.


- Czego? - warknęła.


- Gdzie macie toaletę?


- Nie mamy. Musisz iść za oberżę.


- Dobra. Zaraz wracam.


Kiedy wyszedłem na zewnątrz uświadomiłem sobie że jest już noc. Rześkie i chłodne powietrze trochę mnie otrzeźwiło. Nie czułem się tu komfortowo, przywykłem do hałasu. Zawsze mi towarzyszył, czy to w tartaku ojca, czy też w koszarach. Nawet w spokojne dni kiedy nie robiłem nic co chwila ktoś przejeżdżał obok mnie nucąc, albo kłócąc się z kompanem. Podczas gdy tutaj panowała cisza. Jedynie świerszcze grały w ogródkach okolicznych domów. Celowo szedłem głośniej żeby wytworzyć chociaż trochę innych dźwięków. Okazało się to zbyteczne, zanim skończyłem z karczmy dobiegły do mnie hałasy charakterystyczne dla bijatyki w karczmie. Bluzgi, szuranie przesuwanych mebli, brzdęk tłuczonego szkła i takie tam. Mawganie, ja dziewiętnastolatek, nie mogę zostawić czwórki dorosłych facetów samych? Kiedy zapiąłem rozporek i ruszyłem w stronę wejścia przez myśl przeszło mi żeby nie używać w środku miecza. Jako były żołnierz i tak dam sobie pewnie radę, a będzie to milej wyglądało. Zaraz po tym jak wszedłem do środka jakiś pijak chciał uderzyć mnie krzesłem. Wykonałem krok w tył po czym podstawiłem mu haka. Wywalił się na ziemię tracąc przytomność. Zdążyłem zrobić zaledwie trzy kroki kiedy jakiś grubas zablokował mi drogę. Sądząc po jego postawie nie bił się pierwszy raz, ale miał paskudną ranę na lewym kolanie. Kopnąłem go w nie, po czym uderzyłem go w podbródek. Tym razem wykonałem trzy kroki zanim z lewej podbiegł do mnie jakiś chłop z nożem. Rzuciłem mu w łeb butelką, którą wziąłem z sąsiedniego stolika. Ostatni przeciwnik nawet mnie nie zauważył. Był to jakiś spity, białowłosy elf grożący właścicielowi sztyletem. Po prostu uderzyłem jego głową o ladę. Usiadłem na krześle które zajmował po czym zagadałem właściciela.


- Często wybuchają u was takie burdy?


- Niestety tak. Dziękuję za pomoc z nim. - Wskazał na leżącego elfa. - Jak masz na imię?


- Evan, a ty?


- Ronat. Chcesz piwo? Na mój koszt.


- Pewnie. Nie myślałeś żeby zatrudnić tu kogoś do utrzymywania porządku?


- Tak, nawet to zrobiłem, ale zjawi się dopiero jutro. Ej ty! - Wyszedł zza lady. - Odłóż tą kuszę!


- No weź pan - powiedział Gruby z zawodem w głosie. Nie miej jednak schował kuszę.


- O co poszło?


- Kiedy wyszedłeś ten kupiec zamówił drugą porcję gulaszu. O tobie "zapomniał". Ten gruby krasnal się temu sprzeciwił i wykrzykną na całą oberżę jakim to on jest chciwcem. Facet się wkurzył i powiedział że to on płaci więc on decyduje kto je. Jakiś człowiek się wtrącił do tej dyskusji mówiąc że skoro stawiałeś mu żarcie powinien się odwdzięczyć. Kupiec kazał mu się odpierdolić. Na jego nieszczęście tego faceta wszyscy nazywają Kane Walimorda. Walną go, jeden krasnolud oddał i tak dalej. - Ton jego głosu był znudzony.


- Uspokoić ich? - zapytałem rozglądając się dookoła.


- Oczywiście że nie. Pomyśl, ty jesteś jeden, a ich ponad dwudziestu.


- Ja mam miecz.


- Część z nich zna magie. Dasz sobie radę wobec nieczystych sił pierwotnych rodem z samego dna piekieł? - powiedział żartobliwie.


- A ty, znasz jakieś zaklęcia?


- Tylko jedno, przyciąganie. A jak to wygląda u ciebie.


- Nigdy nawet nie uczyłem się magii.


- A szkoda. - Popatrzył na coś za moimi plecami. - Walimorda, odłóż kuszę.


Odwróciłem się. Bijatyka zakończyła się równie szybko jak się zaczęła. Większość ludzi dawno uciekła. Jedynie krasnoludy oraz Walimorda zostali. Niestety ci pierwsi leżeli nieprzytomni na środku sali. Kane był wysokim umięśnionym facetem z blizną

- [1] [2] [3] [4] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów