Angels pub
opowiadania >



w jakieś figury, jakby tatuażu. Do tego jego strój… ciemnoszary kombinezon z jakimiś kawałkami futra…


- Jestem szefem tego pubu. – uśmiechnął się anioł – Nazywam się Michael i jako najlepszemu klientowi postanowiłem postawić dzisiejsze wypite kolejki. Mam jedną prośbę: nie pij tak dużo. To niczego nie rozwiąże, a twój, wasz problem pozostaw czasowi i waszej rozwadze. Wasza miłość jest silna i pomoże wam przezwyciężyć przeszkody. Musisz jednak pamiętać, że są ludzie, którym bardzo nie w smak jest wasze uczucie. Pewien przybysz z południowego kraju, nie powinien się NIGDY o nim dowiedzieć. Jest nieszczery i może być zawistny.


- I na koniec. Więcej się już chyba nie spotkamy, więc dam ci coś, co w ciężkich chwilach da ci wiarę w wasze uczucie.


W tym momencie wyrwał ze skrzydła piękne długie i giętkie pióro, które zrobiło się śnieżno-białe. Zwinął je i schował do małego szarego pudełeczka, które wręczył Jerzemu. Tylko pamiętaj: nigdy go nie otwieraj bez wyraźnej potrzeby.



Jerzy wracał powoli do domu i… nie bardzo pamiętał skąd wracał.



****



Annabelle, nowa koordynatorka w konsorcjum, pragnęła porozmawiać z Jerzym. Chciała choć usłyszeć jego głos. Spojrzeć na niego przez chwilę… porozmawiać…


Na swoim biurku znalazła zaadresowaną dla niej kopertę. W środku było niewielkie, szmaragdowo zielone zaproszenie „Annabelle Moonish jest zaproszona w dniu… o godzinie 19 na wieczór specjalny”. Żadnego podpisu, tylko „Angels Pub” i adres.


Zdziwiona wyszła na korytarz i spojrzała na stojącą kierowniczkę jednego z wydziałów. Pani Karolina była prywatnie żoną Jerzego. Annabelle ją szanowała i podziwiała jako świetnego fachowca, ale podświadomie się jej bała. Jej zdumienie jeszcze urosło, gdy w jej ręku zobaczyła podobne zaproszenie.


- Cholera, co jest grane??? – pomyślała.



****



Niepewnie szła przez tą dzielnicę. Sama się zastanawiała, po co postanowiła skorzystać z tego zaproszenia. Nurtowało ją też pytanie: Kto za tym stoi? Jerzy?


Weszła do wnętrza, gdzie panował półmrok. Oczy szybko się przyzwyczaiły i zobaczyła w głębi bar. Coś kazało jej tam podejść. Gdy już była przy barze, zorientowała się że nikogo tu nie ma! Odgłos dzwonka przy drzwiach oznajmił, że ktoś wszedł do środka. Obejrzała się. W drzwiach stała pani Karolina. Podeszła do Annabelle i zapytała:


- Czy pani wie o co tu chodzi?


Pokręciła przecząco głową. Obie kobiety miały wrażenie, że padły ofiarą jakiegoś żartu.


- Witam panie! - Rozległo się zza baru.


Stał tam uśmiechnięty człowiek ubrany w przepiękny kombinezon wykończony futrem. Nawet nie zwróciły uwagi na jego twarz wystającą spod kaptura, pokrytą dziwnymi tatuażami. Coś kazało im usiąść na stołkach przy barze. Wtedy przed każdą z nich pojawiła się lampka czerwonego wina.


- Specjalnie dobrałem gatunki i roczniki. Tak jak panie lubią – powiedział dziwny barman i powoli… rozwinął skrzydła.


Początkowy strach i niepewność nagle gdzieś się ulotniły.


- Nigdy nie miały panie okazji porozmawiać ze sobą prywatnie – kontynuował barman-anioł – mimo że widujecie się codziennie od ponad roku. Czasem chciałyście sobie porozmawiać tak po babsku, ale zawsze była jakaś rezerwa, więc… nasza firma postanowiła wam w tym pomóc. Bar jest do waszej dyspozycji. Proszę się nie martwić o koszta, bo wszystko jest opłacone.


Uśmiech był tak szczery, a zarazem pełen jakiegoś spokoju, że początkowe skrępowanie gdzieś zniknęło. Zaczęły rozmawiać o ubiorach i innych „babskich” rzeczach.



Annabelle i Karolina wracały do domu i obie za bardzo nie potrafiły przypomnieć sobie gdzie były. Obie pamiętały tylko że wieczór był bardzo sympatyczny i… nic więcej. Każda z nich miała w torebce małe pudełeczko z szarego kartonu…



****



Tego dnia Jerzy wrócił do domu z mocnym postanowieniem porozmawiania z żoną. Gdy tylko wszedł do mieszkania, zapomniał o wszystkim od razu. Wyraz twarzy Karoliny, jego żony, kazał mu przyjrzeć się dokładnie. Była spokojna i łagodna. W rękach obracała małe kartonowe pudełeczko z którego wystawało długie śnieżnobiałe pióro…


- Kochasz ją bardzo? – nieoczekiwanie zapytała Karolina.


Jej głos był spokojny. Żadnych scen, krzyków czy histerii. Nic. Kompletny spokój.


Ten spokój udzielił się Jerzemu.


- Tak. – odpowiedział – i to z wzajemnością i..


Położyła mu palec na ustach.


- Biegnij do niej głupcze skończony – wyszeptała patrząc mu prosto w oczy.


W tym spojrzeniu było coś co kazało mu natychmiast usłuchać.



Wybiegł z domu i chciał zdążyć. Nie chciał stracić ani minuty, ani sekundy. Biegł w kierunku przystanku tramwajowego.


-Tak będzie najszybciej – pomyślał


Przyśpieszył, bo usłyszał nadjeżdżający tramwaj.


- Cholera – zaklął pod nosem – czerwone dla pieszych. Tramwaj mi zwieje.


Postanowił pobiec na skrót przez jezdnię i tory.


- Tramwaj już hamuje to zdążę przed nim…


Zgrzyt hamującego tramwaju wdarł się w odgłos ulicy. Ktoś strasznie krzyczał, ktoś inny nerwowo dzwonił po karetkę.


Potem nastąpiła cisza, w której nie było słychać nawet przejeżdżających samochodów. Wśród gapiów stał ktoś, kto wyglądał inaczej. Biały anioł o długich śnieżnych włosach. Miał smutną twarz. Jego skrzydła były coraz bielsze. Minął go inny anioł w szarym starym prochowcu. Uklęknął na torowisku i podniósł wystające z kieszeni Jerzego białe pióro. Ze smutną twarzą powiedział:


- Nie zdążyłem. Nie miałem już wpływu. Wybacz.


W panującej ciszy było słychać tyko rytmiczne bum, bum. Coraz wolniej bum, bum. To biło jeszcze kryształowe serce bez zmarszczek.


Z zieloną murawą torowiska kontrastowały rozsypane białe bilety. Wszystko było pokryte czerwonym, wzorem krwi…



Piiii Bum, Piiii Bum, Piiii Bum, Piiii Bum, Piiii Bum…. Rozbrzmiewał w nocnej ciszy cichy komunikat aparatury szpitalnej.


Jerzy leżał nieprzytomny. Spomiędzy rurek i przewodów wystawała jego zarośnięta twarz. Obok na fotelu spała Annabelle. Siedziała tak już kilka dni i trzymała czule dłoń z której wystawał velfron. Na jej policzkach widać było zaschnięte ślady łez.


- Proszę pani – odezwał się cicho młody blondyn z lekką bródką.


- Proszę pani, może się pani na chwilę położy? Tu obok jest wolne łóżko. – lekko potrząsnął ją za ramię.


Annabelle nagle się wybudziła i z przerażeniem zapytała – Coś się stało?


- Nie proszę pani, ale jest pani przemęczona i powinna trochę wypocząć. Tak nie można… Jestem lekarzem prowadzącym. – powiedział jakby dla usprawiedliwienia.


- Pani jest z rodziny? – zapytał młody człowiek


- Tak! – powiedziała trochę zbyt gorliwie Annabelle i zaraz zawstydziła się swojego kłamstwa.


- Nie, ale on ma tylko mnie. - dodała szeptem i popatrzyła na Jerzego.


- Ale rodzina..? – spytał zdziwiony lekarz.


- Syn… syn zagląda tu codziennie, bardzo to przeżył. Nawet przyniósł mi jakieś kanapki… - napływające łzy utrudniały mówienie - … i kawę mi przynosił.


- No a reszta rodziny?

- [1] [2] [3] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów