Mój chłopak jest gejem" 3 część serii (+18)
opowiadania >



Nie mógł ani myśleć, ani zaprotestować. Nie mógł nawet sobie przypomnieć dlaczego miałby się opierać. Całe jego ciało wibrowało od nagromadzonych emocji.

Wielki wzwód wbity w jego brzuch oderwał w końcu jego myśli od maltretujących jego usta miękkich, ale nieustępliwych warg. Ze stłumionym w gardle jękiem naparł na twardą muskularną pierś. Podobny dźwięk zawibrował pod jego palcami. Don jeszcze mocniej przycisnął do niego usta i wypchnął biodra wbijając swojego twardego penisa w jego własne pobudzone ciało. Przytulił go z całych sił, unieruchamiając na ułamek sekundy i pogłębiając pocałunek.


Równie szybko i niespodziewanie wypuścił chwiejącego się Matta z uchwytu, i odsunął się od niego. Jego zielone oczy pałały w świetle księżyca, a opuchnięte usta lśniły.


– Teraz możemy się przyjaźnić… – wyszeptał ochrypłym z pożądania głosem. Odwrócił się na pięcie i biegiem rzucił się w stronę brzegu. Parę sekund później zniknął między drzewami, równie niespodziewanie jak się pojawił.


Matt zjechał po futrynie siadając na podłodze. Drżące nogi nie były w stanie go utrzymać. Był rozpalony, napalony i wściekły.


I chciało mu się płakać.


3


– Mathew Tomson, słucham? – rzucił już rutynowo w słuchawkę telefonu stojącego na jego biurku.


Sterty prospektów, projektów i planów przesypywały się na wielkim blacie. Z trudem potrafił się skoncentrować na swojej pracy, przekładając je bez jakiegoś większego planu z miejsca na miejsce. Ustawicznie dzwoniący telefon też nie pomagał. Drugi tydzień mijał odkąd zaczął pracować, a on nadal czuł się jakby tonął. Żaden jego projekt graficzny nie wydawał mu się wystarczająco dobry, a natchnienie go opuściło.


– Hej, Matty to ja Bryan. Przepraszam, że ci przeszkadzam, ale zbliża się pora lunchu i zastanawialiśmy się z chłopakami, czy wpadłbyś do nas coś zjeść? – Matt skrzywił się słysząc lekko zaniepokojony głos brata, wyrzucającego słowa jak z karabinu maszynowego, jakby obawiał się, że nie dane mu będzie dokończyć zdanie.


Czyżby był ostatnio takim dupkiem nie do życia?


Kyla i Dona nie widywał wbrew temu co im się wydawało, kiedy podejmowali pracę w tej samej firmie. Zadeklarowana przeprowadzka zawisła bez ostatecznych ustaleń i dla Matta na „świętego Nigdy” i tak byłoby za wcześnie. Zdawał sobie jednak sprawę z tego, że nie uda mu się wiecznie unikać spotkania z bratem i jego przyjacielem. Dona również nie może unikać do końca życia, dając mu tylko jakieś głupie wyobrażenia. Musiał stawić czoła rzeczywistości i przestać się ośmieszać.


– Hej, to brzmi świetnie – odparł zbyt pogodnym tonem. Zerknął na wielki stylowy zegar na ścianie i przekalkulował swoje obowiązki. – Daj mi jeszcze dziesięć minut i będę u was. Zamawiacie coś, czy któryś z was pokusił się o gotowanie? – zapytał starając się brzmieć lekko i wesoło. Jego brat najwyraźniej miał problem z kupieniem jego nagle przyjaznego nastawienia, bo milczał zaskoczony. – Halo?


– Eee… my… zamawiamy. Chińszczyzna jest dziś w menu… – wydukał w końcu młodszy mężczyzna. – Masz ochotę na coś szczególnego?


– Nie, to co zwykle będzie dobrze. Może jakieś dodatkowe sajgonki?


Bryan roześmiał się w końcu z zadowoleniem.


– Spoko. Nie ma problemu! Wszyscy je uwielbiamy, więc nie masz się co martwić, że zabraknie.


– Dobrze. Ja tylko dokończę to co robiłem i już jestem u was. – Matt pożegnał się szybko, zanim rozmowa się przeciągnęła, a on zdołał odwieść samego siebie od tej wizyty. Cieszył się też, że jego brat nie przyczepił się do jego przejęzyczenia.


Donatello, ten drań, oczywiście powiedział im o pochopnej decyzji, jaką podjął o wprowadzeniu się do nich. Oficjalnie więc to był również jego dom. Jego gościnne podwoje tylko czekały na niego.


Sfrustrowany i podminowany, opadł na oparcie swojego skórzanego czarnego fotela, wplatając dłonie w swoje niedawno schludnie przycięte, brązowe włosy. Kółka pod wpływem jego ciężaru odjechały kawałek, ale Matt nawet tego nie zauważył. Jego wyobraźnie już tworzyła w jego głowie dziesiątki scenariuszy czekającego go spotkania.


Tutaj, zamknięty za drzwiami eleganckiego, schludnego gabinetu czuł się pewnie. Tam jednak czekał na niego jego spostrzegawczy, przenikliwy przyjaciel, wścibski brat i… Donatello doprowadzający go do szewskiej pasji.


Sam nie był pewien jak udawało mu się przez dwa tygodnie spławiać ich przez telefon, ale już dłużej tak nie mógł. Pracowali razem i prędzej czy później będą współpracować na różnymi projektami wspólnie, będzie więc musiał to jakoś przeżyć. Z Kylem poradzi sobie… jakoś…


Nie był tylko pewien czy poradzi sobie z Donatellem Garettem.


Szybkim kliknięciem w kilka klawiszy zapisał i zabezpieczył projekt swojej grafiki i wstał od zawalonego biurka. Powinien to wszystko powkładać do wielkiego regału stojącego pod białą ścianą, ale doszedł do wniosku, że to da mu jeszcze jeden pretekst, aby skrócić lunch.


Na swoją, w dalszym ciągu perfekcyjnie białą koszulę, wrzucił ciemnoszarą marynarkę i poprawił srebrzysty, modny krawat. Nadal jeszcze nie przyzwyczaił się do swojego zawodowego, poważnego wyglądu. Czasem, tak jak teraz, czuł się jak mały chłopiec przebrany za dorosłego mężczyznę.


Obrzucił gabinet ostatnim spojrzeniem, zadowolony, że wszystko wydawało się być na swoim miejscu. Tylko ogromne okno sprawiało, że biało–granatowe pomieszczenie nie przytłaczało go. Inaczej w tym dwa na dwa metry pokoiku walczyłby z klaustrofobią. Zamykając za sobą drzwi praktycznie wzdrygnął się widząc swoje nazwisko na wytłaczanej czarnej tabliczce.


GRAFIK MULTIMEDIALNY


Mathew Tomson


***


Dom był piękny. Już przechodząc przez dość ruchliwą ulicę Matt widział furtkę i szeroką bramę na podjazd. Wysoki płot otaczał całą posesję, a dość wysokie drzewa przysłaniały duże okna z przodu. Bladożółta elewacja komponowała się z wiecznie zielonymi krzewami posadzonymi przed domem w równych rządkach. Żwirowa ścieżka przyjemnie zgrzytała pod jego stopami, kiedy z każdym krokiem zbliżał się coraz bardziej do domu. Brązowe drzwi otwarły się zanim jeszcze zdołał wejść na schodki wąskiego ganku.


– O! – zawołał uradowany widokiem brata Bryan. – Myślałem, że to dostawca jedzenia!


Matt uśmiechnął się lekko.


– Tacy głodni jesteście, że czekasz pod drzwiami? – zapytał trochę złośliwie. Mógł się założyć, że czekał na niego, nie do końca wierząc, że przyjdzie.


Lekkie ukłucie żalu w piersi, sprawiło, że po raz setny przeklął własną głupotę. Jeden pocałunek nie powinien rozdzielić go z najbliższymi.


Wszedł pewnie na niewielki korytarz, z którego rozchodziły się dwie pary drzwi na boki. Wąska drewniana klatka schodowa wiodła na piętro, a kilka metrów dalej na wprost widać było przejście do kuchni.


Bryan z radością zatarł dłonie.


– Chodź, chodź. Może jak się rozejrzysz to w końcu ruszysz tyłek i się wprowadzisz! – zawołał zanim jeszcze zdołali dojść do

Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów