I Początek - Podróżując przez czas
opowiadania >




"Podróżowanie jest brutalne. Zmusza cię do ufania obcym i porzucenia wszelkiego co znane i komfortowe. Jesteś cały czas wybity z równowagi. Nic nie należy do ciebie poza najważniejszym – powietrzem, snem, marzeniami, morzem i niebem"
-Cesare Pavese

Słońce zaczęło powoli przebijać się przez zachmurzone niebo, zamieniając ciemne nocne niebo w jasny i okropnie słoneczny dzień. Kerra popatrzyła sennie na zegarek stojący na szafce tuż obok łóżka, oczy miała wciąż na wpół zamknięte. Chyba przegapiła śniadanie, ale nie była głodna, szybko przewróciła się na drugi bok, przykryła szczelnie kołdrą i starała się zasnąć ponownie. Pod kołdrę nie dostawało się światło słoneczne, lecz głosy z dołu zakłócały możliwość spokojnego snu. Jej rodzice znów się kłócili, wystarczał im byle jaki powód do wszczęcia kłótni. Ostatnimi czasy sprzeczali się coraz częściej… Wystarczało, że matka nie posmarowała dokładnie chleba masłem, aby ojciec mógł rozpocząć z nią spór. Kwestią czasu było to, kiedy któreś z nich w końcu rzuci temu drugiemu w twarz pozwem o rozwód. Kerra miała tego wszystkiego serdecznie dosyć, chciałaby się wyprowadzić z tego domu wariatów, ale niestety wiek jeszcze jej na to nie pozwalał. Dopiero za pół roku miała wkroczyć w pełnoletniość, a chciała najpierw skończyć szkołę, aby jakoś zacząć samodzielne życie. Wystarczyło tylko przeczekać te nieszczęsne pół roku i z tą myślą jakoś udało jej się w końcu ponownie zasnąć.


Kerra przeciągnęła się powoli i otworzyła oczy. Miała poczucie, że spała bardzo długo, lecz w pokoju było tak ciemno, że nie potrafiła niczego dostrzec. Lekko podniosła się z łóżka i usiadła, chciała by jej oczy przyzwyczaiły się do panującego mroku. To niemożliwe, żeby przespała cały dzień, pokręciła głową, jakby chciała zaprzeczyć własnym myślom. Po kilku minutach zaczęła dostrzegać kształty mebli, lecz nie pasowały one do jej pokoju. Najwidoczniej rodzice musieli ją przenieść gdzieś kiedy spała, tylko po co? Poza tym, nie była już dzieckiem i trochę ważyła, choć była szczupłą dziewczyną. Kerra wzruszyła ramionami i wstała, szukając drogi do drzwi. W ciemności mogła dostrzec tylko zarys mijanych mebli i wielkiego stołu, powoli zaczynała się niepokoić, ponieważ w jej domu stół był jedynie w kuchni, a spać w kuchni nie mogła, bo nie było tam łóżka. Zaczęła się denerwować i zastanawiać czy może została w nocy porwana i potraktowana jakąś substancją nasenną, co by wyjaśniało długi sen. Chociaż gdyby została porwana, to czy nie byłaby związana czy chociażby przez kogoś pilnowana, aby nie mogła uciec? Nic nie pasowało w tej teorii, nie potrafiła tego złożyć w całość, może dlatego, że jej umysł nadal znajdował się na granicy jawy i snu, a może po prostu przez brak logicznego wytłumaczenia tej sytuacji. Kerra doszła do wniosku, że wciąż musi znajdować się we śnie, innego wytłumaczenia nie potrafiła znaleźć. Postanowiła poszukać jakiegoś światła, aby rzucić trochę blasku na pokój gdzie była i ostatecznie przekonać się gdzie jest.


Kerra ostrożnie doszła do drzwi, starając się robić jak najmniej hałasu. Dotknęła ściany szukając włącznika po obu stronach drzwi, lecz nic nie znalazła. Nie było tu w ogóle prądu? Coraz mniej rozumiała z tego co się działo… Nie wiedziała co robić i już chciała otworzyć drzwi, gdy usłyszała zza ściany jakieś głosy. Próbowała się w nie wsłuchać i zrozumieć o czym rozmawiają, lecz ściany były zbyt grube, żeby usłyszeć przez nie jakieś słowa. Jedyne co mogła stwierdzić to to, że jeden głos należał do kobiety, a drugi do mężczyzny. Stwierdziła także, że na pewno nie należą one do jej rodziców. Postanowiła jednak wyjść z pokoju i dostać się bliżej drzwi skąd dobiegały odgłosy rozmowy. Miała nadzieję na to, że uda jej się coś podsłuchać, szczególnie liczyła na to, że rozmawiają o niej.


Dziewczyna wstrzymała oddech i nacisnęła klamkę, zrobiła to najciszej jak tylko mogła, lecz niespodziewanie okazało się, że drzwi niemiłosiernie skrzypią. Odskoczyła momentalnie od drzwi, jej serce zaczęło bić szybciej. Nasłuchiwała czy ktoś to zauważył, lecz głosy zza ściany były zbyt zajęte rozmową między sobą, by zwrócić uwagę na skrzypiące drzwi. Dziewczyna lekko się uspokoiła i starała się uspokoić drżące ręce. Sama nie wie czego się bała, nawet nie wiedziała gdzie się znajduje. Ponownie podeszła do drzwi, okazało się, że za pierwszym razem otworzyła je wystarczająco, aby się teraz przez nie przecisnąć, nie wywołując niepotrzebnego hałasu.


Po chwili znalazła się na korytarzu. W końcu była w stanie coś dostrzec, na ścianach zostały zamontowane świeczniki, na których teraz stały zapalone świece. Ruszyła naprzód. Zupełnie zapomniała o rozmowie jakichś ludzi zza ściany. Usłyszała, że z końca korytarza dobiegała wesoła muzyka, postanowiła pójść w tym właśnie kierunku. Im bardziej się zbliżała do końca, tym muzyka stawała się głośniejsza, była też w stanie usłyszeć śmiechy i wesołe, głośne rozmowy. Dopiero teraz zdała sobie sprawę z nieodpowiedniego ubioru, miała na sobie jedynie długą jasnozieloną sukienkę nocną z bufiastymi rękawami, które wykończone były falbankami. Jej sukienka nocna była z grubego materiału i była dość ładna, więc mogła uchodzić nawet za zwykłą sukienkę. Kerra spojrzała na swoje stopy, nie miała żadnych butów, nawet kapci, więc szła na boso. Była zbyt wystraszona po obudzeniu się, aby zwracać uwagę na swój wygląd. Dotknęła ręką włosów, były związane niedbale żółtą gumką, a kilka kosmyków spadało zabawnie na jej twarz. Rozpuściła więc swoje płomienne rude włosy i przeczesała je palcami, a gumkę założyła na rękę.


Była już blisko, prawie poczuła fizycznie na sobie światło z końca długiego korytarza. Zrobiła jeszcze kilka kroków w przód i skręciła lekko w prawo, w tym momencie korytarz się kończył i oczom dziewczyny okazało się ogromne wejście na salę.


Dziewczyna stała sparaliżowana przy wejściu i po prostu patrzyła na wnętrze sali. Ludzie, którzy wesoło rozmawiali i tańczyli najpewniej jej nie spostrzegli, bo nie przerywali poprzednich czynności. Wyglądało na to, że Kerra trafiła na jakiś bal, ale co tu robiła? Nadal nie mogła tego pojąć. Sala była wielka, wydawało jej się, że miała rozmiar jak pięćdziesiąt jej pokojów, a jej

- [1] [2] -
Opinie
Ocena: 1 2 3 4 5 6
Musisz być zalogować by komentować.
POLUB NAS!
WYDAWCY POLECAJĄ
Zwyczajna łaska
Książka Racheli
Sekret Wesaliusza
 
STRONA GŁÓWNA

MOJE GRANICE
Dodaj/Opublikuj
Wirtualna biblioteczka
Ustawienia
Więcej opcji
KSIĄŻKI
recenzje
premiery, nowości
zapowiedzi wydawnicze
audiobooki
patronaty
rankingi
autorzy
rekomendacje
wyzwania czytelnicze
WIERSZE

OPOWIADANIA

KONKURSY

SPOŁECZNOŚĆ
forum
blogi
zdjęcia
filmy
kalendarz
książki za aktywność
PUBLICYSTYKA
wywiady
eseje
sylwetki twórców
recenzje filmów