Tajemnica Melanie cz.5
opowiadania >



Siedziałam u siebie w pokoju, przed zwierciadłem. Było piękne, inne niż te wszystkie co do tej pory widziałam, było wyjątkowe. Gdy wszyscy zostawili mnie sam na sam z lustrem, znalazłam różne napisy na górnej części ramy. Widniało tam moje imię, jakieś dziwne znaki, a największy napis głosił o Królestwie Króla Edgara. To mnie najbardziej zaciekawiło. A raz zdawało mi się, że widziałam czyjeś oczy, ale musiało mi się wydawać.


Po obiedzie, przebrałam się w strój do jazdy konnej i poszłam do stajni. Rosa właśnie odpoczywała, podeszłam do niej i stanęłam przy drzwiach boksu. Klacz podniosła łeb i zarżała uszczęśliwiona na mój widok. Weszłam do niej i pogłaskałam ją po pysku. Cofnęłam się o krok i spojrzałam na nią. Była cała brudna, grzywę i ogon miała zaplataną w słomę, a grzbiet i nogi, w błocie i trawie. Pobiegłam do kantora i przyniosłam szczotki. Gdy doprowadziłam ją do przyzwoitego stanu, wyprowadziłam ją na pastwisko, a potem położyłam się na ziemi i przyglądałam się koniom.


Znajdowałam się w lesie, ktoś za mną biegł, uciekałam. Słyszałam mnie woła. Miał niski zachrypnięty głos, krzyczał, że mnie zabije. Dobiegłam do rzeki, odwróciłam się, widziałam cień nieznajomego, był coraz bliżej. Weszłam do lodowatej wody i zaczęłam płynąć na drugą stronę. Gdy wyszłam na brzeg, koło ucha świsnęła mi strzała i trafiła w drzewo. Spojrzałam za siebie, nieznajomy zaczął się oddalać. Podeszłam do pnia, do strzały był przywiązany kawałek papieru. Odwinęłam go i przeczytałam „Zabije Ciebie i Jego! Zawładnę tym królestwem, a dobra już nie będzie!”. Nie wiedziałam o co mu chodzi, ale sie przestraszyłam. Schowałam karteczkę do kieszeni i poszłam przed siebie. Po pewnym czasie dotarłam na samą górę wzgórza, widok zaparł mi dech w piersiach. Ukazał mi się wielki zamek, wokół którego rosły wielkie, kolorowe, różnego rodzaju drzewa. Przed zamkiem stało kilkaset domków z których unosił się dym. Pomiędzy nimi znajdował się wielki plac,  na środku wieka wierzba, o liściach koloru złota, a wkoło niej znajdowała się woda. A zamek, był niesamowity, w niektórych miejscach pokryty bluszczem. A tam gdzie go nie było, widniały mury zamku w piaskowym kolorze, z różnymi znakami.  


W pewnym momencie ujrzałam galopującego na koniu, w moim kierunku młodego chłopaka. Miał rude włosy, piegowatą twarz i lazurowe oczy. Ubrany był w koszulę przewiązaną pasem, czarne spodnie i oficerki. Gdy był wystarczająco blisko zatrzymał konia, zeskoczył z niego i wyciągnął miecz.


- Kim jesteś i czego tu chcesz?! – warknął na mnie i zbliżył się o krok.


Miałam już mu odpowiedzieć, ale poczułam jak ktoś mnie szturcha. Otworzyłam oczy i zobaczyłam nad sobą Rosę parskającą mi w ucho.


A wiec, to był tylko sen, ale wydawało mi się jakby to się działo naprawdę. Podniosłam się na rekach i dotknęłam dłonią czoła, było mokre, czułam się zmęczona jak po jakimś wysiłku, a ja przecież spałam. Czy na pewno byłam tu podczas snu? Wstałam i poszłam do domu. Rodzice z babcią oglądali wiadomości, Justin bawił się klockami, a Deana nigdzie nie widziałam. Zdjęłam buty i po cichu poszłam na górę, lepiej żeby mnie w takim stanie nie widzieli.


Weszłam do pokoju, okno było otwarte na oścież, podłoga koło lustra była przykryta płatkami przeróżnych kwiatów. Zamknęłam okno, poczym usiadłam na łóżku. Przypomniało mi się co widziałam we śnie, rudy chłopak, zamek i nieznajomy mężczyzna, gdy myślałam o nim, pomyślałam o tej kartce co włożyłam do spodni. Włożyłam rękę do lewej kieszeni, było tam coś. Wyjęłam ten sam kawałek papieru co we śnie, rozłożyłam ją i ujrzałam to samo koślawe pismo ze słowami Zabije Cię. Przeraziłam się nie na żarty. Jak to w ogóle możliwe, żeby kartka ze snu była w rzeczywistości prawdziwa? Czy to się dzieje naprawdę, czy nadal tkwię we śnie? Uszczypnęłam się w rękę, zabolało, to nie jest sen. Więc jak to się stało ?


Przebrałam się i poszłam na kolację. Kartkę schowałam pod materacem w łóżku. Zeszłam na dół w kuchni panował harmider, stanęłam w drzwiach i ujrzałam bardzo dziwny widok. Justin stał przy kuchence z Elle i mieszał w garnku, tata kroił cebule, a babcia śpiewała piosenkę z radia, doprawiając sos.


Kuchnia była nie do poznania, na podłodze było pełno mąki, warzyw, plam od sosu i coś błyszczącego. Zrobiłam kilka kroków i przykucnęłam, pomiędzy kawałkami pomidora, a plamami sosu leżał mały błyszczący kamyk. Wzięłam go z ziemi i wstałam. Był prawie przezroczysty, jakby ze szkła, w środku znajdowało się wiele iskrzących się ziarenek i kwiatek bzu.


- Melanie co tak stoisz? – spytał mnie tata wrzucając mięso z cebulą na patelnie.


Wzruszyłam ramionami i wyszłam na taras. Mama akurat układała talerze i sztućce na stole, a Dean bawił się z  Emilem.  Położyłam się bujanej ławce i zamknęłam oczy.


Spoglądał na mnie krzywo, niecierpliwił się na odpowiedź. Rozejrzałam się wkoło byłam ponownie w tym królestwie, a przede mną stał rudy młodzieniec.


- Kim jesteś i czego chcesz?! –

- [1] [2] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
Ann_Die Linia koment
Dodany:2010-04-20 19:26:45, Ocena: 5.0
Popieram to, co napisałam przy poprzedniej części. Czekam na ciąg dalszy!
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów